Argentyna stała się liderem grupy, a Messi… stał się nieśmiertelny

Argentyna jest aktualnym Mistrzem Świata i ma duże ambicje związane również z tegorocznym mundialem. Na razie nie znalazł się nikt, kto byłby zdolny ostudzić jej ambicje i pokrzyżować jej plany. Nie była do tego zdolna Algieria, a dziś za słaba okazała się również Austria. Nie była ona pozbawiona argumentów, ale tym bardziej nie można powiedzieć tego o ekipie znad Atlantyku.

Messi ponownie w centrum uwagi

Faktem łączącym oba dotychczasowe mecze Argentyny na mundialu była kluczowa rola Leo Messiego. Za pierwszym razem legenda FC Barcelony zdobyła 3 gole i przede wszystkim dzięki temu wygrana z Algierią w ogóle była możliwa. Kilka dni później udział Messiego w boiskowych wydazeniach wciąż był szalenie istotny, choć już nie tak jednoznacznie pozytywny. Tym razem zaczęło się bowiem od sporego rozczarowania, jakim był zmarnowany rzut karny w jego wykonaniu. Kapitan kadry z Ameryki Południowej posłał piłkę po złej stronie słupka, przez co w 9. minucie meczu wciąż było 0:0.

REKLAMA

Jeszcze w pierwszej połowie udało mu się jednak zrehabilitować i w znacznie trudniejszej sytuacji otworzyć wynik. Ta sytuacja i odkupienie swoich win były świadectwem ogromnej odporności psychicznej Messiego. Nie załamał się on po niecelnym strzale z 11 metrów i po prostu szybko zapomniał o kompromitującej wpadce. Zamiast ją rozpamiętywać, wziął się do roboty i dał swoim kolegom ogromny komfort schodzenia na przerwę z prowadzeniem. Potem, dosłownie sekundy przed ostatnim gwizdkiem arbitra, raz jeszcze pokonał Alexandra Schlagera. Były to ważne momenty także pod względem osiągnięć indywidualnych, gdyż w ten sposób i w tych okolicznościach 38-latek pobił niezwykle ważny rekord. Jako autor 18 trafień został samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców na mundialach. W przeciwieństwie do do większości uwzględnionych w niej piłkarzy, on wciąż może wyśrubować swój wynik i umocnić to prowadzenie. Jest po prostu człowiekiem-instytucją w świecie futbolu i niezależnie od sympatii czy sporów o status GOAT-a zasługuje na szacunek kibiców.

Stracili nerwy, ale nie stracili prowadzenia

W drugiej połowie Argentyńczycy generalnie dość dobrze się bronili i dowieźli jednobramkowe prowadzenie do końca. Ich postawa nie była jednak pozbawiona mankamentów i Austria mogła czuć w związku z tym pewne nadzieje. Przede wszystkim, Argentyna dopuszczała rywali do pewnych akcji, które bywały naprawdę niebezpieczne. Żadna z nich nie okazała się skuteczna, ale już sam fakt ich występowania warto odnotować. Poza tym, podopiecznym Lionela Scaloniego czasami puszczały nerwy – pod tym względem również dało się dokończyć spotkanie w lepszym stylu. Zdarzały się pewne przepychanki, kłótnie czy pretensje, które po prostu w żaden sposób nie pomagały zespołowi. Na ich czele wyróżnić można starcie Facundo Mediny z Konradem Laimerem zakończone żółtymi kartkami dla nich obu.

Wszystko to pokazuje, że Austria naprawdę nie była łatwym oponentem, a Argentyna naprawdę musiała dać z siebie wszystko, by wywalczyć komplet punktów. Ostatecznie liczy się zgodny z oczekiwaniami efekt końcowy, dzięki któremu po 2 spotkaniach Albicelestes są najlepsi w grupie. Teraz czeka ich starcie z Jordanią, które powinno być nieco mniej wymagającą i przyjemną sposobnością, by dopisać kropkę nad „i”. Jeśli Argentyna nie zbagatelizuje przeciwników, będzie mogła utrzymać grupowe „pole position” i rywalizować w 1/16 finału z teoretycznie słabszą reprezentacją.

Argentyna 2:0 Austria (Leo Messi 39′, 90+5′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ