NBA PLAYOFFS #3 41-letni LeBron prowadzi Lakers, historyczne powroty Sixers oraz Pistons

Za nami kolejny tydzień z play-offową koszykówką, w trakcie którego działo się naprawdę wiele. Czy Lakers mogą sprawić niespodziankę OKC? Dlaczego awans Sixers jest aż tak niesamowity? Czy Pistons w końcu zagrali na miarę oczekiwań? Kto zaliczył najlepszy występ? Odpowiedzi przedstawię w tym artykule.

KONFERENCJA ZACHODNIA

Zacznijmy tradycyjnie od Konferencji Zachodniej. Po tym jak OKC oraz Spurs zapewnili sobie grę w półfinale konferencji, walkę o pozostałe dwa miejsca toczyły Lakers, Rockets, Timberwolves oraz Nuggets.

REKLAMA

Najpierw rywalizację na swoją korzyść rozstrzygnęli Timberwolves, którzy powstrzymali Nuggets z Nikolą Jokiciem, wygrywając szósty mecz 110:98. Tym, co czyni ten wyczyn jeszcze bardziej niesamowitym, jest fakt, że Minnesota przystępowała do tego spotkania bez Ayo Dosunmu, Dontego DiVincenzo oraz Anthony’ego Edwardsa, a i tak zdołała pokonać Denver, które miało walczyć o mistrzostwo. Świetny mecz rozegrał Jaden McDaniels, autor 32 punktów, 10 zbiórek i 3 asyst. Timberwolves zrobili to ponownie. Bez najważniejszych zawodników, jako underdog, znów pokazali, że nie można ich lekceważyć w play-offach. W drugiej rundzie czekają na nich San Antonio Spurs, więc to najprawdopodobniej koniec ich drogi. Chociaż kto wie? W tym roku niespodzianki zdarzają się nadzwyczaj często.

Dalej awansowali również Los Angeles Lakers, którzy ostatecznie uporali się z Rockets w sześciu meczach. W ostatnim spotkaniu do zwycięstwa znów poprowadził ich niezniszczalny LeBron James, który zanotował 28 punktów, 7 zbiórek oraz 8 asyst. Houston ponownie było bezradne, bezsilne i nieskuteczne. Najprawdopodobniej czeka ich wiele zmian, ponieważ mają naprawdę sporo problemów, których nie da się naprawić samym powrotem Freda VanVleeta. A Lakers? Lakers czeka starcie z Goliatem, czyli Oklahoma City Thunder. Bez Luki to wyzwanie wydaje się po prostu niemożliwe, a wygranie dwóch spotkań będzie trzeba uznać za naprawdę spory sukces.

KONFERENCJA WSCHODNIA

Dziki Wschód — tak można określić to, co działo się w tym tygodniu.

Zacznijmy od serii, która jako jedyna trwała mniej niż siedem spotkań, czyli rywalizacji New York Knicks z Atlantą Hawks, zakończonej wynikiem 4:2. Atlanta długo stawiała się zeszłorocznym finalistom konferencji, ale ci w końcu odnaleźli swój rytm. Największym pokazem siły był mecz numer sześć, który Knicks wygrali 140:89. Drużyna z Nowego Jorku zdemolowała swojego rywala, a wynik 83:36 do przerwy jest największą różnicą punktów po dwóch kwartach w historii NBA. Warto zaznaczyć, że na boisku w końcu pojawił się Jeremy Sochan, który w dwóch ostatnich meczach rzucił odpowiednio 10 oraz 4 punkty. Oczywiście grał wtedy, gdy wynik był już dawno rozstrzygnięty, co nie zmienia faktu, że zaprezentował się bardzo pozytywnie.

Rywalem Knicks w półfinale konferencji będzie Philadelphia 76ers, która sprawiła sensację, eliminując Boston Celtics. Sixers przegrywali już 3:1, ale zdołali odwrócić losy serii i wygrać 4:3 po raz pierwszy w swojej historii. Pokonanie Celtics oznacza jednak przede wszystkim uporanie się z ich największym przeciwnikiem, którego wyeliminowali po raz pierwszy od 1982 roku, czyli czasów Juliusa Ervinga. Czy są faworytami w starciu z Knicks? Zdecydowanie nie, ale na pewno nie skreślałbym ich w walce o finał konferencji.

Wczoraj do drugiej rundy awansowały dwie ostatnie drużyny. Najpierw rozpoczęło się spotkanie pomiędzy Detroit Pistons oraz Orlando Magic. Ci pierwsi stawali przed szansą na powrót z wyniku 1:3, ci drudzy mogli stać się siódmą drużyną w historii, która wyeliminuje jedynkę konferencji jako ósmy seed. Tak się jednak nie stało i to Pistons zameldowali się w kolejnej rundzie, wygrywając 116:94.

O ile pierwsza kwarta była bardzo wyrównana, tak każda kolejna była pokazem siły Detroit, czego nie mógł zmienić nawet świetny w tym meczu Paolo Banchero, autor 38 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst. Jeśli chodzi o Pistons, prym wiedli Cade Cunningham, który zanotował 32 punkty, 12 asyst i 1 zbiórkę, oraz Tobias Harris, zdobywca 30 punktów, 9 zbiórek i 2 asyst.

Najlepsza drużyna Wschodu obudziła się w ostatnim możliwym momencie i wygląda na to, że odnalazła swój rytm. Szansa na finał NBA wciąż jest duża, ponieważ konkurencja na Wschodzie jest nieco mniejsza niż w Konferencji Zachodniej.

REKLAMA

Drugim pojedynkiem było starcie Cleveland Cavaliers z Toronto Raptors. Cavs po naprawdę ciężkim meczu w końcu rozstrzygnęli serię na swoją korzyść, wygrywając 114:102. Wspaniały występ zaliczył Jarrett Allen, który całkowicie zdominował strefę podkoszową, notując 22 punkty oraz 19 zbiórek. Pomimo tego zwycięstwa ciężko dawać Cleveland poważne szanse w starciu z Detroit Pistons. Jeśli ci utrzymają poziom z ostatniego spotkania, seria powinna skończyć się maksymalnie w sześciu meczach.

NAJLEPSZY WYSTĘP

W tym tygodniu nagrodę za najlepszy występ otrzymuje zawodnik, bez którego drużyna już dawno odpadłaby z tegorocznych play-offów. Zawodnik, który zanotował genialne spotkanie dokładnie wtedy, kiedy jego zespół najbardziej tego potrzebował.

Najlepszy występ tego tygodnia należy do Cade’a Cunninghama, który w meczu numer pięć zdobył 45 punktów na świetnej skuteczności — 13/23 z gry oraz 14/14 z linii rzutów wolnych. Do tego dołożył 1 zbiórkę, 2 bloki oraz 12 asyst. 24-latek naprawdę udowadnia, że wybranie go z pierwszym numerem draftu w 2021 roku było jedną z najlepszych decyzji Pistons w XXI wieku. Być może ta postawa nie przyniesie im mistrzostwa już w tym roku, ale patrząc na to, że Cade może być jeszcze tylko lepszy, okazji do zdobycia przez Detroit pierwszego tytułu od 2004 roku powinno być jeszcze naprawdę wiele.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,704FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ