Hiszpania czekała 14 lat by ponownie zorganizować dwa wyścigi Formuły 1 w jednym sezonie. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2012 roku, kiedy na torze w Barcelonie odbyło się GP Hiszpanii, a na torze ulicznym w Walencji rozegrano GP Europy. Tym razem na mapie torów pojawił się nowy gracz – Madring. Uliczny tor w Madrycie w dzielnicy Barajas podzielił kibiców królowej motorsportu, jednak jak zawsze przyniósł parę wniosków, które warto omówić. Pech Norrisa i Hamiltona, niesamowity Antonelli i solidny środek stawki. Coś tam dla każdego się znajdzie.
Madring musi przejść kilka poprawek
Madring to totalny debiutant i tegoroczne zmagania były tymi pierwszymi w Formule 1 na tym torze. Po tym jednym wyścigu już wszyscy wiemy, że tor wymaga sporych korekt. Ściganie się na nim jest niemal niemożliwe. Wyścig przypominał ten w Monako, lecz tam chociaż mamy podtrzymywaną tradycję F1. Tutaj na razie nie czuć żadnego przywiązania, sami fani na trybunach też jakoś niespecjalnie pomagali poczuć klimat. Co do samej nitki, przydałoby się zmienić parę zakrętów, które tylko i wyłącznie przeszkadzają. Dodatkowo nie pomogło Pirelli. Przygotowali takie mieszanki, że tak naprawdę można było przejechać cały wyścig na jednym komplecie twardych opon. Nawet nie można było specjalnie „pobawić” się w strategie, co na takich torach jest często jedynym ratunkiem, by widowisko było dobre.
Wtedy Madring mógłby pod pewnymi względami przypominać już tutaj przytaczaną Walencję. Tam kierowcy lubili się ścigać i nie bez powodu fani też ją dobrze wspominają. Pierwsze koty za płoty, może za rok będzie lepiej. Jakby komuś było mało to przypomnę, że ten wyścig będzie się odbywał rok rocznie na ten moment aż do 2035 roku.
Zachowanie Hamiltona jest martwiące
Na początku tego sezonu Lewis Hamilton był niejednokrotnie chwalony za swoją postawę. W nagrodę udało mu się nawet wygrać wyścig w Barcelonie – pierwszy w barwach Ferrari. Jednak im dalej w las, tym bardziej jego mowa ciała przypomina dziecko, któremu mama nie chce kupić cukierka. Brytyjczyk wiecznie na coś narzeka, buntuje się i liczy, że wszystko będzie wyglądało tak jak on chce. W Mercedesie w przeszłości, z racji na osiągane sukcesy mógł sobie spokojnie na taką władzę pozwolić. Przynosiło to efekty. We włoskiej stajni tak nie jest i wątpliwe, że będzie. Nie bardzo ma argumenty poza przeszłością, by przejmować władzę w zespole. A to, że jest jedynie na ten moment pewniejszym punktem jeśli chodzi o punktowanie nic tak naprawdę nie znaczy.
7-krotny mistrz świata nie będzie Madringu wspominał dobrze. Brytyjczyk po raz pierwszy w tym sezonie nie dojechał do mety i tym samym przerwał swoją serię, która trwała od początku sezonu. Mianowicie w każdym wyścigu tego sezonu dojeżdżał do mety z punktami. Wszystko się kiedyś kończy, tak samo jak cierpliwość Hamiltona do szefostwa zespołu i ich różnych pomysłów. A problemy z hamulcami to już temat, który trapi Ferrari od początku sezonu. Dalej go nie rozwiązano…
Norris mógł do pewnego momentu myśleć o wygraniu
Norris jest chwalony i będzie chwalony. Widać, że z Brytyjczyka po zeszłorocznym zdobyciu mistrzostwa świata zeszła presja i teraz może w pełni pokazywać swoje najlepsze umiejętności. Jeździ najlepiej jak potrafi, a najważniejsze jest to, że robi to z czystą głową. Po raz kolejny dowiózł Pole Position, a w wyścigu miał po prostu pecha. Gdyby w momencie wirtualnej neutralizacji znajdował się w innym miejscu na torze, mógłby jak inni zjechać na zmianę opon i po prostu dalej utrzymywać prowadzenie.
Mistrz świata miał tempo, lecz ostatecznie dojechał na trzecim stopniu podium. Nawet Kimi Antonelli nie bardzo się cieszył ze swojego zwycięstwa, czując, że tym razem bardziej się ono należy Lando Norrisowi. Cóż… nie zawsze wszystko się układa po myśli danego kierowcy. Forma topowa i gdyby McLaren lepiej wyglądał w pierwszej części sezonu to teraz mówilibyśmy o rywalizacji na linii Antonelli – Norris w kontekście walki o tytuł. Tak to Włoch nie ma rywala i spokojnie najprawdopodobniej dowiezie do mety mistrzostwo świata w wieku 19 lat w swoim drugim sezonie.
Liderzy środka stawki
Trzeba sobie powiedzieć o tych, co po prostu dowożą solidne punkty dla swoich stajni, będąc tymi najlepszymi z reszty stawki. Nie można wiecznie chwalić tylko tych z czterech topowych zespołów. Na pochwałę po raz kolejny zasługuje Franco Colapinto. Argentyńczyk widać, że po ciężkim zderzeniu z Formułą 1 z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej kompletnym i dobrym kierowcą. Potrafi dowieźć solidne punkty i znaleźć się tam gdzie trzeba. Dowodem na potwierdzenie tej tezy jest fakt, że obecnie jest jedynym kierowcą w stawce, który ukończył każdy tegoroczny wyścig. To oczywiście też zasługa zespołu Alpine, który w ostatnich weekendach prezentuje równą i dobrą formę.
Poza tym Arvid Lindblad po raz kolejny w tym sezonie jako debiutant zalicza udany występ. Brytyjczyk nie bez powodu jest w przyszłości przymierzany do tych największych zespołów. Potrafi pokonywać swoich zespołowych rywali, bez znaczenia kto nim w danym wyścigu jest. Jak wchodzić do Formuły 1 to tylko w taki sposób.
Pochwalić też wypadałoby w końcu bardziej Nico Hulkenberga. Niemiec pozbierał się po dotkliwym dla niego początku sezonu, w którym nie potrafił dowieźć jakiegokolwiek punktu. Jednak jak już „zatrybiło” to nie ma zamiaru się zatrzymywać i pokazuje miejsce w szeregu swojemu o wiele młodszemu koledze z zespołu, że jego czas się jeszcze nie skończył. Hulkenberg nadal to ma i jest gwarancją jakości oraz solidności. A to w takim zespole jakim obecnie jest Audi jest na wagę złota.



