Brazylia pokonała Haiti w stylu Ancelottiego – pragmatycznie i bez fajerwerków

Przed spotkaniem Brazylii z Haiti chyba nikt nie zadawał sobie pytania „kto wygra”, a raczej „jak wysoko wygra reprezentacja Canarinhos”. Drużyna prowadzona przez Carlo Ancelottiego zremisowała w pierwszym meczu 1:1 z Maroko i w spotkaniu z krajem z Karaibów musiała zademonstrować swoją siłę i potencjał.

Brazylia potrzebowała czasu aby nauczyć się grać przeciwko Haiti

Ancelotti względem meczu z Marokiem dokonał dwóch zmian w wyjściowej jedenastce. Na prawej obronie spotkanie rozpoczął Danilo w miejscu Ibaneza, a w ataku oglądaliśmy Matheusa Cunhe, a nie Igora Thiago. Z początku styl gry Brazylii wciąż pozostawiał wiele do życzenia. W ich atakach mało było przemyślanej kombinacyjnej gry, a więcej chaosu i szarpanych prób przedarcia się bliżej bramki rywali. Trzeba przy tym przyznać, że Haityńczycy podeszli do tego meczu dość odważnie, wysoko ustawiając linię obrony. Takie podejście początkowo się sprawdziło. Z jednej strony często łapali rywali na spalonych (dzięki czemu uchronili się od conajmniej jednej bramki w wykonaniu Raphinhi), a do tego bardzo skracali pole gry, co przy dość fizycznym podejściu do defensywy skutecznie wybijało Brazylijczyków z rytmu.

REKLAMA

Mur Haitańczyków pękł jednak w 24 minucie. Ze strzałem Viniciusa Johny Placide jeszcze sobie poradził, ale po jego interwencji wybijać piłkę próbował jeden z obrońców Haiti, który zamiast zażegnać zagrożenie nabił Cunhe, po czym piłka ostatecznie wpadła do bramki. Mimo straconego gola drużyna Sebastiana Migne nie zmieniła swojego nastawienia. Wciąż ustawiali się bardzo wysoko, co jednak zaczynało przysparzać coraz więcej problemów. Brazylijczycy coraz lepiej radzili sobie z tak ustawionym rywalem i przed przerwą zdobyli jeszcze dwa gole. Najpierw dublet po podaniu Viniciusa skompletował Cunha, a pod koniec pierwszej połowy swoje trafienie dołożył sam Vini. W międzyczasie jednak nie obyło się bez problemów – boisko z powodu kontuzji musiał opuścić Raphinha.

Brazylia postawiła na minimalizm

Chociaż teoretycznie mecz z Haiti mógł decydować o pierwszym miejscu w grupie, tak Brazylijczycy nie czuli chyba powagi takiego scenariusza. Canarinhos nie wrzucali wyższego biegu. Pozwalali spychać się bliżej własnego pola karnego, a ich wyjścia ofensywne nie były zbyt jakościowe. Często brakowało tempa lub dokładności w podaniach. Przez 20 minut drugiej połowy nieoglądaliśmy ani jednego strzału ze strony reprezentacji z Kraju Kawy. I nie chodzi nawet o strzały celne, ale jakiekolwiek. Panowało zadowolenie z bieżącego wyniku, nastąpiło ewidentne rozprężenie i oszczędzanie sił. Szkoda, bo mogliśmy oczekiwać większego sportowego głodu i chęci śrubowania wyniku.

Po wejściu zmienników gra Canarinhos odrobinę się ożywiła. Nadal jednak trudno mówić o spełnieniu oczekiwań. Zwyczajnie przy tak dużej różnicy w jakości indywidualnej zawodników można było oczekiwać czegoś więcej. Kolektywnie zespół Ancelottiego nie tworzył przewagi, a prób solowych akcji było bardzo mało. Dziwić może też fakt, jak łatwo dawali się łapać na spalonych. Osiem razy w całym meczu, w tym dwukrotnie skutkujące anulowaniem goli. Canarinhos w ten sposób wykorzystali chyba limit na cały Mundial. Brazylijczycy ostatecznie i tak wygrali, ale na pewno nie poprawili znacząco opinii na temat swojego stylu gry.

Brazylia 3:0 Haiti (Cunha 23′, 36′, Vinicius 45+3′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ