Michael Carrick może się pakować? Chelsea wypunktowała Czerwone Diabły

Chelsea w poprzednią sobotę straciła szansę na powrót do czołowej czwórki Premier League, gdyż na Stamford Bridge przegrała z londyńskim rywalem Tottenhamem 0:2. Styl gry The Blues oraz fakt, że pokonał ich właśnie ten przeciwnik, mogą wywierać coraz większą presję na trenerze Xabim Alonso. Chelsea przystępowała do tego meczu z zaledwie dwoma zwycięstwami w ostatnich sześciu spotkaniach Premier League. Z kolei Manchester United w ubiegłym tygodniu przegrał u siebie z Bournemouth 0:3, co wyglądało na koniec kadencji Michaela Carricka. Po okresie niezdecydowania zarząd pozostawił jednak szkoleniowca na stanowisku, przynajmniej na wyjazd do Londynu. Nic dziwnego, że spekulacje na temat jego przyszłości przybierają na sile, skoro United nie wygrał od ośmiu meczów we wszystkich rozgrywkach, a jedyne ligowe zwycięstwo w tym sezonie odniósł jeszcze w sierpniu. Do tego strefa spadkowa jest coraz bliżej.

Szukanie swojej najlepszej gry

Pierwsze 15 minut zdecydowanie należało do piłkarzy Chelsea. Podopieczni Xabiego Alonso kontrolowali przebieg gry, dyktując przy tym tempo. Zmuszali gości do biegania za piłką, tworząc jednocześnie groźne sytuacje bramkowe. Z kolei Czerwone Diabły starały się przeprowadzać szybkie kontrataki i skutecznie zakładać pressing. Gdy im się to udawało, obrona Chelsea miała gigantyczne problemy. Zwłaszcza Wesley Fofana, który popełniał błąd za błędem. Każda drużyna miała swoje momenty, choć więcej było jednak tych słabszych. Oba zespoły wciąż szukały swojej najlepszej gry i tożsamości. Widać było, że znajdują się na etapie przebudowy i daleko im do optymalnej dyspozycji.

Nikt nie potrafił wykorzystać słabszej postawy przeciwnika czy popełnianych przez niego błędów. Brakowało skuteczności i piłkarza, który potrafiłby zrobić coś nadzwyczajnego. Na pochwałę zasługuje jednak postawa środkowych pomocników obu drużyn. Było sporo walki i znakomitych, otwierających podań, ale brakowało odpowiedniego wykończenia akcji. Mecz uśpionych gigantów, którzy nie potrafią się otworzyć na spokojne, a przede wszystkim jakościowe granie.

W końcu konkrety

Znakomicie weszła w drugą część spotkania drużyna Xabiego Alonso. W 50. minucie piłkę w środku pola odzyskał Roméo Lavia. Ta trafiła do Morgana Rogersa, który wykorzystał bierność obrońców Manchesteru United, wjechał w pole karne i strzelił gola. Chelsea jako pierwsza wykorzystała błąd rywali i ruszyła po zwycięstwo. Kibice The Blues doskonale zdawali sobie jednak sprawę, że nie mogą się zbytnio cieszyć na zapas. Ich ulubieńcy potrafią przecież robić nie takie psikusy swoim fanom, a przede wszystkim sobie.

Kłopoty Manchesteru United z minuty na minutę narastały. W 63. minucie drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, obejrzał Lisandro Martínez. Argentyńczyk faulował w polu karnym Wesleya Fofanę i sprokurował rzut karny. Na gola zamienił go Cole Palmer. Wydawało się, że już nic piłkarzom Chelsea nie może zagrozić. Co najwyżej tylko oni sami. Czerwone Diabły wyglądały na bezradne, pozbawione jakiejkolwiek chęci do walki. Trudno wyobrazić sobie gorszy początek drugiej połowy. A Chelsea to jak najbardziej odpowiadało.

Z minuty na minutę gospodarze grali coraz swobodniej i tworzyli kolejne okazje, jednak nie zdołali już podwyższyć prowadzenia. Druga połowa to zdecydowana dominacja piłkarzy Chelsea. The Blues też mają swoje problemy, lecz po tym meczu można odnieść wrażenie, że pod wodzą Xabiego Alonso ten zespół przynajmniej zmierza w określonym kierunku. W Manchesterze United czegoś takiego nie widać. To sprawia, że po weekendzie Michael Carrick może się pakować i szukać nowego zajęcia. Czerwone Diabły, przy korzystnych wynikach rywali, mogą po tej kolejce wylądować w strefie spadkowej.

Chelsea – Manchester United 2:0 (Rogers 50′, Palmer 64′ – rzut karny)

Mateusz Topolski
Mateusz Topolski
Pasjonat futbolu, najlepiej w wydaniu polskim, włoskim i hiszpańskim. Wierny fan Lecha Poznań i wszystkiego co romantyczne oraz inspirujące w piłce nożnej. Poza tym chętnie spoglądam na F1, tenis ziemny i siatkówkę.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →