W Krakowie robi się coraz goręcej. Cracovia przegrała już siódmy mecz w tym sezonie. Zaczęła dobrze, bo od zdobytej bramki, tyle że Motor Lublin zdołał odpowiedzieć i poprawić po swojemu. A już za tydzień najważniejszy mecz w tym półroczu – derby z Wisłą Kraków.
Zaskoczyła nas tak ofensywna gra na początku meczu, bo oba zespoły poszły na zwarcie bez zastanowienia. Mnóstwo roboty mieli w pierwszej połowie bramkarze. Gasper Tratnik co i rusz musiał wyciągać się jak struna, żeby zapobiec utracie gola. Pierwszy strzał Ajdina Hasicia z pola karnego akurat leciał w środek, lecz Martin Minchev uderzał już znacznie groźniej. Słoweniec nie poradził sobie tylko przy uderzeniu Bośniaka z woleja w 13. minucie. Piłka trafiła w słupek, a bramkarz Motoru nie miał czasu na interwencję.
Hasić – jak to ma w zwyczaju – był najaktywniejszym zawodnikiem Cracovii. Koledzy próbowali pójść w jego ślady, natomiast Lasse Nordas swoim samolubstwem pozbawił kolegę łatwego gola. Zamiast wyłożyć piłkę na pustą bramkę, piłkę strzałem z pola karnego posłał wysoko w trybuny. Pisaliśmy o Tratniku, a przecież Sebastian Madejski po drugiej stronie boiska też nie mógł narzekać na nudę. Na początku musiał odbijać główkę Karola Czubaka, interweniował po strzale Christophera Simona, lecz Motor dwa razy trafiał do siatki. Najpierw po rzucie rożnym, gdy Tim Plavotić zdołał skorzystać z wybijanej przez Brahima Traore piłki. Potem gdy Ronemu Lopesowi pozycję strzelecką wypracował Jacques Mbaye Ndiaye.
Trybuny nie były zadowolone z postaw gospodarzy. Niezła gra jednostek nie przenosiła się na wynik. Lublinianie mieli jeszcze jedną świetną szansę przed przerwą – Fabio Ronaldo spudłował po odbitym przez Madejskiego strzale. Rozumiemy, że piłka mogła zaskoczyć zawodnika, lecz taka skucha nie przystoi. Będąca w tarapatach Cracovia w przerwie musiała wziąć się w garść i spróbować złapać przeciwnika, póki ten jest na wyciągnięcie ręki. Tempo co i rusz podkręcał Hasić, lecz cały czas to było za mało. Brakowało też szczęścia, bo Minchev uderzeniem obił tylko obramowanie bramki. Motor nie potrafił na dłużej wyjść spod presji rywali, ale bardzo dobrze się bronił. Lublinianie zamknęli dostęp do własnego pola karnego, z czym poradzić nie potrafiła sobie Cracovia. Za mało było kreatywności z przodu. Sam Hasić nie mógł za dużo zdziałać.


