Hiszpania w drugiej kolejce fazy grupowej podejmowała reprezentację Arabii Saudyjskiej. La Furia Roja w pierwszym spotakniu sensacyjnie jedynie zremisowała z Wyspami Zielonego Przylądka 0:0. Drużyna Luisa De la Fuente musiała więc pokazać, że był to jedynie falstart, a nie wyznacznik ich formy i przygotowania do Mundialu.
Od początku widać było różnicę conajmniej kilku poziomów
Tym razem drużyna z Półwyspu Iberyjskiego nie kalkulowała i od pierwszej minuty weszła na wyższe obroty w ofensywie. Arabia Saudyjska była zepchnięta do defensywy, ale nie poradziła sobie w niej tak dobrze jak wcześniej Cabo Verde. Jeszcze przed przerwą na nawodnienie mecz był praktycznie rozstrzygnięty. Strzelanie rozpoczął Lamine Yamal, wykorzystując dobre dogranie Mikela Oyarzabala. Chwilę później błyszczał ten drugi. Zawodnik Realu Sociedad na przestrzeni trzech minut dwukrotnie popisał się znakomitym pozycjonowaniem w polu karnym rywala.
Dwa trafienia napastnika odebrały Arabii Saudyjskiej nadzieję na korzystny rezultat. Lepsze nastwienie Hiszpanii widać było w wielu elementach gry. Przede wszystkim ich gra była znacznie płynniejsza, zwłaszcza na skrzydłach. Dużą różnicę widać było w szybszym podejmowaniu decyzji. Lepiej wyglądał też wysoki pressing, co skutkowało niemal natychmiastowymi odbiorami piłki chwilę po jej stracie. Mimo wysokiego prowadzenia w zasadzie jedynym aspektem do którego można mieć uwagi była celność strzałów. Samych prób było bardzo dużo, jednak po wielu z nich futbolówka przelatywała daleko od bramki rywali. Za to mogą być wdzięczni Saudyjczycy, którzy już po pierwszych 25 minutach mieli prawo obawiać się wręcz upokarzajacego wyniku końcowego.
Druga połowa była już tylko formalnością
O bardzo korzystnym wyniku niech świadczy fakt, że po przerwie na boisku nie pojawili się już Yamal i Oyarzabal. Mimo to po kilku minutach oglądaliśmy kolejną bramkę. Tym razem po strzale Marca Cucurelli piłka odbijała się między bramkarzem i obrońca Arabii, ostatecznie wpadając do bramki jako trafienie samobójcze Hassana Tambaktiego.
Reszta drugiej części meczu odbywała się już na widocznie zmniejszonych obrotach. Hiszpania grała dość oszczędnie, nawet mimo wprowadzenia zmienników. Saudyjczycy natomiast już nawet się nie łudzili i trudno powiedzieć, aby szukali chociaż gola honorowego. Mecz był rozstrzygnięty już wcześniej, a w głowach zawodników i trenerów były już raczej ostatnie spotkania grupowe.
Arabia Saudyjska nie zaprezentowała się z tak dobrej strony jak w meczu z Urugwajem. Sam rywal jednak też był na wyższym poziomie. Saudyjczycy pokazali mniejszą zaciętość, a ich wypady ofensywne można było liczyć na palcach jednej ręki. W obronie zabrakło im nie tylko szczęścia, ale i po prostu piłkarskiej jakości. Mimo to przed meczem można było zakładać mniej więcej taki scenariusz tego meczu. Z ich perspektywy najważniejsze jest to, że przed ostatnim meczem są cały czas w grze o awans do fazy pucharowej.
Tym razem Hiszpanie poczuli się rozluźnieni dopiero przy wyniku 3:0, a nie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, jak wyglądało to w meczu z Wyspami Zielonego Przylądka. Pokazali się ze znacznie lepszej strony, nie tylko kontrolując mecz przez posiadanie piłki, ale też nieustannie stwarzając zagrożenie bramkowe. Sama skuteczność pozostawiała jeszcze wiele do życzenia, ale z uwagi na rywala, wynik i fazę turnieju można na to przymknąć oko. Zdecydowanie był to dobry mecz na nabranie rozpędu przed kolejnymi trudniejszymi przeciwnikami.

