Vuković: Na piłkarza czasami trzeba po prostu poczekać

Widzew Łódź wygrał mecz, który z perspektywy tabeli po prostu musiał wygrać. Bruk-Bet Termalica Nieciecza długo stawiała opór, ale ostatecznie uległa 0:1 po golu Sebastiana Bergiera w końcówce spotkania. Po ostatnim gwizdku najważniejsze słowa nie dotyczyły jednak wyłącznie przebiegu meczu, lecz osoby Jacka Magiery, któremu trener łodzian zadedykował zwycięstwo.

„Dedykuję to zwycięstwo Jackowi Magierze. Miałem takie wewnętrzne życzenie, żeby dzisiaj wygrać i tego dokonać, bo to bardzo ważny dla mnie człowiek. Życzył mi powodzenia w Widzewie i wiem, że trzymał za mnie kciuki” – powiedział szkoleniowiec po zakończeniu rywalizacji. Jak dodał, wygrana była ważna również ze względu na kibiców, którzy w trudnych momentach nie odwrócili się od drużyny. „Ta wygrana jest również dla naszych kibiców, którzy na pewno byli dzisiaj w lepszej dyspozycji niż my na boisku. Cały stadion nas wspierał i to było coś bardzo pozytywnego, co może być naszą bronią w kolejnych meczach”.

REKLAMA

Sam mecz długo nie dawał jednak powodów do większego optymizmu. Widzew wszedł w spotkanie nieźle, ale z biegiem czasu coraz mocniej wpadał w przewidywalność i nerwowość. Zespół miał inicjatywę, częściej utrzymywał się przy piłce, tylko niewiele z tego wynikało. Trudno było nie odnieść wrażenia, że gospodarze bardziej szukali idealnej akcji niż realnie naciskali rywala. Trener gospodarzy przyznał, że początek był zgodny z założeniami, ale później jego zespół stracił spokój. „Zaczęliśmy bardzo dobrze, tak jak oczekiwaliśmy. Wydaje mi się, że piłkarze chcieli szybko strzelić dwa, trzy gole, a kiedy się nie udało, to pojawiło się zwątpienie i nerwowość. Nie wyglądało to do końca pierwszej połowy dobrze”. Widzew próbował, lecz robił to zbyt wolno i zbyt czytelnie. Długie przygotowywanie stałych fragmentów, brak tempa w rozegraniu i sporo niedokładności sprawiały, że nawet ostatni zespół ligi nie musiał drżeć z obawy przed zabójczą kontrą czy ofensywnym naporem gospodarzy. Były pojedyncze niezłe minuty, ale bez konkretu. Przez długi fragment tego meczu był to futbol zwyczajnie przeciętny.

Więcej zaczęło się dziać po przerwie

Widzew ponownie wszedł w drugą połowę lepiej niż kończył pierwszą, a potem dodatkowo zyskał przewagę liczebną po drugiej żółtej kartce dla Arkadiusza Kasperskiewicza. Nie oznaczało to jednak automatycznie łatwego szturmu i serii klarownych okazji. „Drugą część znów zaczęliśmy dobrze. Następnie była czerwona kartka i wiemy już po naszym ostatnim meczu, że nie jest to równoznaczne z kreowaniem wielu akcji. Dzisiaj jednak udało się ich stworzyć sporo, a z jednej z nich skorzystał Sebastian Bergier” – tłumaczył trener Widzewa.

Rzeczywiście, po grze w przewadze gospodarze wreszcie zaczęli zamykać przeciwnika głębiej. Pojawiły się strzały na Adriana Chovana, było też trafienie w poprzeczkę. Nieciecza coraz wyraźniej igrała z ogniem, a jej plan ograniczał się już właściwie do desperackiego bronienia remisu. Marcin Brosz próbował jeszcze reagować z ławki, ale końcówka ułożyła się dla jego drużyny fatalnie. Jedna z akcji Widzewa przyniosła dogranie Mariusza Fornalczyka, a Sebastian Bergier wykorzystał moment zawahania i zdobył jedynego gola meczu.

Po spotkaniu trener gospodarzy zwracał uwagę nie tylko na sam wynik, ale też na ciężar psychiczny, z jakim jego zespół musiał się mierzyć. „Rozmawialiśmy w tygodniu, że ten mecz jest tylko potwierdzeniem naszej mozolnej pracy. Duże słowa uznania dla piłkarzy. Ja to przeżywałem wiele razy i to był mecz pułapka. Tu było znacznie więcej do przegrania dla piłkarzy Widzewa niż w poprzednich meczach. To dobrze świadczy o zawodnikach, że dźwignęli to w drugiej połowie i nie złamali się. To dobry prognostyk przed kolejnymi meczami”.

Zeqiri nie zrobił różnicy, warto było czekać na Fornalczyka

Szkoleniowiec wyjaśnił też decyzje podejmowane już po czerwonej kartce dla rywala. Widzew postawił wtedy na bardziej ofensywne ustawienie i próbował zwiększyć obecność w polu karnym przeciwnika. „Po tym, jak graliśmy jednego więcej, to zmieniliśmy ustawienie na 1-4-4-2. Chcieliśmy zagrać na dwóch napastników, więc pojawił się Zeqiri. Następnie kontuzję zgłosił Carlos Isaac. Stoper pojawił się po strzelonym golu, bo mieliśmy już bardzo ofensywne ustawienie, a wiedzieliśmy, że rywal się na nas rzuci”.

Osobny fragment pomeczowej wypowiedzi dotyczył Mariusza Fornalczyka, który długo irytował niedokładnością, ale ostatecznie miał udział przy bramce dającej trzy punkty. Trener nie ukrywał, że świadomie nie reagował zbyt szybko. „Zmiana Zeqiriego nie była najlepsza, ale nie ująłbym jej jako fatalną. Mam nadzieję, że Mariusz Fornalczyk dalej będzie szedł w tym kierunku. Miałem dzisiaj do niego sporo cierpliwości, bo wiem, jak ciężko pracuje w tygodniu. Nie dograł kilku wcześniejszych piłek, ale poczekałem i posłał tę jedną, którą udało się zamienić na gola. Kibice domagają się zmian, a na piłkarza czasami trzeba po prostu poczekać”.

Dla Widzewa to zwycięstwo oznacza przede wszystkim ulgę. Brakowało jakości, nie było przekonującej dominacji, ale były trzy punkty, które w obecnej sytuacji znaczą więcej niż styl. Dla Niecieczy to z kolei porażka wyjątkowo bolesna, bo odniesiona po długiej obronie i w momencie, w którym remis był naprawdę blisko. Jeśli goście spadną, takie mecze będą wracały im w pamięci bardzo długo. Widzew może więc mówić o przełamaniu, ale trudno udawać, że wszystkie problemy nagle zniknęły.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    146,024FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ