Stany Zjednoczone pokazały siłę. Paragwaj zdemolowany

Stany Zjednoczone to stały bywalec piłkarskich mundiali, lecz aktualnie mają oni swoje złote pokolenie. Impreza rozgrywana między innymi przed własną publicznością była dodatkowym bodźcem do dania z siebie wszystkiego i pokazania, że soccer może konkurować z footballem. Lepszego dowodu niż świetna gra i rozgromienie Paragwaju dostać nie mogliśmy.

Gdy Paragwaj ruszył z pierwszą akcją po rozpoczęciu gry, trudno było przewidywać, że ten mecz będzie tak jednostronny. Julio Enciso chciał pokazać coś fajnego z przodu, lecz jego koledzy mieli inne plany na to spotkanie. W defensywie panowała – nomen omen – wolna amerykanka, co zostało skrzętnie wykorzystane przez gospodarzy. Największe używanie miał Christian Pulisic. Skrzydłowy AC Milanu na poważnie podszedł do pełnienia roli lidera zespołu i od samego początku postanowił maksymalnie uprzykrzyć życie Juanowi Caceresowi. Prawy defensor Paragwaju szybko złapał żółtą kartkę, przez co później musiał grać bardzo asekuracyjnie. A to było jak woda na młyn dla jednego z Jankesów.

REKLAMA

To po jego dynamicznym, acz nie do końca udanym dryblingu, podanie Westona McKenniego do własnej bramki skierował Damian Bobadilla. Pulisic z każdym kolejnym dryblingiem się rozkręcał i w 31. minucie obsłużył Folarina Baloguna. Dziewiątka USMNT musiała tylko odpowiednio dostawić stopę, albowiem kolega z drużyny przygotował sytuację strzelecką komfortowo. Trochę więcej inwencji twórczej Balogun musiał wykazać tuż przed przerwą, gdy wpadł w pole karne, minął obu stoperów i pewnie umieścił piłkę w górnym rogu bramki.

3:0 do przerwy wyglądało jak nokaut, a to i tak nie wszystko. Mieliśmy jeszcze na SoFi Stadium bramkę autorstwa Baloguna anulowaną ze względu na pozycję spaloną. Piłkarz AS Monaco w przeciągu 45 minut powinien mieć także zapisaną asystę, lecz podaną przez niego piłkę fatalnie przyjął sobie Seginho Dest. Paragwaj na boisku nie istniał. Po prostu.

USA wrzuciły na luz

Mauricio Pochettino uznał, że nie ma takiego bicia i na drugą połowę Pulisic już nie wyszedł. Najbardziej prawdopodobnym powodem jest chęć oszczędzania sił lidera. A może i dbanie o zdrowie, bo przy tak odważnych dryblingach jeden wślizg sfrustrowanego rywala i przepis na uraz gotowy. Trener USA z kolejnymi zmianami czekał do 72. minuty, a na boisku sytuacja trochę się uspokoiła. Gospodarze spokojnie zarządzali wynikiem, Paragwaj próbował uszczknąć cokolwiek dla siebie. Oddawane przez reprezentantów południowoamerykańskiego państwa byli jednak daleko od trafienia w bramkę. Matt Freese stał między słupkami kompletnie bezrobotny, a gdy już miał okazję do interwencji, to próba Mauricio nie była w jego zasięgu. La Albirroja nie powiedzieli ostatniego słowa.

Natychmiastową okazję do odpowiedzi na straconą bramkę miał Malik Tillman – kolejny z wyróżniających się w tym meczu piłkarzy. Kopnął on jednak piłkę jakby od niechcenia, a Orlando Gill nie miał problemów z jej złapaniem. Pierwszy mecz był udany, toteż nie było sensu wypruwać się z sił i pokazywać wszystkich przygotowanych niespodzianek. USA musiały tylko patrzeć, czy wynik nie wykipi. Ale do tego było dość daleko. W samej końcówce Jankesi, a konkretnie Giovanni Reyna dobił jeszcze rywala strzelając w stylu Ricardo Quaresmy. To dobry prognostyk dla gospodarzy na całe mistrzostwa.

Stany Zjednoczone – Paragwaj 4:1 (sam. Bobadilla 8′, Balogun 30′, 45+5′, Reyna 90+8′ – Mauricio 73′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ