José Mourinho znów ma swoje pięć minut. Legendarny szkoleniowiec powrócił na Camp Nou i poprowadził Real Madryt do zwycięstwa 2:1 nad Barceloną. Portugalczyk po meczu chwalił swoich piłkarzy, ale miał też pretensje do sędziów VAR, którzy jego zdaniem powinni doprowadzić do wyrzucenia João Cancelo z boiska. Znalazł również okazję, żeby zażartować z kibiców gospodarzy, którzy przeszkodzili mu w popołudniowej drzemce. Hansi Flick przyznał natomiast, że Barcelonie zabrakło świeżości, a pytany o przyczyny słabszego występu przypomniał dziennikarzom o problemach z podróżami i napiętym terminarzu. Niedzielna porażka zakończyła serię dziewięciu ligowych zwycięstw Katalończyków, a przewaga nad Realem Madryt stopniała z sześciu do trzech punktów.
Mourinho miał pretensje do VAR. „Spał w 60. minucie”
Trzynaście lat po zakończeniu pierwszej kadencji José Mourinho ponownie poprowadził Real Madryt w El Clásico na Camp Nou. Portugalczyk musiał radzić sobie bez zawieszonego Viníciusa Júniora oraz Thibauta Courtois, którego w ostatniej chwili z kadry meczowej wykluczyła grypa. Mimo tych problemów Królewscy zdołali pokonać Barcelonę, która przystępowała do spotkania z kompletem dziewięciu ligowych zwycięstw. Kylian Mbappé otworzył wynik w 41. minucie, gdy po dośrodkowaniu Yana Diomandé piłka odbiła się od Gerarda Martína i trafiła wprost w francuskiego napastnika. Po przerwie wyrównał Raphinha, ale w 87. minucie Mbappé ponownie znalazł drogę do siatki, wykorzystując podanie Eduardo Camavingi. Mourinho był zadowolony z organizacji gry Realu, który potrafił wychodzić spod wysokiego pressingu Barcelony i wykorzystywać przestrzenie pozostawiane za linią obrony gospodarzy. Zwracał uwagę, że nawet po wyrównaniu jego piłkarze nie stracili spokoju, choć przez sporą część drugiej połowy musieli radzić sobie z naporem przeciwnika. Portugalczyk stwierdził, że było to najcenniejsze zwycięstwo podczas jego drugiej kadencji w Madrycie, biorąc pod uwagę klasę rywala i sposób rozegrania spotkania. Miał jednak zastrzeżenia do decyzji sędziowskiej po ostrym wejściu João Cancelo w Yana Diomandégo. Trener Królewskich był przekonany, że zawodnik Barcelony zasłużył na czerwoną kartkę.
– Sędzia poprowadził bardzo dobry mecz, ale VAR spał w 60. minucie – stwierdził Mourinho, który uważał, że wykluczenie Cancelo mogło istotnie wpłynąć na dalszą rywalizację. Portugalczyk podkreślił przy tym, że nie ma większych zastrzeżeń do pracy głównego arbitra. Tym bardziej dziwiła go postawa zespołu VAR, który nie zdecydował się na interwencję. Kilka minut po kontrowersyjnym starciu Barcelona doprowadziła do wyrównania, ale ostatecznie to Real wykorzystał swoją okazję w końcówce i wywiózł z Camp Nou trzy punkty.
Mourinho pochwalił Łunina. Kibicom Barcelony zadedykował zwycięstwo
Mourinho poświęcił również sporo uwagi Andrijowi Łuninowi, który zastąpił chorego Courtois, mimo że wcześniej nie rozegrał w obecnym sezonie ani minuty. Portugalczyk zauważył, że podczas konferencji dziennikarze początkowo w ogóle nie pytali o Ukraińca, choć gdyby popełnił błąd prowadzący do porażki, zapewne byłby jednym z pierwszych tematów rozmowy. Przed meczem szkoleniowiec powiedział mu jedynie, że trenuje po to, żeby grać, a nie siedzieć na ławce rezerwowych. Łunin poradził sobie z presją, a Mourinho docenił jego spokój i interwencje. Wyróżnił także Federico Valverde, który przez ponad czterdzieści minut kontynuował grę mimo urazu, oraz Camavingę, wprowadzonego w drugiej połowie w celu lepszego wykorzystania wolnych przestrzeni w defensywie Barcelony. Francuz miał zresztą bezpośredni udział w zwycięskim trafieniu Mbappé.
Portugalczyk nie ukrywał również znaczenia wyniku dla sytuacji w tabeli. Przed spotkaniem Real tracił do Barcelony sześć punktów, a ewentualna porażka oznaczałaby już dziewięć oczek straty po dziesięciu kolejkach. Zamiast tego Królewscy zbliżyli się do lidera na trzy punkty, choć nadal zajmują trzecie miejsce, za Atlético Madryt. Mourinho ostrzegł jednak zawodników przed nadmiernym świętowaniem. Przypomniał, że Real nie gra wyłącznie po to, żeby pokonać Barcelonę na jej stadionie, lecz przede wszystkim zdobyć mistrzostwo Hiszpanii. Zwycięstwo w klasyku straci znaczenie, jeżeli drużyna zacznie gubić punkty w kolejnych spotkaniach.
Znacznie bardziej żartobliwy był Mourinho podczas rozmowy z Real Madrid TV. Kibice Barcelony zgromadzili się pod hotelem, w którym przebywali piłkarze Realu, a ich śpiewy zakłóciły Portugalczykowi popołudniowy odpoczynek. Po meczu szkoleniowiec postanowił im to przypomnieć, dedykując im zwycięstwo. – Nie udało mi się zdrzemnąć, ale udało mi się pokonać ich drużynę. Mocno ich ściskam – powiedział w swoim stylu Mourinho.
Flick zirytowany pytaniami o zmęczenie. „Oglądacie tylko mecze”
Hansi Flick przyznał, że Barcelona nie zagrała na poziomie, do którego przyzwyczaiła kibiców w pierwszych tygodniach sezonu. Niemiec miał największe pretensje o pierwszą połowę, podczas której Real kilkukrotnie przedostał się za linię obrony gospodarzy i mógł prowadzić wyżej niż 1:0. Po przerwie Katalończycy poprawili grę, doprowadzili do wyrównania i przez pewien czas częściej atakowali bramkę Łunina. Nie wystarczyło to jednak do przedłużenia zwycięskiej serii, ponieważ jedna z kontr zakończyła się drugim trafieniem Mbappé. Flick przyznał, że Real lepiej niż w poprzednich klasykach radził sobie z pressingiem i potrafił skutecznie ograniczać możliwości ofensywne Barcelony.
Podczas konferencji szkoleniowiec gospodarzy odniósł się również do zmęczenia zawodników. Pytany o przyczyny słabszego występu przypomniał dziennikarzom, że widzą przede wszystkim same mecze, podczas gdy drużyna musi jeszcze radzić sobie z podróżami i bardzo krótkimi przerwami na regenerację. Jako przykład podał niedawne problemy podczas wyjazdu do Sewilli. Piłkarze Barcelony spędzili trzy godziny w samolocie, po czym zdecydowano o powrocie do hotelu i pozostaniu tam na noc. Następnego dnia drużyna poleciała bezpośrednio do Paryża na spotkanie Ligi Mistrzów. Flick uważał, że takie komplikacje mają znaczenie, szczególnie gdy pomiędzy wymagającymi meczami pozostają zaledwie dwa dni odpoczynku.
– Nie akceptuję wymówek. Prawdą jest jednak, że dzisiaj zabrakło nam świeżości i musimy to zmienić – tłumaczył niemiecki szkoleniowiec. Flick zaznaczył, że zdecydowanie wolałby rozmawiać o podobnych problemach po zwycięstwie, ponieważ po porażce łatwo odebrać jego słowa jako próbę usprawiedliwienia wyniku. Nie zmienia to faktu, że Barcelona w ciągu kilku dni przegrała dwa ważne spotkania. Najpierw uległa Paris Saint-Germain 2:4 w Lidze Mistrzów, a następnie straciła komplet punktów w El Clásico. Niemiec zwracał ponadto uwagę na sytuację kadrową, szczególnie w obronie, gdzie urazy kolejnych zawodników ograniczają mu możliwości dokonywania zmian. Wspomniał o problemach zdrowotnych Erica Garcíi, Jules’a Koundé i Andreasa Christensena, a także o konieczności sięgania po piłkarzy Barcelony B oraz La Masii, jeśli sytuacja się nie poprawi. Szkoleniowiec nie obawia się jednak, że dwie porażki z rzędu spowodują poważniejszy kryzys. Przypomniał, że Barcelona wygrała dziewięć pierwszych meczów ligowych, a słabsze występy zdarzają się nawet najlepszym zespołom. W najbliższych dniach część piłkarzy otrzyma dwa dni wolnego, pozostali wcześniej wrócą do zajęć, a sztab będzie miał wreszcie kilka dni na spokojniejsze przygotowania do następnego spotkania. Flick chce wykorzystać tę przerwę przede wszystkim na regenerację oraz poprawę gry defensywnej, która w ostatnich dwóch meczach kosztowała jego drużynę sześć straconych bramek. Barcelona nadal prowadzi w La Liga z 27 punktami, ale Atlético Madryt ma już tylko dwa mniej, a Real trzy.


