Levante czekało trudne zadanie w próbie powrotu do formy, ponieważ mierzyło się z Atletico Madryt, które do tego starcia przystępowała jako niepokonana w La Liga od niemal dwóch miesięcy. Porażka 1:2 z Realem Sociedad w ubiegły weekend wydłużyła niepokojącą serię Levante do zaledwie jednego zwycięstwa w siedmiu ligowych meczach. W efekcie zespół Luisa Castro przystępował do tej kolejki, balansując niebezpiecznie blisko strefy spadkowej. Atletico Madryt odniosło szóste ligowe zwycięstwo z rzędu, pokonując ostatnio Deportivo A Coruna 1:0. Dzięki temu przed tym spotkaniem traciło do lidera La Liga tylko dwa punkty. Zespół Diego Simeone zachował pięć czystych kont, co jest najlepszym wynikiem w lidze, a ponadto wygrał bez straty gola wszystkie cztery mecze z drużynami rozpoczynającymi tę kolejkę w dolnej połowie tabeli. Faworyt tego spotkania był zatem tylko jeden.
Twardy orzech do zgryzienia
O tym, że z Levante na ich terenie gra się ciężko przekonało się już kilka mocnych ekip w tym sezonie. Real Betis przegrał 5:2, Athletic Bilbao 3:1, a FC Barcelona mimo, że całe starcie wygrała, to przy tym dała sobie strzelić dwie bramki. Atletico zdawało sobie z tego sprawę, lecz nie było w stanie od samego początku meczu uniknąć groźnych akcji piłkarzy Levante. Jednak po nich przyszedł lepszy czas. Goście z minuty na minutę coraz bardziej budowali swoją przewagę i tworzyli groźne sytuacje. Brakowało jedynie skuteczności.
Znakomicie wyglądał i funkcjonował duet Kang-in Lee – Julian Alvarez. Los Colchoneros dodatkowo przejęli inicjatywę w środku pola. Kasper Hjulmand i Alex Baena tworzyli znakomite przestrzenie, szukając jednocześnie podań za linię obrony. Z kolei Marcos Llorente i Alex Grimaldo bardzo fajnie wchodzili w akcje ofensywne jako boczni obrońcy. Ten drugi w 36. minucie dał prowadzenie swojej drużynie. Los Colchoneros dopięli swego jak najbardziej zasłużenie i mogli spokojnie skupić się na powiększaniu przewagi lub przynajmniej jak to ma w zwyczaju jej utrzymywaniu.
Pokazać klasę i domknąć mecz
Atletico szukało drugiego trafienia. Dodatkowo uważało na pojedyncze ataki swoich rywali. Piłkarze Levante starali się jakkolwiek odpowiadać Los Colchoneros i również szukali swoich szans. Za to jak najbardziej podopiecznych Luisa Castro trzeba pochwalić. Jednak nie takie numery z piłkarzami Diego Simeone. W 62. minucie szybki kontratak po podaniu Alexa Baeny na bramkę zamienił Giuliano Simeone. Goście mieli zatem wszystko to, co lubią najbardziej. Bezpieczne, dwubramkowe prowadzenie i potencjalne czyste konto. Nic tylko dowieźć to do mety i myśleć o następnym spotkaniu.
Atletico dzięki temu zwycięstwu do meczu dzisiejszego meczu FC Barcelony z Deportivo Alaves wskoczyło na fotel lidera. A za tydzień podopieczni Diego Simeone zawalczą o niego, by zasiąść na nim na nieco dłużej. W przyszły weekend czeka ich hitowe starcie właśnie z Dumą Katalonii. Przed tym w tygodniu czeka ciężkie starcie w Champions League z Bayernem Monachium.


