REKLAMA

Borussia nie dorosła do walki o mistrzostwo. BVB gorsze od 1. FC Köln

Kibice Borussii Dortmund mają dziś święte prawo rzucić kilka wulgaryzmów. Ich ulubieńcy mieli idealną okazję, by przebić się na fotel lidera Bundesligi. Union Berlin po 42 minutach meczu z Eintrachtem Frankfurt przegrywał 0:2 i pierwsza porażka w tym sezonie wydawała się nieunikniona. BVB musiało tylko i aż dowieźć prowadzenia nad 1. FC Koln. Podopieczni Edina Terzicia uznali jednak, że ciekawiej będzie jeśli odpuszczą sobie tak znakomitą szansę.

Borussia prowadziła od 31 minuty, gdy akcję “jak z treningu” wykończył Julian Brandt

Defensywa ekipy z Kolonii została rozklepana, a blondwłosy zawodnik bez większego problemy wpakował futbolówkę do siatki. Po zmianie stron gospodarze ruszyli do odrabiania strat — najpierw gola strzelił Kainz, a trzy minuty później po rzucie rożnym uderzeniem głową popisał się Steffen Tigges. Tak, ten napastnik, który latem trafił do klubu z… Borussii Dortmund. Zamiast odrabiania strat, Kolonia dorzuciła jeszcze jednego gola, gdy efektownym uderzeniem popisał się Dejan Ljubicic. Możemy jednak zapytać, dlaczego miał aż tyle miejsca? Pytanie retoryczne, które właściwie można zadać przy każdej z bramek. Defensywa Borussii nie grzeszyła dziś „twardością”, dość łatwo pozwalając rywalom na finalizowanie akcji.

źródło: twitter/BMmydna

Samobójcze trafienie Benno Schmitza zmniejszyło jedynie rozmiar porażki do 2:3. Borussia Dortmund miała jedno zadanie. Los dawał znakomitą możliwość wykorzystania potknięcia Unionu. Niestety, Dortmund zawalił na pełnej linii. Trudno pisać o jakichkolwiek poważnych planach, gdy przegrywa się w taki sposób. Bayern nie będzie wiecznie gubił punktów, a mimo drobnego kryzysu właśnie zrównał się punktami z Borussią. Jeszcze niedawno pisaliśmy „jeśli nie teraz to kiedy?”. Dziś niestety musimy napisać — BVB nie dorosło do walki o tytuł mistrzowski, potykając się, gdy pojawiła się szansa wyjścia na prowadzenie. Przed ekipą Terzicia jeszcze wiele spotkań, ale przy takich wynikach trudno poważnie traktować Dortmund jako kandydata do walki z Bayernem.

REKLAMA
Marcin Pietkiewicz
Marcin Pietkiewiczhttp://mymistrzowie.pl/
Płakałem za Ayrtonem Senną, krzyczałem gdy Ebi Smolarek wkręcał Portugalczyków w ziemię i otwierałem oczy ze zdumienia widząc Chrisa Weidmana nokautującego Andersona Silvę. Futbol kocham, chociaż nie raz miałem go dosyć. Zarywam noce oglądając gale MMA, ale nigdy nie żałuję.
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

98,607FaniLubię
10,668ObserwującyObserwuj
556ObserwującyObserwuj
REKLAMA