NieREALne zadanie. Dlaczego Xabi Alonso poległ na Santiago Bernabeu?

Gdy Real Madryt przekonał Xabiego Alonso do podpisania kontraktu, wydawało się, że lepszego trenera na zastąpienie Carlo Ancelottiego wybrać nie mogli. Hiszpan w przeszłości był znakomitym piłkarzem, występował w barwach Królewskich, trenerską karierę zaczynał z młodzieżowymi drużynami Realu, a seniorski zespół objął po pozytywnej weryfikacji w innym środowisku, wprowadzając Bayer Leverkusen na wyższy poziom i przerywając 11-letnią dominację Bayernu Monachium w Bundeslidze. Niespełna 7 miesięcy wystarczyło jednak, aby Xabi Alonso zakończył na Santiago Bernabeu swój projekt.

Wyniki były akceptowalne

Na odejście Xabiego Alonso można patrzeć w wielu perspektywach. Na sam początek zawsze trzeba wziąć pod uwagę wyniki. Obecny sezon Realu Madryt nie jest idealny. Dla Królewskich celem zawsze jest wygranie wszystkich rozgrywek, w których uczestniczą, a na półmetku sezonu tracą 4 punkty do liderującej Barcelony. Stąd rozczarowanie obecną sytuacją zespołu. Niemniej jednak, pozycja wicelidera wynika bardziej ze znakomitej dyspozycji Barcelony, a nie słabej Realu. Zespół Xabiego Alonso po 19 kolejkach ma 45 punktów, więc nie trudno policzyć, że są na kursie zakończenia sezonu ligowego z dorobkiem 90 „oczek”. Na ostatnich siedem sezonów w sześciu mistrz Hiszpanii zdobywał mniej punktów. Jedynym zespołem z wyższą zdobyczą był Real Carlo Ancelottiego z rozgrywek 2023/24. Barcelona ostatni raz dobiła do granicy 90 punktów w sezonie 2017/18.

REKLAMA

Pod kątem samego punktowania Xabi Alonso zrobił więc progres w porównaniu z ostatnim sezonem Carlo Ancelottiego. Królewscy w ubiegłych rozgrywkach La Liga zdobywali średnio 2,21 punktu na mecz, natomiast aktualnie wskaźnik ten wzrósł do 2,37. Aby uzmysłowić jak wysoka jest to średnia możemy porównać ją na tle wszystkich zespołów z pięciu czołowych lig europejskich. Real zajmuje w tym zestawieniu 3. lokatę. Poza Barceloną, która wyprzedza ich w ligowej tabeli, lepiej punktuje wyłącznie Bayern Monachium. Trudno też powiedzieć, aby Xabi Alonso poległ w innych rozgrywkach. Wprawdzie przegrał Superpuchar Hiszpanii, ale jego bilans w klasykach (1 zwycięstwo, 1 porażka, różnica bramek na zero) jest akceptowalny. W Lidze Mistrzów na dwie kolejki przed zakończeniem fazy ligowej są w TOP 8, które gwarantuje automatyczny awans do 1/8 finału, a więc dwa mecze w sezonie mniej.

Real Madryt zawsze jest porównywany do Barcelony i vice versa, więc jeśli jeden z tych klubów rozgrywa fenomenalny sezon to poprzeczka dla tego drugiego zostaje automatycznie zawieszona wyżej. Xabi Alonso miał pecha, że w pierwszym sezonie pracy trafił na najlepiej punktującą Barcelonę od blisko dekady.

Relacje z piłkarzami

Real Madryt działa w innym stylu niż większość topowych europejskich potęg. Nie jest „klubem trenerów”, a „klubem piłkarzy”. Na Santiago Bernabeu ściągane są największe gwiazdy, mniej niż w innych miejsca bierze się pod uwagę balans zespołu. W innych klubach zapewne zastanowiliby się kilka razy czy na pewno warto ściągać Kyliana Mbappe, skoro jest już Vinicius, piłkarz o bardzo podobnej charakterystyce, który również słabo pracuje bez piłki. W Realu jednak szkoleniowiec jest od tego, aby wszystko poukładać – zarówno na boisku pod kątem taktycznym, jak i w szatni w kwestii relacji personalnych. Takim sposobem Xabi Alonso wszedł do bardzo trudnego środowiska i na tym przede wszystkim poległ.

Największą wadą Xabiego Alonso już na starcie był fakt, że nie jest Carlo Ancelottim. Doświadczony włoski szkoleniowiec idealnie wpasował się do szatni Realu Madryt pełnej gwiazd. Jako – jak często jest nazywany – „dobry wujek” dawał piłkarzom sporo luzu nie tylko na boisku, ale także poza nim. Wiedział, że jeśli chce osiągać sukcesy to musi zbudować dobrą relację z gwiazdami, a to jest możliwe tylko przez pójście im na ustępstwa. Xabi Alonso chciał być inny. Nie zmienił nastawienia o 180 stopni, nie wprowadził wojskowego drylu do szatni. Chciał, aby była to normalna relacja na linii trener – piłkarze, ale jego metody i tak nie spodobały się szatni i z czasem Hiszpan kombinował, jak właściwie dostosować formę przekazu do tej grupy zawodników.

Xabi Alonso upodabniał się do Carlo Ancelottiego

Xabi Alonso nie był Carlo Ancelottim, ale można było odnieść wrażenie, że im dłużej prowadził Real Madryt, tym bardziej chciał nim być. Przychodząc na Santiago Bernabeu wyraźnie pragnął zmienić sposób gry Realu Madryt. Chciał nadać drużynie charakterystycznego sznytu, aby każdy widział, że to jest jego autorski projekt. Królewscy bardziej nastawili się na posiadanie piłki i kontrolowanie meczu poprzez cierpliwą wymianę podań na połowie przeciwnika. Mieli grać w bardziej nowoczesnym, proaktywnym stylu, stosowanym przez większość czołowych zespołów w Europie. Kolejną zmianą było podejście do wysokiego pressingu. O ile wcześniej Real rzadko korzystał z tego elementu, ponieważ ofensywni piłkarze rzadko angażowali się w grę defensywną, tak za Alonso miało się to zmienić. Początek sezonu przynosił nawet pozytywne sygnały. Kylian Mbappe potrafił być zaangażowany w pressing, a cały zespół świetnie funkcjonował w tym elemencie (jak np. w meczu LM przeciwko Marsylii Roberto De Zerbiego), ale taki stan rzeczy długo nie potrwał.

Początkowo Xabi Alonso chciał dostosować Real Madryt do siebie, ale szybko to on zaczął dostosowywać się do Realu Madryt. Hiszpan postanowił pójść na rękę piłkarzom i jego zespół sposobem gry coraz bardziej przypominał ten z wcześniejszych lat, gdy drużynę prowadził Ancelotti. Podczas listopadowej przerwy reprezentacyjnej Los Blancos według danych na portalu Understat – pozwalali rywalom średnio na 9,17 podań zanim podjęli próbę odbioru. W siedmiu kolejnych spotkaniach wskaźnik ten wzrósł (co oznacza mniej intensywny pressing) do 11,77 podań, a w pięciu meczach od początku grudnia wynosi 13,27. Trend jest wyraźny. Real stawał się zespołem coraz bardziej pasywnym bez piłki. Zresztą, ostatnie spotkanie Xabiego Alonso na ławce trenerskiej Królewskich jest tego najlepszym przykładem, gdy w finale Superpucharu Hiszpanii oddali inicjatywę Barcelonie i bronili się w niskim bloku licząc na kontrataki. Nastawienie zespołu było jak wyjęte z podręcznika Carlo Ancelottiego.

Im bardziej Xabi Alonso odchodził od swojej filozofii, tym gorzej grał Real Madryt

W trakcie listopadowej przerwy reprezentacyjnej Real był liderem z 3-punktową przewagą nad Barceloną. Próby dostosowania się do preferencji piłkarzy skończyły się utratą 1. miejsca w tabeli (też dzięki serii zwycięstw Blaugrany) oraz gorszą dyspozycją czysto sportową.

Klęska – bo tak trzeba nazwać koniec projektu po niespełna 7 miesiącach – Xabiego Alonso na Santiago Bernabeu więcej niż o samym trenerze mówi o Realu Madryt. Jeśli szkoleniowiec uważany za jednego z najlepszych w swoim fachu, znający tożsamość tego klubu, a w przeszłości świetny piłkarz nie potrafił zbudować właściwych relacji z piłkarzami, przekonać ich do swojej wizji oraz poradzić sobie z poskładaniem pełnej znakomitych indywidualności, ale źle zbalansowanej kadry, jest to wyzwanie, do którego naprawdę potrzeba wyjątkowych kompetencji. Real Madryt swoją marką zasłużył na określenie, że są klubem, „któremu się nie odmawia”. Ostatnie miesiące pokazują jednak, że być może odrzucenie oferty z ich strony okazałoby się korzystne dla wielu trenerów.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    143,641FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ