Xabi Alonso kolejną ofiarą. Kluby zwalniają nie tylko za wyniki

W Nowy Rok Enzo Maresca, w następnym tygodniu Ruben Amorim, a w tym Xabi Alonso. Nie minęły jeszcze dwa tygodnie 2026 roku, a z największych klubów zwolnionych zostało już trzech trenerów. Kolejno Chelsea, Manchester United i Real Madryt zdecydowały się rozstać z dotychczasowymi szkoleniowcami mimo, że ich wyniki nie były najgorsze. Wszystkich w momencie zwolnienia dało się ich – mniej lub bardziej – usprawiedliwić. We wszystkich trzech przypadkach głównym powodem było jednak coś innego niż same rezultaty. Maresca i Amorim chcieli mieć większą władzę w klubie, co ewidentnie nie podobało się zarządowi. Alonso natomiast nie potrafił poukładać relacji z piłkarzami.

Enzo Maresca

Analizując każdy przypadek osobno, zaczniemy chronologicznie od Enzo Mareski. Włoch wytrwał na Stamford Bridge półtora sezonu. Został zwolniony w momencie, gdy wyniki zespołu rzeczywiście nie były najlepsze. Z dziewięciu ostatnich meczów wygrał tylko dwa, w tym jedno w ćwierćfinale Pucharu Ligi z trzecioligowym Cardiff City. W połączeniu z sygnałami, które Włoch wysyłał na konferencjach prasowych, że nie jest do końca zadowolony z funkcjonowania klubu, doprowadziło to do rozstania za porozumieniem obu stron. Były już trener The Blues chciał mieć m.in. większy wpływ na transfery czy zarządzanie składem.

REKLAMA

W lecie Maresca nie dostał nowego środkowego obrońcy po kontuzji Leviego Colwilla, mimo że usilnie o to zabiegał. Ponadto w procesie ustalania składu był zależny od sztabu medycznego, który określał maksymalną liczbę minut, jaką może zagrać dany piłkarz w celu uniknięcia urazów. Mimo nienajlepszych wyników pod koniec kadencji, cały okres pracy Mareski można uznać za udany. Włoch w jedynym pełnym sezonie wstawił do gabloty dwa puchary – Ligę Konferencji oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Co więcej, zajął miejsce w pierwszej czwórce Premier League, awansując do Ligi Mistrzów.

W obecnym sezonie średnia punktów na mecz w lidze spadła z 1,82 do 1,58, jednak trzeba też brać pod uwagę, że Chelsea musiała łączyć grę na krajowym podwórku z Ligą Mistrzów, a nie jak wcześniej Ligą Konferencji, gdzie Maresca mógł sobie pozwolić na wystawianie rezerwowych. Większość punktów zarówno w lidze, jak i Champions League, The Blues tracili, gdy Maresca dokonywał wielu zmian w składzie. W wyjściowym garniturze potrafili rozbić PSG (4:0) oraz Barcelonę (3:0) czy grać dobre mecze przeciwko innym zespołom z Big Six. W minionej kampanii Chelsea również na przełomie grudnia i stycznia zanotowała wyraźny spadek formy, z którego w dalszej części sezonu zdołali wyjść. Niewykluczone więc, że i w obecnym sezonie Maresca byłby w stanie przezwyciężyć kryzys.

Ruben Amorim

Manchester United miał o wiele więcej powodów do zwolnienia Amorima. Już po pierwszym sezonie pracy rozstanie z portugalskim trenerem można byłoby racjonalnie uzasadnić. Czerwone Diabły finiszowały dopiero na 15. miejscu w lidze, a poprzez porażkę w finale Ligi Europy z Tottenhamem nie zakwalifikowały się do żadnych europejskich rozgrywek. W trwającej kampanii Amorim miał więc znacznie więcej czasu na pracę z zespołem. Progres względem minionego sezonu rzeczywiście był widoczny, jednak szóste miejsce ze średnią 1,55 punktu na mecz nie powalało na kolana. W erze Premier League żaden trener Czerwonych Diabłów nie miał tak niskiego odsetka zwycięstw w lidze, co Portugalczyk (32%).

Jeżeli Manchester United chciałby rozstać się z Amorimem z powodu wyników, zrobiłby to znacznie wcześniej. Oczywiście portugalski szkoleniowiec nie wygrał dwóch ostatnich meczów w swojej kadencji, a w ostatnich pięciu zanotował tylko jedno zwycięstwo. Niemniej jednak, był to okres, kiedy akurat można było to wszystko usprawiedliwić sytuacją kadrową. Amorim musiał sobie radzić bez Bryana Mbeumo, Amada Diallo oraz Noussaira Mazraouiego, którzy wyjechali na Puchar Narodów Afryki. Ponadto z powodu kontuzji niedostępni byli Bruno Fernandes, Mason Mount, Kobbie Mainoo, Harry Maguire i Matthijs De Ligt. W meczach przeciwko Wolves i Leeds doszło do sytuacji, w której na ławce rezerwowych było tylko dwóch zawdoników z pola z większym doświadczeniem na poziomie seniorskim. Ponadto jeden z nich – Tyller Malacia – został już wcześniej odsunięty na boczny tor.

Głównym powodem zwolnienia Rubena Amorima były więc odmienne koncepcje dotyczące funkcjonowania klubu. Portugalczyk – podobnie jak Maresca – chciał mieć większy wpływ na transfery. Chciał być – co powiedział na konferencji prasowej – menadżerem, a nie tylko pierwszym trenerem. Jak informował potral The Athletic Amorim latem preferował transfery Olliego Watkinsa i Emiliano Martineza, a nie Benjamina Seski oraz Senne’a Lammensa. Ponadto dyrektorowi sportowemu Jasonowi Wilcoxowi nie pasował brak elastyczności i usilne trzymanie się systemu 3-4-3 byłego już trenera Man United.

Xabi Alonso bronił się wynikami

Ze wszystkich tych trzech przypadków wydaje się, że największy wpływ wyników na rozstanie się z trenerem było w Realu Madryt. Xabi Alonso został zwolniony po porażce w finale Superpucharu przeciwko Barcelonie (2:3) i w momencie, w którym jego zespół do prowadzącej w tabeli La Liga drużyny Hansiego Flicka traci cztery punkty. Oczywiście Real wciąż zachowuje szanse na zdobycie najważniejszych trofeów. Niemniej jednak, Florentino Perez przyzwyczaił nas już do tego, że w żadnym innym klubie oczekiwania co do trenera nie są tak wysokie jak na Santiago Bernabeu. W obecnym sezonie – po zatrudnieniu Alonso – Real miał zepchnąć Barcelonę z piedestału, a jednak tak się nie stało. I w dużej mierze za to Xabi Alonso zapłacił swoją posadą. Wyniki Realu za jego kadencji były przyzwoite, ale Królewscy nadal oglądali plecy swojego największego rywala.

W trwającym sezonie biorąc pod uwagę pięć najmocniejszych lig w Europie Real ma trzecią najwyższą średnią punktów na mecz (2,37). Lepsze są tylko Bayern (2,75) i Barcelona (2,58). Co więcej, biorąc pod uwagę zarówno punkty oczekiwane, jak i różnicę goli oczekiwanych na mecz, jedynie Bawarczycy są lepsi. Oczywiście cieniem na kadencji Alonso kładą się porażki w „dużych” meczach. Real pod jego wodzą przegrał z PSG (0:4) w półfinale Klubowych Mistrzostw Świata, Atletico (2:5) w lidze oraz Liverpoolem (0:1) i Manchesterem City (1:2) w Lidze Mistrzów. Mimo to, Królewscy wciąż są na miejscu gwarantującym bezpośredni awans do 1/8 finału w Champions League.

Xabi Alonso poległ na relacjach z piłkarzami

Punktem zwrotnym, który zadecydował o zwolnieniu Hiszpana jest pierwsze El Classico, wygrane przez Real 2:1. A konkretniej moment, w którym Xabi Alonso zdecydował się na zmianę Viniciusa. Brazylijczyk nie był z tego zadowolony i dał upust swojej frustracji. Mimo, że Real był wówczas liderem La Liga, w mediach coraz więcej zaczęło pisać się o niezadowoleniu piłkarzy ze współpracy z byłym już trenerem. Odprawy taktyczne miały być za długie, a piłkarze domagali się większej swobody. Chcieli oni wrócić do tego, co funkcjonowało za czasów Carlo Ancelottiego.

REKLAMA

Xabi Alonso dostosował więc taktykę pod wymagania piłkarzy. Real nie chciał już dominować i kontrolować meczu poprzez posiadanie piłki i wysoki pressing, jak robił to na początku sezonu. Królewscy stali się zespołem bardziej pragmatycznym, opierającym się na indywidualnych umiejętnościach poszczególnych piłkarzy, czego najlepszym przykładem były oba mecze w Superpucharze Hiszpanii. Zmiana taktyki miała też odzwierciedlenie w wynikach. Średnia punktów na mecz po wspomnianym El Classico spadła z 2,7 do 2. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę współczynnik xG Real wciąż prezentował się na podobnym poziomie. Gdyby relacje Xabiego Alonso z szatnią były lepsze, prawdopodobnie nadal pracowałby w Realu. Nawet pomimo ostatnich gorszych wyników.

Dlaczego nie tylko wyniki przesądzają o zwolnieniu?

Wszystkie te trzy przykłady pokazują, że obecnie w zawodzie trenera często ważniejsze od wyników okazują się relacje z otoczeniem. Z zarządem klubu, szatnią czy mediami. Kolejnym tego typu przykładem może być Nuno Espirito Santo, który został zwolniony przez Nottingham na początku trwającego sezonu. Mimo, że w ubiegłej kampanii osiągnął on historyczny sukces, awansując do Ligi Europy, jego relacje z właścicielem Evangelosem Marinakisem nie były najlepsze. Portugalczyk latem krytykował zarząd i pion sportowy klubu, domagając się większej liczby transferów. W wyniku tego po czterech punktach zdobytych w trzech pierwszych kolejkach został zwolniony.

Wielu kibicom może nie podobać się taka polityka. Niemniej jednak, w ostatnim czasie największe sukcesy odnoszą kluby, w których trener i pion sportowy klubu mówią jednym głosem. Trener odpowiedzialny jest za wdrażanie swojego sposobu gry, a dyrektor sportowy szuka piłkarzy, których charakterystyka będzie pasować do drużyny. Takim przykładem może być tutaj Manchester City z Pepem Guardiolą i Txikim Begiristainem czy na polskim podwórku Jagiellonia, której twarzami sukcesu są Adrian Siemieniec i Łukasz Masłowski.

Ostatnie tygodnie pokazują, że jeżeli trener nie jest w stanie dogadać się z otoczeniem, jest to dla niego gwóźdź do trumny. Trwanie w tak toksycznym związku dłużej nie ma sensu, dlatego przeważnie kończy się to zwolnieniem. Inna sprawa, że niektóre kluby powinny zastanowić się, czy ich model działania ma sens. Czy może jednak trener nie powinien dostać od właścicieli więcej władzy i zaufania w kwestii budowy drużyny, skoro niewielu z nich jest w stanie przetrwać na tym stanowisku dłuższy czas?

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    143,648FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ