Arsenal znowu to zrobił! Kolejne zwycięstwo wyszarpane w końcówce po szalonym meczu

Arsenal 15. kolejkę Premier League rozpoczynał dzień przed grupą pościgową (Manchesterem City i Liverpoolem), więc szybko mógł zamknąć temat lidera po następnej serii gier. Wystarczyło wygrać z Luton. Na papierze zadanie dość proste, ale na Kenilworth Road punkty stracili przecież The Reds, więc mogliśmy oczekiwać ciekawego starcia.

REKLAMA

Z ważnych informacji dla nas – w pierwszym składzie zagrał Jakub Kiwior

Polak tym razem został sprawdzony w roli lewego obrońcę zastępując Zinchenkę, ponieważ Arteta z uwagi na charakterystykę rywala postawił na wielu zawodników obdarzonych dobrymi warunkami fizycznymi. Polak jest innym typem zawodnika od Ukraińca i fakt, że Arsenal nie mógł złapać swojego rytmu możemy przypisywać absencji Zinchenki. Niemniej jednak, trzeba oddać Luton, że postawili liderowi trudne warunki. Bronili wyżej niż można się było spodziewać nie zamykając się na własnej połowie. Grali na dużej intensywności i bardzo agresywnie, czym wybijali z rytmu piłkarzy Kanonierów.

Na pierwszy strzał na kibice zgromadzeni na Kenilworth Road musieli czekać aż 20 minut. To jednak wystarczyło Arsenalowi, aby objąć prowadzenie – piłkę do siatki skierował Martinelli. Luton swoje pierwsze uderzenie oddało natomiast w 25. minucie po rzucie rożnym i… też zdobyło bramkę, a jej autorem był Gabriel Osho. Jeszcze przed przerwą zespół Mikela Artety znów objął prowadzenie po akcji prawej stroną, dośrodkowaniu White’a i główce Gabriela Jesusa.

Gospodarze nie powiedzieli jednak ostatniego słowa

4 minuty po przerwie strzelili na 2:2, znów po rzucie rożnym, a jeszcze przed upływem kwadransu drugiej połowy prowadzili 3:2 po strzale Rossa Barkleya. Winę przy obu trafieniach trzeba zapisać na konto Davida Rayi. Kai Havertz szybko strzelił na 3:3 i na pół godziny przed końcem podstawowego czasu gry rozpoczęła się walka Arsenalu o zdobycie gola na wagę zwycięstwa.

Postawa Luton mogła się podobać, ponieważ ciągle starali się podchodzić pressingiem. Oczywiście Arsenal spychał ich bliżej własnej bramki i wówczas potrafił tworzyć sobie okazje strzeleckie. Przewagę udało się udokumentować dopiero w ostatniej akcji meczu po dośrodkowaniu Odegaarda i strzale głową Declana Rice’a.

Luton 3:4 Arsenal (25′ Osho, 49′ Adebayo, 57′ Barkley – 20′ Martinelli, 45′ Jesus, 60′ Havertz, 90+7′ Rice)

***

Po więcej informacji o Premier League zapraszamy na grupę Kick & Rush – wszystko o lidze angielskiej

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,517FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ