Brazylia mundial rozpoczęła od zremisowanego, ale słabego w ich wykonaniu, meczu z Marokiem. W dwóch kolejnych starciach poprzeczka już jednak nie wisiała tak wysoko i Canarinhos wysoko ograli zarówno Haiti, jak i Szkocję (po 3:0), nabijając sobie bilans bramek, dzięki czemu wygrali grupę C. Ten zespół coraz bardziej przypomina typową drużynę prowadzoną przez Carlo Ancelottiego.
Kluczowa zmiana w ofensywie
Po nieudanym występie z Marokiem Carlo Ancelotti wcale nie szukał rewolucji w wyjściowej jedenastce. Zdecydował się tylko na dwie zmiany. Danilo wskoczył w miejsce Rogera Ibaneza na prawą obronę, a na pozycji napastnika zameldował się Matheus Cunha kosztem Igora Thiago. Kluczowa była ta druga roszada, ponieważ charakterystyka piłkarza Manchesteru United o wiele lepiej pasuje do skrzydłowych Canarinhos niż piłkarski profil napastnika Brentford. Cunha nie jest typową „9-tką”. Do Manchesteru United trafiał po znakomitym sezonie w Wolves, gdy pełnił rolę lewej „10-tki” w ustawieniu 3-4-2-1 i na tej samej pozycji grał również w barwach Czerwonych Diabłów, dopóki trenerem zespołu był Ruben Amorim. U Michaela Carricka, który zmienił formację drużyny z trójki obrońców na czwórkę, Brazylijczyk wyjściowo zaczyna mecze na lewej pomocy, ale w fazie posiadania piłki regularnie schodzi do środka.
Carlo Ancelotti w reprezentacji Brazylii również wymaga od Cunhii aktywnego uczestniczenia w konstruowaniu akcji i ustawiania się pomiędzy linią obrony, a pomocy rywala. Tym samym napastnik Brazylijczyków tworzy miejsce dla skrzydłowych do wbiegania za linię obrony. Struktura zespołu Carlo Ancelottiego w atakach pozycyjnych często przypomina ustawienie 4-4-2 w diamencie w środku (można też to opisać jako 4-1-2-1-2). W ten sposób selekcjoner znalazł odpowiedni balans w ofensywie. Jest to prosta dynamika oparta o ruchy przeciwstawne. Jest napastnik, który cofa się po piłkę, a więc wyciąga obrońców, co ułatwia Viniciusowi, Raphinhii czy Rayanowi atakowanie wolnych przestrzeni. Ruchy za linię obrony od skrzydłowych obniżają natomiast ustawienie obrońców, a to automatycznie tworzy więcej przestrzeni między liniami dla Matheusa Cunhii. Współpraca ofensywnego tercetu ma sens na papierze i w rzeczywistości. Vini w dwóch meczach zdobył 3 gole i zanotował asystę, a Cunha trzy razy wpisał się na listę strzelców.
Brazylia zaczyna przypominać zespół Carlo Ancelottiego
Optymalne ustawienie zawodników ofensywnych w rolach, które odpowiadają ich charakterystyce to w ostatnich latach była flagowa umiejętność Carlo Ancelottiego. W Realu Madryt, zespole pełnym gwiazd, niemal zawsze potrafił znaleźć odpowiedni balans i wykorzystać ofensywny potencjał zawodników. Wydaje się, że w reprezentacji Brazylii udało mu się to rzutem na taśmę, tuż przed startem fazy pucharowej. Matheus Cunha najwięcej daje zespołowi, gdy otrzymuje podania między liniami i może obrócić się w stronę bramki rywala. Vinicius oraz Raphinha to natomiast bardzo bramkostrzelni skrzydłowi, którzy potrzebują przestrzeni, aby wbiegać za linię defensywy i najlepiej, gdy mogą schodzić bliżej światła bramki. Wprawdzie skrzydłowy Barcelony w meczu z Haiti zszedł z kontuzją, natomiast w jego miejsce wskoczył Rayan, 19-letni zawodnik Bournemouth, który dobrze radzi sobie w tej roli.
Druzyny Carlo Ancelottiego charakteryzują się także dość zachowawczym podejściem w grze bez piłki i niewysokimi chęciami do zdominowania przeciwnika przez długie utrzymywanie się przy futbolówce i cierpliwą wymianę podań. Oczywiście, w meczach z Haiti i Szkocją byli fragmentami zmuszeni do prowadzenia gry, ale mając korzystny wynik pojawiały się długie momenty, gdy kontrolowali mecz bez piłki, pozwalali rywalom grać i czekali na okazje do kontrataków. Przeciwko Haiti w drugiej połowie, grając przez te 45 minut z trzybramkowym prowadzeniem, mieli 51% posiadania piłki. W całym meczu ze Szkocją było to natomiast 54%. Brazylia w tych spotkaniach była pragmatyczna, potrafiła wrzucić niższy bieg, ale w odpowiednich momentach przyspieszała i tworzyła dogodne szanse.
Na weryfikację jeszcze przyjdzie czas
Dwa zwycięstwa po 3:0 po remisie na początku turnieju to bardzo dobry sygnał dla Brazylijczyków, natomiast warto wstrzymać się jeszcze z przesadnym optymizmem wobec zespołu Carlo Ancelottiego. Ani Haiti, ani Szkocja nie zawiesili wysoko poprzeczki, przez co trudno te mecze postrzegać jako weryfikację kadry Canarinhos przed nadchodzącą fazą pucharową i rywalizacji już w 1/16 finału ze znacznie silniejszą Japonią lub Holandią (choć jest też szansa na mecz ze Szwecją, która ma jeszcze matematyczne szanse na 2. miejsce w grupie F). W obu spotkaniach Brazylia nie musiała się specjalnie wysilać, aby nie tyle wygrać, co odnieść wysokie zwycięstwo i szybko zamknąć mecz. Haiti próbowało bronić dość odważnie, zostawiali przestrzeń za linią obrony i Brazylijczycy to wykorzystywali, a ponadto byli bardzo skuteczni (3 gole z 8 strzałów). Ze Szkocją szybko ustawili sobie mecz wykorzystując błąd rywali w rozegraniu pod własną bramką.
Od zmiany systemu gry przez Carlo Ancelottiego Brazylia nie trafiła jeszcze na rywala, który rzuciłby im wyzwanie i przetestował potencjalne słabe punkty. Nie wiemy jak Brazylia poradzi sobie, gdy rywal będzie grał wysokim pressingiem, a charakterystyka zawodników odpowiedzialnych za pierwszą fazę budowania akcji (Gabriel Magalhaes, Marquinhos, Danilo, Ibanez, Casemiro) sugeruje, że to może być element, z którym Canarinhos będą mieć problemy. W swoim systemie gry Brazylijczycy bazują na przełamywaniu linii rywala – najpierw formacji pomocy, a następnie defensywy. Bardziej zdyscyplinowany przeciwnik nie będzie tak łatwo pozwalał na mijanie podaniem ich drugiej linii. Znak zapytania pojawia się też w kontekście bronienia. Starcia ze Szkocją i Haiti nie przyniosły większych problemów w defensywie, natomiast z Marokiem już tak, więc trudno stwierdzić czy zespół Ancelottiego jest dobrze zorganizowany bez piłki.
Reprezentacja Brazylii zaczęła zbliżać się do zespołu, który docelowo buduje Carlo Ancelotti, ale dopiero faza pucharowa da nam odpowiedź czy rzeczywiście weszli na odpowiedni poziom czy Haiti i Szkocja byli tak słabi.

