Villarreal – słodko-gorzki sezon Żółtej Łodzi Podwodnej

Villarreal był w tym sezonie sprawcą ogromnego pozytywnego zaskoczenia w Lidze Mistrzów i… negatywnego w lidze hiszpańskiej. Żółta Łódź Podwodna pokazała dwa różne oblicza, które jednak nie różni aż tak wiele. Mimo dość rozczarowującego wyniku w LaLiga, w klubie nikt nie bije na alarm i nie zapowiada gwałtownych zmian. W końcu nie wszystko było w tym sezonie takie złe.

W teorii Villarreal dał poznać się z dwóch różnych stron. Z jednej drużyny znakomicie poukładanej taktycznie, przygotowanej na konkretnego przeciwnika i potrafiącej maksymalnie wykorzystać swój potencjał. Z drugiej jednak strony był to zespół mający problemy, kiedy musi dominować, i gubiący się w wyprowadzaniu własnych ataków. Wszystko sprowadza się jednak do tego samego – znakomicie funkcjonującej obrony i niemrawego ataku. Unai Emery doskonale wie, jak prowadzić zespoły z drugiego szeregu. Umie przygotować swoich zawodników na mecze z lepszymi rywalami, dopieszczając niemal każdy szczegół. Przy tym jednak ponownie dało się zauważyć, że kiedy trzeba przejąć kontrolę w meczu z drużyną, która oddaje pole gry, to nie wszystko idzie dobrze. Chciałbym jednak też niejako rozgrzeszyć Emeryego – piłkarze też mają swoje za uszami.

Zawodzący atak i szczelna defensywa

Można obwiniać trenera za czasami zbyt defensywne podejście w niektórych meczach. To chociaż sprawdzało się w tych z silnymi rywalami, tak już w pozostałych spotkaniach raczej utrudniało niż pomagało. Takie, a nie inne nastawienie było jednak podyktowane dostępnymi zawodnikami. Bardzo często kontuzjowany był w tym sezonie Gerard Moreno. Kiedy już grał, to było widać, że szuka formy i nie jest w najlepszej dyspozycji. Boulaye Dia i Paco Alcacer to chociaż z nazwy napastnicy, tak ze strzelaniem bramek w tym sezonie zbyt wiele wspólnego nie mieli.

Ten ciężar spoczywał głównie na Arnaucie Danjumie, który jednak też w trakcie sezonu zmagał się z problemami zdrowotnymi. Yeremy Pino pokazywał kilkukrotnie, że ma ogromny potencjał, ale nie jest jeszcze zawodnikiem, który w pojedynkę będzie odpowiedzialny za grę ofensywną zespołu. Podobnie w przypadku Samuela Chukwueze. Nigeryjczyk miał swoje momenty, ale wciąż było ich za mało. Villarreal nie mógł więc nastawiać się na wymianę ciosów z rywalem. Zwyczajnie brakowało mu do tego argumentów.

Inaczej wyglądała sytuacja w defensywie. W niej niepodzielnie rządził Raul Albiol, który przeżywał chyba kolejną młodość. Może czasami brakowało szybkości, ale skutecznie nadrabiał to ustawieniem. Co najważniejsze, doskonale sprawdzał się w kierowaniu całą obroną. To tym ważniejsze, bo wahania formy przeżywał Pau Torres. Często zdarzało się, że oglądaliśmy na boisku dwóch nominalnych lewych obrońców. Jeden z nich ustawiany był wyżej, na pozycji bocznego pomocnika. Takie rozwiązanie ograniczało ofensywne możliwości drużyny, ale zapewniało większą pewność w tyłach.

Dwie twarze Villarrealu

Przechodząc już do samych wyników drużyny, słusznie będzie rozdzielić je na dwie części – LaLigę i Ligę Mistrzów. Ta przyjemniejsza część dotyczy rozgrywek europejskich. W fazie grupowej Villarreal miał niemałe problemy i dopiero w ostatnim meczu zapewnił sobie awans do fazy pucharowej. W niej od samego początku był uważany za zespół, na który dobrze jest trafić. Jako pierwszy ten błąd popełnił Juventus. Mecz w Hiszpanii zakończył się wówczas remisem, ale w Turynie 3:0 triumfowała ekipa Żółtej Łodzi Podwodnej. Wynik zaskakujący i budujący tę drużynę na mecze kolejnej rundy.

Tam trafili na Bayern Monachium i ponownie – mieli nie mieć żadnych szans. Ku zaskoczeniu większości osób udało im się wygrać w domowym spotkaniu, a tylko jedna zdobyta bramka była wówczas najmniejszym wymiarem kary. W rewanżu zagrali już mocno defensywnie i wykorzystali jedyną swoją okazję, dzięki czemu awansowali dalej. Przeszkodzą nie do pokonania okazał się w półfinale Liverpool. Przy tym i tak należy oddać im, że potrafili wspiąć się na wyżyny i postraszyć angielskiego giganta. Dotarcie do półfinału Ligi Mistrzów jest ogromnym sukcesem, który będzie wspominany przez lata.

Zupełnie inna narracja panuje przy wspominaniu występów Villarrealu w lidze hiszpańskiej. Problemy były od samego początku. Dopiero po 17 meczu udało się wskoczyć do pierwszej dziesiątki ligi. Początek sezonu to ogromne trudności z wygrywaniem meczów. O ile remisy z Realem Madryt czy Atletico Madryt można uznać za dobre wyniki, tak już z Mallorcą lub Granadą niekoniecznie. Tak też wyglądał praktycznie cały sezon Villarrealu. Potrafili postawić się zespołom z czołówki, żeby chwilę później w głupi sposób tracić punkty z ekipami z dołu tabeli. Brakowało regularności i czasem pragmatyzmu, aby dowieźć korzystny wynik do końca.

Podobieństwa

Między Ligą Mistrzów a liga hiszpańską jest jednak wiele podobieństw. Villarreal grał w nich praktycznie w ten sam sposób. Z nastawieniem na obronę i kontrataki, skupiając się przede wszystkim na tym, aby nie stracić bramki. Tak wyglądały mecze z czołówką ligi oraz spotkania fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Zawodnicy Villarrealu potrafili skupić się na te najważniejsze spotkania, o ogromnym ciężarze gatunkowym, ale rozkojarzali się na te teoretycznie prostsze. Takie podejście przynosiło efekty w dwumeczach, kiedy chodziło tylko o awans do następnej rundy. Kiedy jednak chodzi o mecze ligowe, tak często oznaczało to po prostu stratę punktów. Rozumiem, że celem Villarrealu nie było prezentowanie wyrafinowanego futbolu miłego dla oka. Czasami jednak trzeba było czegoś więcej niż tylko szczelnej obrony.

Zachować spokój

Siódme miejsce Villarrealu w LaLiga nie jest katastrofą. Przygoda w Lidze Mistrzów skutecznie osłodziła cały ten sezon. W klubie nikt nie bije teraz na alarm, aby jak najszybciej wprowadzać jakieś zmiany, bo ich miejscem jest Liga Mistrzów. Villarrealem kierują osoby, które trzeźwo patrzą na możliwości klubu i znają jego miejsce. Wiedzą co poszło dobrze, a co nie do końca i teraz pora na wyciągnięcie wniosków i wprowadzenie poprawek. Najpierw potrzebna jest stabilizacja na pewnym dość wysokim poziomie, a dopiero później wspinanie się jeszcze wyżej.

REKLAMA
Michał Jeleń
Michał Jeleńhttps://mymistrzowie.pl/
Piłka nożna na pierwszym miejscu. Fan Realu Madryt. Najczęściej piszę o lidze hiszpańskiej, ale staram się nie zamykać tylko na nią.
PODOBNE
REKLAMA
101,890FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ