Szkocja stała przed historyczną szansą. Choć historia reprezentacji tego kraju sięga 1872 roku, to jeszcze nigdy nie przebrnęła pierwszej rundy na wielkim turnieju – ani na mundialu, ani na Euro. Byli jednak na dobrej drodze, aby to zmienić. Podopieczni Steve’a Clarke’a rozpoczęli mistrzostwa świata od wymęczonego, ale wywalczonego zwycięstwa z Haiti. Być może zdobycz z tego spotkania wystarczy, ale chcieli mieć jeszcze tę pewność. A o nią nie mogło być łatwo, jeśli rywalizowali z Marokiem. Najwyżej notowany afrykański zespół w rankingu FIFA zdołał zatrzymać Brazylię. Marokańczycy mają dużo większą presję na wynik i wydawali się faworytem.
Mecz na korbę – mocny start, ale z każdą minutą coraz nudniej
Maroko nie miało zamiaru zwlekać i równo z gwizdkiem rzuciło się do wysokiego pressingu. Szybko i skutecznie stłamsili Szkotów, a na pożądane efekty długo nie czekali. Już w 2. minucie Ismael Saibari znalazł się w posiadaniu piłki i rozbroił defensywę rywała. Nowy nabytek Bayernu Monachium huknął pod poprzeczkę, wprost nie do obrony. Po tym ekspresowym trafieniu Marokańczycy postawili na grę zespołową i cierpliwą wymianę podań, jakby chcieli uśpić rywala. W pierwszych minutach Szkocja była wprost bezradna, i bardzo chaotyczna jednocześnie. Widać, że byli wybici z rytmu, chociaż nawet nie było czasu, aby go złapać.
Był to mecz, na tym etapie, bardzo kontrastowy. Po jednej stronie Maroko, któremu z łatwością przychodziła kontrola nad przebiegiem meczu i dochodzenie do sytuacji, tak jak w 10. minucie, gdzie zabrakło jedynie wykończenia. Na drugim biegunie Szkocja, której przychodziło to z ogromnym trudem. Chciała grać wyżej, ale szykowanie sobie gruntu pod atak szło jej jak krew z nosa. Zresztą Lwy Atlasu nie pozwalały im na wiele więcej, niż klepanie po obronie. Aż się Polska z Japonią w Wołgogradzie przypomniała… Szkopuł w tym, że w przeciwieństwie do Szkotów byliśmy w stanie zdobyć bramkę.
A zespół z Wysp Brytyjskich? Cóż, przez ponad pół godziny nie oddał ani jednego strzału. Źle się go oglądało. Maroko spokojnie mogło wbić jeszcze raz, ale wykończenia jego akcji były do poprawy. Mecz sam w sobie nie porywał, pierwsza połowa skończyła się skromnym prowadzeniem Marokańczyków. Szkocji nic nie wychodziło, a Maroko praktycznie wcale z tego nie korzystało. Pozostawało pytanie, czy to nie odbije im się czkawką?
Nijakie Maroko, choć nie odbiło mu się to czkawką
Jeszcze tuż przed przerwą Szkocja (dopiero!) oddała swój pierwszy strzał w tym meczu. Andy Robertson dostarczył piłkę w pole karne, gdzie czekał John McGinn. Gdyby to był mecz baseballu, to z pewnością miałby homerun i punkt, a tak to tylko wywalił piłkę daleko w trybuny. Na start drugiej połowy podopieczni Steve’a Clarke’a starali się pokazać coś więcej, skorzystać z tego, że Maroko nie ma bezpiecznej zaliczki. Choć niewiele brakowało w 51. minucie. Uderzył Saibari, ale dzięki przytomnej interwencji Jacka Hendry’ego, piłka jedynie odbiła się od poprzeczki. Przewaga podopiecznych Mohameda Ouahbiego w posiadaniu piłki była nie do podważenia, ale nie potrafili tego jeszcze bardziej wykorzystać. Tym bardziej to było dla Maroka niepokojące, bo Szkoci nieśmiało, ale próbowali atakować.
Próbowali, ale kompletnie im to nie wychodziło. Po godzinie gry Szkocja nie miała na koncie ani jednego celnego strzału. W taki sposób nie da się nawet zremisować. No chyba że bezbramkowo, ale na to szans już nie było. Poprawiła się jedynie częstotliwość ataków. Maroko było lepsze, ale widać było po jego grze pewne męczarnie. Do przerwy na nawodnienie obie reprezentacje wypracowały łącznie xG na poziomie 0,2. Mucha nie siada. Szkoci próbowali dotrzeć do bramki Bono jak najprostszymi sposobami, bo czas gonił ich nieubłaganie. A Marokańczykom niezbyt się już chciało. Mieli to prowadzenie, rywal nie wydawał się szczególnie przekonujący, po co się trudzić? Ta nonszalancja mogła się na nich zemścić, bo rywale się rozkręcali w końcówce. Uderzył Scott McTominay, ale tylko w boczną siatkę.
Szkocja obudziła się, ale zdecydowanie za późno. Od jej reprezentantów szybszy był gwizdek sędziego, kończący spotkanie. W pierwszej połowie Maroko zagrało lepiej, to bez dwóch zdań. Ale patrząc na przebieg całego spotkania, to można poddawać w wątpliwość to, że Maroko zasłużyło w 100% na te 3 punkty. O ile Marokańczycy kontrolowali mecz, tak nie kwapili się do ataku i nie dążyli do podwyższenia prowadzenia. Mieli sporo szczęścia, że trafili na tak bezsilnego rywala. Gdyby Maroko miało wtedy zagrać z bardziej wymagającym rywalem, to już tak dobrego wyniku by nie było.

