Widzew Łódź dobrze rozpoczął sobotnie spotkanie, szybko objął prowadzenie, a w drugiej połowie długo naciskał na bramkę rywala. Punktów jednak nie zdobył. Korona Kielce wykorzystała fatalne cztery minuty gospodarzy, wygrała 2:1 i po raz kolejny potwierdziła, że ma patent na łódzki zespół.
Pierwsze minuty nie zapowiadały takiego zakończenia. Już w 4. minucie Korona mogła objąć prowadzenie, kiedy Marcel Pięczek dobrze dośrodkował z lewej strony, ale Mariusz Stępiński niecelnie uderzył głową. Chwilę później odpowiedział Widzew. W 8. minucie gospodarze wywalczyli rzut rożny. Po dośrodkowaniu piłka znalazła się pod bramką Xaviera Dziekońskiego, a Steve Kapuadi z bliska skierował ją do siatki. Łodzianie prowadzili 1:0 i przez kolejne minuty sprawiali lepsze wrażenie. Fran Álvarez próbował uderzenia zza pola karnego, a gospodarze regularnie szukali dośrodkowań.
Korona potrzebowała jednak jednej sytuacji, żeby wrócić do meczu. W 22. minucie Wiktor Długosz dośrodkował z rzutu rożnego, a kompletnie niepilnowany Morgan Fassbender dostawił nogę i pokonał Bartłomieja Drągowskiego. Cztery minuty później ten sam zawodnik zrobił to ponownie. Tym razem Długosz wykonywał rzut wolny. Widzew nie potrafił skutecznie wybić piłki, ta trafiła do Fassbendera, a Niemiec mocnym uderzeniem pod poprzeczkę zdobył drugą bramkę. Sytuacja była jeszcze sprawdzana pod kątem spalonego, ale gol został uznany.
Korona mogła prowadzić wyżej jeszcze przed przerwą. Najpierw Przemysław Wiśniewski zablokował groźny strzał Patrika Hellebranda, a w 42. minucie Fassbender dostał świetne podanie od Stępińskiego i stanął przed szansą na hat-tricka. Tym razem kapitalnie interweniował Drągowski.
Widzew po przerwie ruszył po wyrównanie
Już w pierwszej akcji Marcel Pięczek był bliski gola samobójczego, ale piłka trafiła w poprzeczkę. Chwilę później niecelnie dobijał Kapuadi. Aleksandar Vuković wprowadził Ángela Baenę, a gospodarze coraz mocniej spychali Koronę pod jej pole karne. Najlepszą okazję Widzew miał w 69. minucie. Marcel Krajewski oddał strzał, po którym piłka została wybita z linii bramkowej. Łodzianie mieli przewagę, wykonywali kolejne rzuty rożne, ale brakowało im dokładności w najważniejszym momencie. Łącznie gospodarze mieli aż 15 kornerów przy zaledwie czterech Korony.
W końcówce to goście mogli zamknąć spotkanie. Wprowadzony chwilę wcześniej Norbert Barczak znalazł się w znakomitej sytuacji, ale Drągowski uratował Widzew przed stratą trzeciej bramki.
Korona Kielce dowiozła prowadzenie i odniosła pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Ekstraklasy. Dla Widzewa była to z kolei pierwsza porażka po remisach z Motorem Lublin i Wisłą Płock oraz wygranej 2:0 z Jagiellonią Białystok. Co ciekawe, seria Korony w bezpośrednich starciach robi się już naprawdę imponująca. Kielczanie pokonali Widzew po raz szósty z rzędu, licząc spotkania Ekstraklasy i Pucharu Polski.
Widzew Łódź – Korona Kielce 1:2 (1:2)
Steve Kapuadi 8′ – Morgan Fassbender 22′, 26′



