Przedszkole zamiast drużyny i masa rozczarowań – podsumowanie sezonu Realu Madryt

Przed sezonem pisaliśmy, że Real Madryt jest dużą niewiadomą, ale jednocześnie projektem, który będzie można z ekscytacją obserwować. Po zakończeniu rozgrywek można się jedynie uśmiechnąć z delikatnym politowaniem wobec takiego przedstawiania drużyny Los Blancos. Real Madryt na przestrzeni 10 miesięcy poległ na każdym polu, nawet w kwestiach pozaboiskowych. Zamiast sukcesów, był 2 z rzędu sezon bez żadnego trofeum, zamiast perspektyw na przyszłość, są zgliszcza i próba wykreowania nowego projektu.

Wybór Xabiego Alonso wydawał się być idealny

Zatrudnienie Xabiego Alonso przed sezonem było uznawane za strzał w dziesiątkę. Trener związany w przeszłości z Realem Madryt jako piłkarz, sprawdzony w roli menadżera i to z niemałymi sukcesami. Wybór Hiszpana był naturalny. Dla kibiców Królewskich mógł być nawet ekscytujący, patrząc na to co Alonso robił w Bayerze Leverkusen. Początek nie był łatwy, bo Real biorąc udział w Klubowych Mistrzostwach Świata pozbawiony był standardowego okresu przygotowawczego. Turniej w USA Los Blancos zakończyli na etapie półfinału, ulegając aż 4:0 z PSG. Nie powinien to być jednak żaden alarm, bo Paryżanie to zdecydowanie najlepsza drużyna na świecie w ostatnich dwóch latach. Nawet mimo tego, że KMŚ nie padły ich łupem.

REKLAMA

Początek sezonu nie był zły, biorąc pod uwagę docieranie się drużyny z nowym trenerem. Nie było fajerwerków, ale należało zwyczajnie dać drużynie czas na pracę. Wysoka porażka w derbach z Atletico aż 2:5 była najpoważniejszym ciosem na boisku. Pokazywała, że niektóre założenia dotyczące gry zespołu muszą zostać poddane modyfikacjom. Już jednak październikowe El Clasico przyniosło zwycięstwo na Santiago Bernabeu. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie wybryk pewnego Brazylijczyka i ciche przyzwolenie na takie zachowania ze strony zarządu klubu.

Projekt bez trwałych fundamentów

Xabi Alonso nie stracił sam autorytetu u zawodników, a został mu on odebrany przez zarząd. Sytuacja z Viniciusem z El Clasico wyraźnie pokazała, że piłkarze stoją wyżej w hierarchi aniżeli trener. Brazylijczyk nie został w żaden sposób ukarany, a powinien, co ponoć uważała nawet część zawodników. Ten moment można uznać za kluczowy w stopniowym upadku projektu Xabiego Alonso.

Od El Clasico następowała wyraźna zmiana w grze drużyny. Skończyło się układanie zespołu względem pomysłu trenera, a rozpoczęło się dostosowywanie wszystkiego do zawodników. Real zaczął wracać do układu z czasów Carlo Ancelottiego, kiedy to ważniejsze od ogólnych założeń były upodobania piłkarzy. Porażki z Liverpoolem i Manchesterem City w Lidze Mistrzów nie były drastyczne, ale pokazywały boiskowe problemy zespołu. Szkopuł w tym, że kolejne porażki czy remisy pokazywały braki w nastawieniu i podejściu, a także ograniczenia u zawodników, a zmian oczekiwano wyłącznie od trenera. Jeżeli w sporze na linii trener-zawodnik zarząd nie staje po żadnej ze stron i nie reaguje, tak po cichu przyzwala piłkarzom na podobne zachowania. Absolutnie nie powinno nikogo dziwić to, co później wypłynęło do mediów, czyli słowa Alonso o tym, że przyszedł trenować przedszkole. Niestety, ale kolejne przecieki medialne tylko to potwierdzały.

Xabi Alonso nie otrzymał odpowiedniego wsparcia od zarządu

Zawodnikom miały nie pasować długie odprawy wideo i nacisk na trening kwestii taktycznych. Żeby to dobrze wybrzmiało. Piłkarze z zespołu, których w poprzednich latach raz po raz słyszał uwagi o wręcz braku taktyki, a jedynie opieraniu się na indywidualnościach, narzekali, że nowy trener chce bardziej taktycznego podejścia. To sytuacja, która nawet nie wymaga komentarza. Jednocześnie jednak, zarząd, który wybrał tego trenera, nie dał mu następnie tak potrzebnego poparcia w kluczowych momentach.

Xabi Alonso ostatecznie został zwolniony po przegranym finale Superpucharu Hiszpanii (2:3 z FC Barceloną). Znowu zaznaczmy: po finale najmniej ważnych rozgrywek w sezonie, a do tego zmagając się z dużą liczbą kontuzji w zespole. Po meczu, który nie był jednostronny, a jego zespół nie był tak daleko od końcowego sukcesu. Po 34 meczach zwolniono trenera, z którym wiązano ogromne nadzieje, ale któremu nie dano odpowiednich narzędzi. Bilans Alonso zamknął się na 24 zwycięstwach, 4 remisach i 6 porażkach. Real miał wówczas 4 punkty straty do Barcelony w lidze hiszpańskiej, a w Lidze Mistrzów znajdował się w czołowej ósemce.

Błąd naprawiany kolejnym błędem?

Po zwolnieniu Alonso funkcję trenera powierzono Alvaro Arbeloi, który wcześniej trenował zespół Real Madryt Castilla. Tym razem nie było już złudzenia i kwestie taktyczne odeszły na dalszy plan, kosztem całkowitego zadowolenia kluczowych zawodników. Role piłkarzy na boisku nie były dostosowane do potrzeb drużyny, a jedynie do tego, w jaki sposób dany zawodnik lubi grać. Do tego bardzo często szanse otrzymywali piłkarze z drugiej drużyny, co jednak tworzyło kolejne problemy. Przede wszystkim zaburzyło hierarchię w drużynie, bo nagle część zawodników pierwszego zespołu była jeszcze dalej od gry. Po drugie – wielu z zawodników drugiej drużyny nie pokazywało umiejętności legitymizujących ich grę w pierwszym zespole.

Arbeloa za mocno zaufał Castilli?

Jeszcze inna kwestia – byli to zawodnicy w wieku 20-22 lata, jednak dopiero włączani do dorosłego futbolu na tym poziomie. To nie nastolatkowie z ogromnym potencjałem, ale piłkarze, którzy już dawno powinni mieć doświadczenie na poziomie LaLiga. Jednak ze względu na taki a nie inny model prowadzenia drużyn młodzieżowych w Realu Madryt ich wejście na ten poziom jest znacznie opóźniany. I na nic zda się chwalenie ich na konferencjach prasowych przez Arbeloę, jeżeli na samym boisku nie pokazywali nic więcej poza zaangażowaniem i wybieganiem. To oczywiście nadal więcej niż niektórzy nominalni zawodnicy pierwszego zespołu, ale jeśli z kwestii fizycznych przejdziemy do technicznych, tak trudno nie zauważyć wręcz przepaści.

Arbeloa w Castilli był chwalony za nadanie drużynie przyjemnego dla oka ofensywnego stylu gry, ale nic z tego nie przeniósł do pierwszego zespołu. Na próżno szukać podczas jego pracy jakichkolwiek taktycznych kwestii wprowadzonych do gry drużyny. Real Madryt cały czas miał problem z atakami pozycyjnymi i rozbijaniem niskiego bloku. Jeszcze więcej niż za Xabiego Alonso mówiło się o bazowaniu na indywidualnościach i pojedynczych przebłyskach. Trudno też szukać zawodników, na których dyspozycję wpłynęłaby praca z nim (nie licząc Viniciusa, o czym za chwilę). Co gorsza, najmocniej kojarzonymi sytuacjami nie były te boiskowe czy nawet piłkarskie, a kwestie konferencji prasowych. Chwalenie zawodników, wręcz przymilanie się im, a do tego każdorazowe branie winy za porażki i remisy na siebie. Arbeloa uczynił z siebie kozła ofiarnego i trudno było go traktować na poważnie w roli trenera pierwszej drużyny. A jeżeli takie wnioski wysnuwali kibice i media, to co innego mieli myśleć sami zawodnicy?

REKLAMA

Arbeloa nie okazał się być lekiem na całe zło

Oczywiście Arbeloa przejmując Real Madryt nie miał takiego warsztatu trenerskiego jak Xabi Alonso, a do tego miało to miejsce w połowie sezonu. Nie można też mu odejmować, bo ostatecznie wyeliminował Manchester City Pepa Guardioli i doszedł z Realem do 1/4 Ligi Mistrzów. Problemem jest szerszy obraz. Za Arbeloi Real odpadł z Copa del Rey z drużyną ze strefy spadkowej drugiej ligi i dał się wyrzucić z czołowej ósemki fazy ligowej Ligi Mistrzów. Do tego Barcelona świętowała przypieczętowanie mistrzostwa Hiszpanii po bezpośrednim pojedynku, mając wówczas 14 punktów przewagi w tabeli. Arbeloa w 28 meczach przegrał 8 razy i zremisował 2 spotkania. To też za jego kadencji dochodziło do największych kłótni między zawodnikami wewnątrz drużyny.

Być może w innych okolicznościach i przede wszystkim w innym czasie Arbeloa okazałby się lepszym trenerem dla Realu Madryt. Podejmując się jednak prowadzenia drużyny z tak wieloma problemami w połowie sezonu Arbeola podjął się niemal niemożliwego, a do tego przyjął złą pozycję w przestrzeni medialnej. Zarząd Realu Madryt z Florentino Perezem na czele spalił więc dwóch potencjalnych przyszłych trenerów w trakcie tylko jednego sezonu. I odpowiadając słowom Arbeloi – to nie wina samych trenerów, a ogromny kamyk do ogródka osób rządzących.

Vinicius i Mbappe – konkurencja zamiast współzawodnictwa?

Sezon Realu Madryt dzielił się na pół – na rządy Xabiego Alonso i następnie Alvaro Arbeloi. Różniła ich jedna główna rzecz w kwestii zarządzania drużyną – „wybór” głównej gwiazdy. Podczas gdy Alonso nie krył że chce tworzyć zespół wokół Kyliana Mbappe, tak Arbeloa postawił sobie za główny cel zadowolenie Viniciusa i umieszczenie go w centrum swojego projektu. Francuz lepszy moment notował na jesieni, a Brazylijczyk na wiosnę. W przypadku Mbappe na gorszą dyspozycję w drugiej części sezonu duży wpływ miała kwestia źle zdiagnozowanej a następnie źle leczonej kontuzji. U Viniciusa forma w tym sezonie to istny rollercoaster, przy czym rzadko był faktycznym liderem drużyny na boisku.

Przed sezonem głównym zadaniem miało być połączenie Mbappe i Viniciusa na boisku, i to pozostało niezrealizowane. Obaj trenerzy podeszli do tej kwestii na różne sposoby, ale oba okazały się zgubne. Alonso miał złe relacje z Brazylijczykiem, a Arbeloa wchodził w dyskusje medialne po wypowiedziach Francuza. Wszystko odbywało się przy braku jakiejkolwiek reakcji ze strony zarządu. Trenerzy sprzeczali się z zawodnikami, a obie strony uważały się w tych sporach za ważniejsze. To nie jest przepis na zdrowe funkcjonowanie zespołu.

Czy ktoś z kadry Realu Madryt nie zawiódł?

Nie ma sensu poświęcać wiele miejsca indywidualnym statystykom zawodników, bo niemal wszyscy pod tym kątem zawodzili. Oczekiwania może spełnił Mbappe, dobre liczby notował też Vinicius (chociaż z dołkami formy). Arda Guler przodował w asystach, ale błyszczał głównie w pierwszej części sezonu. Od Jude’a Bellinghama można było oczekiwać więcej, tak samo jak od Rodrygo, który przez większość czasu był przezroczystym zawodnikiem. Mimo słabych indywidualnych wyników nie były one wyciągane na pierwszy plan. Głównymi problemami cały czas pozostawały kwestie zaangażowania, ambicji i zwykłej sportowej złości, której za często brakowało. Do tego historie pozaboiskowe: kłótnie, bójki, wypowiedzi w mediach i ogrom plotek z różnych stron. To nie tak, że po zarządzie i trenerach zawodnicy wywiązali się ze swoich obowiązków. Wręcz przeciwnie, nie ma zbyt wielu powodów, by ich usprawiedliwiać po fatalnym sezonie.

Po sezonie 2025/26 w Realu Madryt zostały zgliszcza

Drugi sezon z rzędu bez trofeum, zmiana na stanowisku trenera, chaos w biurach, a w zespole raz przedszkole, a raz wręcz cyrk. Tak w jednym zdaniu można streścić sezon w wykonaniu Realu Madryt. Na koniec zostaje frustracja i złość, chociaż u niektórych mogła już też pojawić się obojętność. Real potrzebuje wstrząsu, ale mam bardzo duże wątpliwości co do tego, czy osoby zarządzające wiedzą jak poprawnie taki wstrząs wywołać. A że jest on potrzebny na tak wielu szczeblach, tak niewiele trzeba, żeby ponownie wszelkie zmiany uznać za bezsensowne i nie przynoszące pożądanych efektów.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ