W drugim niedzielnym spotkaniu reprezentacja Belgii mierzyła się z reprezentacją Iranu. Chociaż obie drużyny zremisowały swoje pierwsze mecze, tak nastroje wokół nich były skrajnie różne. O ile po stronie Irańczyków mogło panować względne zadowolenie, tak w przypadku zespołu z Europy czuć można było rozczarowanie.
Dominacja Belgii, ale bez efektów
W porównaniu do meczu z Egiptem tym razem w wyjściowym składzie Belgii znalazł się Romelu Lukaku. Napastnik Napoli już w 3. minucie wpisał się do protokołu meczowego, jednak nie przez zdobycie kartki, a poprzez obejrzenie żółtej kartki po faulu na bramkarzu. Posidanie silnej „9” w polu karnym rywala miała jak najbardziej sens, ponieważ Iran bronił się dość głęboko cofnięty. Lukaku absorbował więc uwagę środkowych defensorów, ale na niewiele to się zdawało. Belgowie byli zmuszeni do gry w ataku pozycyjnym po obwodzie pola karnego. Nie mieli jednak pomysłu na wypracowanie sobie dogodnej okazji do strzału. Wiele prób było blokowanych, a inne mijały bramkę Alireza Beiranvanda. Nie lepiej wychodziły dośrodkowania, które rzadko dochodziły celu. Belgowie wyglądali na słabo zorganizowanych, a w ich grze były sporo chaosu. Chociaż próbowali przyspieszać tempo gry, tak robili to dość nieporadnie.
Irańczycy skupiali się głównie na obronie i rzadko mieli piłkę, ale to w zasadzie oni byli bliżej objęcia prowadzenia. W 25. minucie w ciekawy sposób rozegrali rzut wolny, a Mehdi Taremi pokonał Thibaut Courtois, jednak po weryfikacji okazało się, że napastnik Olympiakosu znajdował się na spalonym. Drużyna Amira Ghalenoeia napędziła rywalom strachu, ale był to pojedynczy przypadek. Przez znaczną część pierwszej połowy to belgowie kontrolowali przebieg gry, jednak nie byli w stanie zaznaczyć tego zdobyciem gola.
Nieoczkiwany zwrot akcji
Druga połowa początkowo nie zmieniła rozkładu sił. Iran się bronił, czasami wręcz rozpaczliwie, a Belgia szukała najróżniejszych sposobów na tworzenie zagrożenia. Momentami aż trudno było uwierzyć, że dana sytuacja nie zakończyła się wybuchem radości belgijskich kibiców. Chociaż przez większość czasu atakowała drużyna Rudiego Garcii, tak Courtois też miał okazje do zaprezentowania swoich umiejętności.
Sytuacja Belgów zamiast się poprawiać, poprzez tworzenie kolejnych okazji, skomplikowała się w 66. minucie. Wówczas Nathan Ngoy sfaulował wychodzącego na wolne pole Irańczyka, za co obejrzał czerwoną kartkę. Od tego momentu skończyła się tak duża przewaga drużyny z Europy i jej nieustające ataki. Do głosu coraz głośniej dochodził Iran, szukając być może jednej okazji, która dałaby im tak upragnione zwycięstwo. Irańczycy cały czas wkładali dużo poświęcenia w defensywie, ale w ataku rzucały się w oczy braki w jakości czysto piłkarskiej. Nie wszystkie z nich dało się nadrobić zaangażowaniem, a chociaż grali z przewagą, tak nie przejęli wyraźnie kontroli nad meczem. Belgowie nadal byli w stanie tworzyć sobie okazje, ale tak jak i wcześniej, nie umieli ich wykańczać.
W reprezentacji Belgii widać, że po złotym pokoleniu pozostały tylko nieliczne nazwiska. Jakość tych zawodników wyraźnie spadła, a młode pokolenie nie jest w stanie dorównać swoim starszym kolegom. Brak jakości rzuca się w oczy zwłaszcza w ataku. Zdecydowanie nie jest to już grupa piłkarzy zdolna do walki o strefę medalową Mistrzostw Świata. Tym bardziej, że po dwóch meczach ich jedyne trafienie to gol samobójczy w meczu z Egiptem. Iran natomiast może nie porwał serc swoim stylem gry w ofensywie, ale na pewno mógł przysporzyć sobie kibiców swoją ofiarnością. Włożyli w ten mecz masę wysiłku i ofiarności i ostatecznie uzyskali korzystny dla siebie wynik.

