Szwajcarzy po kompromitacji, jaką sobie zgotowali remisem z Katarem podejmowali Bośnię i Hercegowinę. Zespół Murata Yakina stracił w pierwszym meczu „dwa punkty”, lecz to samo mogli powiedzieć dzisiejsi przeciwnicy Helwetów. Bośniacy prowadzili z Kanadyjczykami, lecz taki wynik jak podział punktów z gospodarzem turnieju nie był dla nich rozczarowaniem. Tego nie mogli powiedzieć Szwajcarzy, którzy mimo wspominanej już wpadki wciąż są uznawani za faworyta grupy B. Jednak trzeba to potwierdzić na boisku i podopieczni Yakina dążyli od samego początku rywalizacji.
Szwajcarzy zdecydowanie chętniejsi do grania?
Helweci lepiej zaczęli to spotkanie. Podopieczni Murata Yakina zdecydowanie chętniej operowali piłką, głównie za sprawą Granita Xhaki. Piłkarz Sunderlandu dyrygował grą swojej drużyny, rozsyłał podania poza linię obrony i nie było akcji, w której nie brał udziału. Jednak z tej przewagi nie za wiele wynikało. Samym posiadaniem piłki i licznymi przechwytami nie da się wyjść na prowadzenie w meczu. Bośniacy mieli problem z utrzymaniem się dłużej przy piłce oraz z jej wyprowadzeniem ze swojego pola karnego. Gdy im się już to udawało byli bardzo groźni chociażby za sprawą środkowych pomocników czy wejść z lewej strony Seada Kolasinaca.
Im dłużej trwała pierwsza połowa tym bardziej Szwajcarzy zaczynali stawać się apatyczni. Gra zespołu Yakina wyglądała w wielu momentach bardzo podobnie do tej jaką obserwowaliśmy w drugiej części spotkania z Katarem. Bośniacy grali solidnie w obronie i z pomysłem na pojedyncze akcje. Gdyby posiadali lepszych i bardziej jakościowych piłkarzy to z pewnością tą apatycznością swojego przeciwnika potrafiliby wykorzystać. Bardzo słaba pierwsza połowa, której tak naprawdę nikt nie chciał wygrać, a tym bardziej przegrać.
Pojawiły się gole, a mecz się powoli otwierał
Tak samo jak pierwszą, drugą połowę też lepiej zaczęli Szwajcarzy. Znowu czuć było chociaż przez chwilę, że Helwetom bardziej zależy na zwycięstwie. Jednak wszystkie ataki były bardzo przewidywalne. Obrona Bośniaków funkcjonowała na tyle dobrze, by zażegnywać takie mało groźne ataki. Zespół prowadzony przez Sergeja Barbareza czekał na swoje okazje i je z biegiem czasu dostawał. Bardzo powoli mecz się otwierał.
Na tym otwarciu spotkania skorzystali Szwajcarzy. W 71. minucie Murat Yakin przeprowadził trzy zmiany, a już trzy minuty później dzięki swoim zmiennikom mógł cieszyć się z gola. Prowadzenie Szwajcarom dał Johan Manzambi. Helweci dopięli swego i wyszli na prowadzenie. Jednak musieli mieć na uwadze fakt, że z Katarem w końcówce meczu wypuścili takie prowadzenie. Z kolei Bośnia musiała się otworzyć, by myśleć dalej o wyjściu z grupy i zdobyciu cennego punktu.
Jednak nic bardziej mylnego. Ekipa Barbareza nie chciała sobie chociaż spróbować pomóc w odrabianiu strat. W 80. minucie czerwoną kartkę za faul tuż przed polem karnym obejrzał Tarik Muharemovic. 4 minuty później było już 2:0 dla Szwajcarów. Wynik po podaniu Breela Embolo podwyższył Ruben Vargas. Szwajcarzy prowadzenia nie oddali już do końca meczu. Mało tego… stopniowo je powiększali. Najpierw W 90. minucie golem dla Szwajcarów zamykającym już definitywnie kwestię wyniku popisał się ponownie Johan Manzambi. Mecz zakończył rzut karny strzelony przez Granita Xhake. Kilka munut wcześniej honorowe trafienie dla Bośniaków dał Ermin Mahmic.
Zatem nie powtórzył się scenariusz w meczu z Katarem, a drużyna Murata Yakina mogła świętować zwycięstwo. Helweci na przestrzeni całego spotkania byli mimo wszystko bardziej przekonujący. A Bośniacy z Katarem będą grać o to by dać sobie szansę w pozostaniu na dłużej w mistrzostwach świata.

