To był mecz, w którym zwyciężyło doświadczenie. Górnik Zabrze najpierw wypunktował beniaminka, używszy stałych fragmentów gry. Gdy jego sytuacja nagle się utrudniła przez stratę gola kontaktowego i otrzymanie czerwonej kartki, wytrzymał po stoicku próbę nerwów. Wisła Kraków grała w przewadze jednego zawodnika przez ponad pół godziny, ale w tym czasie nie potrafiła nic wymyślić.
Górnik znalazł siłę w rzutach wolnych
Choć to Wisła zaczęła spotkanie od składnej, ciekawej akcji, to dalsze minuty należały do Zabrzan. Ci szybko zaczęli dominować, coraz bardziej wpychając rywala w pole karne. Ten fragment nie trwał długo, bo przez dobrą postawę gości w defensywie wytracili impet. W 10. minucie Krakowianie odpowiedzieli nawet świetnym strzałem Jordiego Sancheza. Philipp Schulze wyszedł górą z tej próby, ale bronił na raty.
Z gry Górnik niewiele potrafił wyczarować, ale po stałych fragmentach gry mieszał w przeciwnym polu karnym. Szczególnie groźne było uderzenie z rzutu wolnego Petera Federico, zatrzymane przez Marcela Łubika. Rzut wolny ostatecznie faktycznie stał się przyczyną straty bramki przez Białą Gwiazdę. Centra Kacpra Urbańskiego została zbita na 11. metr, a tam do piłki dopadł Lukas Sadilek, który nie chybił, trafiając do słupka.
Zespół z Krakowa potrafił odpowiedzieć obiecującymi atakami. Nieźle wyprowadzał od własnej bramki. Rzecz w tym, że brakowało mu pomysłu na ich finalizację, gdy znajdował się pod szesnastką przeciwnika. Żabole popisywali się tym, czym zazwyczaj imponują, czyli organizacją gry bez piłki. Nie dopuszczali już do takich szans, jak na początku meczu. Rywalizacja jednak nie została jeszcze zamknięta.
Wisła nie zdołała pójść po pełną pulę
Chcąc zgasić zapał przyjezdnych Górnik przejął inicjatywę. Poskutkowało to błyskawicznie. Sondre Liseth wywalczył wolnego, którego w 53. minucie wykorzystał w dobrym stylu Maksym Chłań. Jego płaskiego strzału nie wybronił Łubik, choć miał piłkę na ręce. Przed golem Ukraińca interweniował jeszcze VAR, bo potencjalnie czerwoną kartkę za faul w 100% sytuacji mógł dostać Maxence Maisonneuve, lecz sędzia uznał, że Liseth nie miał szans na dojście do podania.
Klasyk mówi, że 2:0 to niebezpieczny wynik. Tak stało się dziś. Minęły raptem dwie minuty, a z trafienia kontaktowego cieszyła się Biała Gwiazda. Padł on pokracznie. Centra Jakuba Krzyżanowskiego wylądowała na poprzeczce, ale futbolówka odbiła się idealnie pod nogi wyczekującego Sancheza. Hiszpan wbił ją do pustej bramki. A po chwili wydarzyła się korzystna dla Krakowian rzecz. Liseth bowiem sfaulował Kacpra Dudę na drugą żółtą kartkę, co wykluczyło Norwega z dalszej gry.
Zabrzanie postawili wszystko na obronę wyniku. Michal Gasparik ściągnął z boiska Paulo Bernardo, a wprowadził Pawła Bochniewicza i zespół przeszedł na formację z trójką obrońców. Górnik natomiast nie nastawił się na niską defensywę. Raczej szukał okazji do przenoszenia ciężaru gry na połowę Krakowian, żeby tam kraść czas z piłką przy nodze. Ważną rolę w takim podejściu odgrywał Federico. Odbierał długie podania Schulze’a, a od czasu do czasu wchodził w taniec z defensorami.
Piłkarze Mariusza Jopa nabijali statystykę posiadania, ale trudno powiedzieć, żeby pod bramką gospodarzy rozpętywała się burza. Próbą przewrotki popisał się Sanchez, w ponowieniu tej akcji zaś źle ustawił się do strzału Rodado i to tyle z realnego zagrożenia. Wisła nie mogła znaleźć sposobu na zorganizowany szyk przeciwnika. Żabole utrzymali korzystny rezultat do ostatniego gwizdka, dopisując trzecie zwycięstwo w rozpoczętych niedawno rozgrywkach Ekstraklasy.



