Holandia została przetestowana w ataku pozycyjnym. Czy zdała egzamin?

Holandia w 1. kolejce fazy grupowej Mistrzostw Świata 2026 stanęła naprzeciwko teoretycznie najtrudniejszego przeciwnika, czyli Japonii. Oranje podzielili się punktami, a rywale podeszli do meczu w taki sposób, że dla zespołu Ronalda Koemana był to test z ataku pozycyjnego. Jak wypadli jego piłkarze w tym aspekcie?

Japonia oddała inicjatywę

Japonia od poprzednich Mistrzostw Świata, rozgrywanych w Katarze, trochę się zmieniła, ale selekcjoner pozostał ten sam i poszczególne elementy filozofii najwyraźniej nie uległy zmianie. Reprezentacja prowadzona przez Hajime Moriyasu na mundialu w 2022 roku dała się poznać jako zespół, który potrafi napsuć krwi silniejszemu na papierze przeciwnikowi. W fazie grupowej najpierw ograli Niemców, a następnie Hiszpanów, oba sukcesy osiągając nastawieniem na defensywę i oddaniem inicjatywy rywalom. Starcie z La Furia Roja zapisało się na kartach historii Mistrzostw Świata jako to, w którym zwycięska drużyna miała najniższe posiadanie piłki (18%).

REKLAMA

Do meczu z Holandią Japończycy podeszli w podobny sposób. Nie chcieli zaryzykować i iśćna wymianę ciosów, mając świadomość, że to pierwszy grupowy mecz i remis już mocno przybliża ich do fazy pucharowej w obecnym formacie turnieju. Japonia przyjęła więc bardzo podobną postawę jak cztery lata temu przeciwko Niemcom oraz Hiszpanii. Ustawili się całym zespołem na własnej połowie, nie zakładali wysokiego pressingu (poza otwarciem gry od autu bramkowego przez Holendrów) i byli bardzo dobrze zorganizowani bez piłki. Zamknęli środek boiska oraz nadążali przesuwać, aby rywale nie przedzierali się bocznymi sektorami boiska.

Holandia strzelila dwa gole, ale…

Holandię z ostatniego wielkiego turnieju reprezentacyjnego zapamiętaliśmy jako zespół potrafiący konstruować ataki pozycyjne i kreować w ten sposób sytuacje bramkowe. Podczas EURO 2024 zespół Ronalda Koemana często przenosił piłkę w drugą bazę – czyli przestrzeń pomiędzy linią pomocy, a obrony rywala – przez środkową strefę boiska, a trzecią bazę – czyli przestrzeń za linią obrony – zdobywał uruchamiając graczy odpowiedzialnych za trzymanie szerokości w ataku podaniami na wolne pole. W meczu z Japonią tego typu akcji praktycznie nie widzieliśmy. Progresja piłki przez środek była utrudniona, ponieważ formacje przeciwnika były ustawione bardzo blisko siebie. Skrzydłowi bardzo rzadko dostawali podania za linię obrony, a najczęściej do nogi, z czego ciężko było im cokolwiek zrobić przy dobrej asekuracji obrońcy, który za nich odpowiadał.

Holandia bardzo długo biła głową w mur złożony z jedenastu Japończyków, natomiast z pomocą przychodziły stałe fragmenty gry, przy których mogli wykorzystać przewagę wzrostu nad rywalami. Do momentu objęcia prowadzenia w 51. minucie Oranje utrzymywali się przy piłce przez około 70% czasu, natomiast oddali tylko jeden strzał z gry. Pozostałe cztery były efektem stałych fragmentów i w ten sposób do siatki trafił Virgil van Dijk. Drugi strzał z gry oddali w 64. minucie, gdy Crysencio Summerville ponownie wyprowadził zespół na prowadzenie. Końcowy rezultat Holendrów to po 5 uderzeń z gry i po stałych fragmentach, natomiast – według pomeczowego raportu Fotmob – o wiele lepsze szanse tworzyli po dośrodkowaniach ze stojącej piłki (0,51 xG) niż z gry (0,28 xG).

Zaskakująca zmiana Ronalda Koemana

Holandia zdobyła dwa gole, ale nie możemy powiedzieć, że rozegrali dobry mecz pod kątem płynności gry w ofensywie oraz tworzenia szans. Trzeba oczywiście wziąć pod uwagę, że trafili na bardzo dobrze zorganizowanego w niskiej defensywie przeciwnika, natomiast wpływ na taki obraz meczu miały też dość zaskakujące decyzje Ronalda Koemana. Kadra Oranje od dłuższego czasu gra według tych samych założeń w fazie rozegrania oraz ataku pozycyjnego. Choć ich bazowym ustawieniem jest 4-2-3-1 lub 4-3-3 to w posiadaniu piłki – jak wiele zespołów klubowych z europejskiej czołówki – przechodzą na trzech stoperów w rozegraniu i przyjmują strukturę 3-2-5. Lewy obrońca zostaje z tyłu i wspomaga rozegranie, natomiast prawy defensor ustawia się bardzo wysoko, pełniąc de facto rolę skrzydłowego, tudzież wahadłowego. Taka funkcja idealnie wpisała się w charakterystykę Denzela Dumfriesa.

W meczu z Japonią Ronald Koeman nakreślił bocznym obrońcom jednak inne zadania. Dumfries dopiero w ostatniej tercji boiska przesuwał się wyżej, natomiast większość czasu spędzał ustawiony głębiej, ponieważ Holandia rozgrywała na czwórkę obrońców, gdzie ci boczni pozycjonowali się dość nisko. Selekcjoner Oranje w ten sposób ograniczył potencjał ofensywny swojej kadry, natomiast najprawdopodobniej jego celem było lepsze zabezpieczenie przed potencjalnymi kontratakami Samurajów, którzy po przejęciu piłki potrafią ruszyć do ofensywy z własnej połowy. Patrząc na to z tej perspektywy – plan Koemana się sprawdził, ponieważ Japonia nie tworzyła zagrożenia w fazach przejściowych. Oba gole zdobyli, gdy goniąc wynik byli w stanie przejąć inicjatywę, a Holendrzy się cofnęli. Całościowo pomysł Ronalda Koemana na zmianę roli bocznych obrońców nie wyszedł jednak dobrze, ponieważ zespołowi brakowało odpowiedniego wyważenia proporcji pomiędzy potencjałem w atakach pozycyjnych, a nastawieniem na zabezpieczenie kontrataków.

Japonia rzuciła Holendrom wyzwanie w ataku pozycyjnym. Test, mimo dwóch strzelonych goli, wypadł jednak co najwyżej na ocenę dopuszczającą z plusem.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ