Legia Warszawa rozgląda się za nowym pomocnikiem. Według informacji Łukasza Olkowicza z Przeglądu Sportowego Onet stołeczny klub prowadzi rozmowy z Lukasem Grgiciem z Rapidu Wiedeń. To 30-letni defensywny pomocnik, któremu z końcem czerwca wygasa kontrakt z austriackim klubem. Wydaje się, że to właśnie w nim przy Łazienkowskiej upatrują następcy Juergena Elitima.
Kim jest Lukas Grgić?
Lukas Grgić ma 183 cm wzrostu, jest lewonożny, gra głównie jako „szóstka”, ale może też wystąpić jako środkowy obrońca lub klasyczny środkowy pomocnik. W tym sezonie austriackiej Bundesligi rozegrał 16 spotkań, nie strzelił gola i nie zanotował asysty. Rok wcześniej miał 27 meczów, 2 asysty i 5 żółtych kartek. CV ma konkretne. Występował w LASK-u, Ried, WSG Tirol, Hajduku Split i Rapidzie. Do Wiednia trafił latem 2023 roku z Hajduka, podpisując umowę do czerwca 2026 roku. Grał w Austrii i Chorwacji, notował także występy w europejskich pucharach. W październiku ubiegłego roku rywalizował z Lechem Poznań w Lidze Konferencji.
Dwie największe wątpliwości — wiek i status w ostatnich miesiącach. To nie jest ruch, w którym polski klub inwestuje w rozwojowego piłkarza, który we wcześniejszym klubie był gwiazdą. Wprost przeciwnie – Austriak jest już po trzydziestce, a w minionym sezonie częściej siedział na ławce niż pojawiał się na murawie. Może to kwestia niechęci trenera związana z wygasającym kontraktem, a może Grgić nie jest po prostu żadnym wybitnym piłkarzem?
Legia Warszawa może skusić się na angaż zawodnika bez kwoty odstępnego. Lukas Grgić uchodzi za żołnierza środka pola, typowego walczaka, który ciężko pracuje na murawie. Nic dziwnego, że Marek Papszun może być zainteresowany współpracą. W austriackich mediach można wyczytać sporo pochlebnych komentarzy względem potencjalnego wzmocnienia Legii i każde sprowadza się do jego waleczności. Pytanie, czy warto stawiać na kolejnego zagranicznego weterana, czy nie lepiej mocniej podziałać z klubową młodzieżą? Angaż Grgicia ma swoje argumenty, ale to rozwiązanie doraźne. Trudno też nie odnieść wrażenia, że gdyby Austriak nie był za chwilę wolnym graczem, przy Łazienkowskiej raczej nie zwróciliby na niego uwagę.

