Korona męczyła się z Termaliką. Leniwy mecz w Kielcach

Pierwszy sobotni mecz PKO BP Ekstraklasy był męczący. Od początku meczu niewiele się działo, a obie drużyny – Korona Kielce i Bruk-Bet Termalica Nieciecza – nie podkręcały tempa. Oglądanie spotkania nie należało do najprzyjemniejszych sobotnich aktywności, ale liczba goli mogła chociaż trochę zniwelować poczucie niedosytu.

Termalica nie zaczęła meczu od cofnięcia się do obrony, zaś Korona podeszła do rywala z respektem. Ostatnie porażki sprawiły, że podopieczni Jacka Zielińskiego na początku chcieli skupić się na zabezpieczeniu swojej bramki, a dopiero później na atakowaniu. Potwierdził to także Mariusz Stępiński w przerwie meczu, który powiedział – „Tu nie chodzi o piękną grę, tu chodzi o trzy punkty”. Pragmatyczny styl gry dał jednak dwa gole.

REKLAMA

Przed przerwą Artur Chovan tylko raz musiał zbierać się do strzału Kielczan. Po dośrodkowaniu z lewej strony z bliska główkował Stępiński, ale bramkarz gości przytomnie odbił piłkę. W 43. minucie nie obejrzeliśmy nawet próby interwencji, gdyż Marcel Pięczek uderzał do pustej bramki. Chovan przy wrzutce z rzutu rożnego został przy bliższym słupku, natomiast przedłużona piłka przez Konstantinosa Sotiriou przeszła dalej. Bramkę stoperowi chciał jeszcze zabrać Stępiński, ale powtórki pokazały, że napastnik dotykał piłkę już za linią bramkową.

Korona naprawdę nie grała wielkiego meczu. Flaki z olejem idealnie pasowały, żeby coś tam leciało w telewizorze podczas obiadu, lecz nieprzesadnie przeszkadzało w rozmowie. Mimo braku odważniejszych ataków udało się podwyższyć prowadzenie. Slobodan Rubezić uderzył ze skraju pola karnego w środek bramki, Chovan odbił piłkę przed siebie, a Sotiriou nie miał problemu z dopadnięciem do bezpańskiej futbolówki i umieszczeniem jej z bliska w siatce.

Decyzje personalne Marcina Brosza się obroniły

To był chyba najbardziej ofensywny mecz Niecieczan od dawien dawna. W pierwszej połowie podopieczni Marcina Brosza bardzo często gościli na połowie przeciwnika, ale brak jakości indywidualnej mocno ograniczał możliwości. Próby zamykały się więc na długim wrzucie z autu albo próbowaniu swoich sił po rzutach rożnych.

Chyba najlepszą okazję na gola przed przerwą zmarnował Ivan Durdov. Oglądając jego poczynania, można było stawiać pieniądze na to, że trener podziękuje mu za grę i zostawi w szatni. Bułgar na drugą połowę jednak wyszedł, i co najlepsze – strzelił gola. Składna akcja prawą stroną i podanie Andrzeja Trubehy zakończyła się obsłużeniem napastnika przez Radu Boboca.

Opiekun przyjezdnych mógł więc odtrąbić mały sukces, tym bardziej, że gdyby nie spalony, to więcej jego decyzji personalnych okazałoby się trafionych. Bramka Morgana Fassbendera po podaniu od Krzysztofa Kubicy została jednak anulowana.

Kielczanie po stracie bramki przestawili się na defensywę, przez co sytuacji przez ostatnie ponad pół godziny mieliśmy jak na lekarstwo. Czasem Scyzorom udawało się wyjść z kontratakiem, ale gdy zbliżali się do bramki rywali, to cała akcja nagle paliła na panewce. Swoją szansę na remis mieli także Niecieczanie, ale Durdov strzałem z bliska przeniósł piłkę nad poprzeczką. W doliczonym czasie gry przewrotką uderzał Kamil Zapolnik, a mocnym strzałem próbował Gabriel Isik. Xavier Dziekoński ani razu już nie skapitulował.

Zwycięstwo do końcowego gwizdka dowieźć się udało, ale to chyba nie jest to, co chcą oglądać kibice przy Ściegiennego. Korona – która potrafiła zachwycać wiosną – rozpaczliwie broniła się w końcówce z ostatnią drużyną ligi. I to na własnym stadionie. Drużynie Jacka Zielińskiego zależało przede wszystkim na zwycięstwie, niezależnie od przebiegu meczu.

Korona Kielce – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 2:1 (Pięczek 43′, Sotiriou 53′ – Durdov 59′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,891FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ