Nie do końca na taki powrót Ekstraklasy czekaliśmy. Nie chodzi tu o poziom sportowy, a o poziom sędziowski. Mecz Legii Warszawa z Wisłą Kraków był kolejnym, podczas którego sędzia spotkania się nie popisał. Przy stanie 0:1 Damian Sylwestrzak prawdopodobnie nie podyktował Białej Gwiaździe rzutu karnego. Pomijając ten fakt, w gruncie rzeczy Warszawianie byli lepszym zespołem. Kontrolowanie całego starcia wychodziło jej z dobrym skutkiem.
Legia Warszawa solidna, ale mogła wycisnąć więcej
Chciało się ten mecz oglądać, bo wszystko działo się dynamicznie. Warszawianie chcieli sobie od 1. minuty ułożyć grę, ale Biała Gwiazda wprowadzała szaleństwo. Wraz z upływającym czasem coraz bardziej się rozkręcała. Przeprowadzała akcję za akcją, znajdując sposoby na przedostawanie się pod przeciwną szesnastkę. Poczynaniami dyrygował Julius Ertlthaler, a Marko Bozić oraz Jakub Krzyżanowski wprowadzali chaos na lewej stronie.
Krakowianie przez pierwszy kwadrans rozniecali ogień, ale Legia widziała, co się święci i sięgnęła po gaśnicę. Po bezpośrednim wrzucie piłki z autu w pole karne Wisły przez Rafała Augustyniaka Zjawiński uderzył z woleja i pokonał Marcela Łubika. Gol wprowadził spokój w szeregach piłkarzy Marka Papszuna. Od momentu jego zdobycia trzymali oni przeciwnika w ryzach. Grali odpowiedzialnie, kontrolując mecz z piłką przy nodze. Goście próbowali wysoko pressować, ale stołeczna drużyna zachowywała dużo spokoju w rozegraniu.
Podczas gdy pod bramką Otto Hindricha działo się niewiele, bo warty odnotowania jest tylko strzał z dystansu Kacpra Dudy, to na połowie zespołu z Krakowa zaczęło dziać się więcej. W centrum wydarzeń był Rafał Adamski, który dwa razy doszedł do niezłych okazji, ale ich nie wykończył. Kiedy zaś napastnik wcielił się w podającego, to skutecznością nie popisał się Damian Szymański. Skuteczność była w ogóle problemem większej liczby Legionistów w końcówce pierwszej połowy. Stworzyli sobie wystarczająco, aby na przerwę zejść z wyższym prowadzeniem.
Zastanawia jednak jedna konkretna sytuacja, gdy przy stanie 0:1 Ertlthaler upadł w polu karnym Wojskowych. Choć sędzia nakazał grać dalej, to powtórki pokazały, że Austriak został podcięty przez Bartosza Kapustkę. Po raz kolejny w trwającej serii spotkań mamy do czynienia z kontrowersyjną decyzją sędziowską, która mogła wpłynąć na wynik.
Wisła Kraków bez pomysłu
Tak czy inaczej, strata do odrobienia nie była wysoka, więc Wisła od razu po wznowieniu spotkania przejęła inicjatywę. A przynajmniej próbowała. Gospodarze bowiem bardzo dobrze przygotowali się na to, co w swoim repertuarze miał zespół przyjezdny. Dopuścili zaledwie do niegroźnego strzału Alana Urygi. Nie pozwalali rywalom niczego konkretnego wykombinować. Przede wszystkim dobrze pracowali w obronie, a posiadaniem piłki potrafili wytrącać Krakowian z rytmu.
Biała Gwiazda przypominała o sobie w nielicznych momentach. Po godzinie gry szansę na strzał wreszcie miał Angel Rodado, ale kontrę swojej drużyny wykończył niecelną główką. Dwukrotnie nieskutecznie zaskoczyć Hindricha huknięciem z dystansu chciał Bozić. To był symptom problemów gości. Ataki pozycyjne nie zawierały w sobie niczego zaskakującego, więc podopieczni Mariusza Jopa zamykali je tylko uderzeniami z dystansu.
Sprawę Wiśle utrudnił jeszcze James Igbekeme. Z jego niefrasobliwości pod własnym polem karnym skorzystał Jakub Żewłakow, który odebrał mu piłkę. Wychowanek Legii następnie przytomnie oddał ją Adamskiemu. Ten oddzielił grubą kreską nieskuteczność z pierwszej części gry i tym razem nie dał szans Łubikowi – trafił w samo okienko.
Krakowianie dalej bili głową w mur. Sytuacji jak nie było, tak się nie pojawiały. Po raz kolejny w tym sezonie pokazali, że radzenie sobie z nisko ustawionym, zorganizowanym rywalem nie należy do ich atutów. Do końca spotkania defensywy Legii nie sforsowali, więc ostatecznie przegrali. Ciekawe jednak, co by było, gdyby sędzia Sylwestrzak obejrzał sytuację z Ertlthalerem z pierwszej połowy na VAR-rze. Jedenastka w tamtym momencie kompletnie zmieniłaby obraz spotkania. Teraz można gdybać, natomiast pewnym jest, że Warszawianie zgarnęli pełną pulę w kontrowersyjnych okolicznościach.


