Mecz dwóch różnych połów. Nafciarze odrobili straty i dzielą się punktami z Piastem

Piast Gliwice prowadził w Płocku już 2:0 i przez znaczną część pierwszej połowy sprawiał wrażenie drużyny, która ma spotkanie pod kontrolą. Wisła nie zamierzała jednak pogodzić się z porażką. Gol Olafa Kobackiego na początku drugiej części spotkania przywrócił gospodarzom nadzieję, a w 67. minucie Łukasz Sekulski doprowadził do wyrównania. Ostatecznie obie drużyny podzieliły się punktami, chociaż każda z nich może żałować niewykorzystanej okazji na zwycięstwo.

Piast wykorzystał błędy Wisły Płock

Początek meczu nie zapowiadał, że na pierwszego gola trzeba będzie czekać do 24. minuty. Już w trzeciej minucie Samuel Akere otrzymał podanie od Łukasza Sekulskiego, ale jego strzał zza pola karnego minął słupek. Niedługo później dogodną okazję miał Olaf Kobacki, który zamiast samemu uderzać, próbował jeszcze dograć piłkę do Sekulskiego. Obrońcy Piasta zdołali jednak przeciąć podanie. Goście również nie zamierzali ograniczać się do bronienia własnej bramki. W jedenastej minucie Ivan Lima powinien był otworzyć wynik spotkania, lecz po fatalnym błędzie gospodarzy nie trafił do bramki.

Piast coraz lepiej wykorzystywał problemy Wisły z rozegraniem piłki pod pressingiem. W 24. minucie Marcin Kamiński popełnił błąd przed własnym polem karnym, co wykorzystał Ivan Lima. Skrzydłowy gości przejął piłkę i wyłożył ją Andreasowi Katsantonisowi, który z bliskiej odległości pokonał Rafała Leszczyńskiego. Gliwiczanie objęli prowadzenie, a ich dobra organizacja gry zaczęła przynosić wymierne korzyści. Wisła miała problemy z wydostawaniem się spod pressingu, a próby uruchamiania Samuela Akere długimi podaniami nie dawały oczekiwanych rezultatów.

W 37. minucie było już 0:2. Tym razem Piast przeprowadził składną akcję, którą wykończył Oskar Leśniak po podaniu Hugo Vallejo. Goście wyglądali coraz pewniej, sprawnie przenosili piłkę pod pole karne gospodarzy i potrafili wykorzystać błędy w ich ustawieniu. Jeszcze w pierwszym kwadransie Wisła miała swoje okazje, ale później inicjatywa wyraźnie należała do zespołu Daniela Myśliwca. Dwubramkowe prowadzenie Piasta do przerwy nie było więc przypadkiem.

Kobacki dał sygnał do odrabiania strat

Po zmianie stron wystarczyła zaledwie jedna akcja, żeby sytuacja zaczęła wyglądać zupełnie inaczej. Już w 46. minucie Olaf Kobacki wykorzystał podanie Žana Rogelja i zdobył bramkę kontaktową. Dla gospodarzy był to znakomity początek drugiej połowy, a dla Piasta sygnał, że prowadzenie wypracowane przed przerwą może bardzo szybko stopnieć.

Gliwiczanie nie potrafili już grać z taką swobodą jak wcześniej. Znacznie rzadziej przedostawali się pod bramkę Leszczyńskiego, a Wisła coraz częściej utrzymywała się przy piłce na połowie przeciwnika. Zmienił się również obraz pojedynków w środku pola. Goście przestali regularnie odbierać futbolówkę w dogodnych miejscach i mieli coraz większe trudności z wyprowadzaniem ataków. Czy wpływ na to miała dogrywka rozegrana kilka dni wcześniej z Górnikiem Zabrze? Niewykluczone, ale równie istotne mogły być reakcja gospodarzy po strzelonym golu i zmiana sposobu prowadzenia meczu.

W 67. minucie Łukasz Sekulski doprowadził do remisu. Wisła potrzebowała więc niewiele ponad dwudziestu minut drugiej połowy, żeby odrobić dwubramkową stratę. Piast, który przed przerwą sprawnie wykorzystywał błędy rywali, sam zaczął mieć problemy z organizacją gry. Gospodarze odzyskali pewność siebie i mogli myśleć nawet o zwycięstwie, chociaż ostatecznie nie zdołali zdobyć trzeciej bramki.

Remis 2:2 pozostawia obie drużyny z pewnym niedosytem. Wisła może żałować błędów w pierwszej połowie, szczególnie przy otwierającym wynik trafieniu Katsantonisa. Piast natomiast wypuścił dwubramkowe prowadzenie i nie zdołał skutecznie zareagować na zmianę przebiegu spotkania. Drużyna Daniela Myśliwca przez pierwsze 45 minut prezentowała się na tyle dobrze, że powinna była wracać do Gliwic z kompletem punktów. Po przerwie lepiej wyglądała jednak Wisła, która zasłużenie uratowała remis.

Wisła Płock – Piast Gliwice 2:2 (Kobacki 46′, Sekulski 67′ – Katsantonis 24′, Leśniak 37′)

Mateusz Topolski
Mateusz Topolski
Pasjonat futbolu, najlepiej w wydaniu polskim, włoskim i hiszpańskim. Wierny fan Lecha Poznań i wszystkiego co romantyczne oraz inspirujące w piłce nożnej. Poza tym chętnie spoglądam na F1, tenis ziemny i siatkówkę.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →