Patryk Klimala – nie strzela goli, ale wychodzi w podstawowej jedenastce Celticu

16 lat temu piłkarska Polska żyła przenosinami Macieja Żurawskiego do Celticu Glasgow.

Czołowy snajper Ekstraklasy ruszał na podbój Szkocji, a każdy jego występ był analizowany przez potężne grono dziennikarzy. Popularny „Żuraw” długo się rozkręcał, do 21 kolejki rozgrywek notując ledwie 4 trafienia. Często nie łapał się nawet do kadry meczowej. Kiedy już jednak wszedł na swój poziom, to z miejsca stał się jednym z najlepszych snajperów rozgrywek. Kultowy mecz z Dunfermline, w którym strzelił 4 gole i zanotował 2 asysty na zawsze zapisał się w historii Celtów. Oczywiście, to był wielki początek, ale zarazem koniec wielkiej formy „Magica” – jak nazywali go wówczas Szkoci. 2 lata później z trudem łapał się na ławkę rezerwowych i został sprzedany do greckiej Larisy.

4 lata później Celtowie ponownie skusili się na polskiego napastnika.

Tym razem wybór padł na Pawła Brożka, a transfer był w rzeczywistości półrocznym wypożyczeniem. „Broziu” 3 razy pojawił się na murawie i… tyle go widzieli.

Nieoczekiwanie z początkiem 2020 roku Celtic ponownie sprowadził do siebie polskiego napastnika. 22-letni Patryk Klimala miał za sobą niezłą rundę w barwach Jagiellonii Białystok – a raczej kilka niezłych spotkań, bo tak naprawdę na plus można zapisać mu około 7-8 występów. To wystarczyło, żeby Szkoci zapłacili aż 4 miliony euro. Mówimy o kwocie większej niż ta wydana na Żurawskiego – co oczywiście nie jest jakąś sensacją przy ostatnich wzrostach cen. Klimala jako stosunkowo młody piłkarz wydawał się niezłą inwestycją na przyszłość. W poprzednim sezonie na boiskach Scottish Premiership rozegrał ledwie 15 minut, będąc napastnikiem numer 5-6 w hierarchii Neila Lennona.

Nowy sezon rozpoczął znakomicie.

„1” w hierarchii pozostał Odsonne Edouard, a Klimala stał się jego bezpośrednim zmiennikiem. W inaugurującym sezon spotkaniu wszedł na ostatnie 4 minuty wpisując się na listę strzelców. Stopniowo zyskiwał coraz lepszą pozycję, a w 11 kolejce wybiegł w podstawowym składzie przeciwko Rangersom. Niestety – występ okazał się potężnym zawodem. Pan Patryk przez 67 minut miał ledwie 12 kontaktów z piłką. Polak dostał jeszcze szansę w meczu z Lille (Liga Europy) a następnie został odstawiony na boczny tor.

Sytuacja zmieniła się w ostatniej kolejce, gdy Lennon został zwolniony. Tymczasowy trener John Kennedy zaufał Patrykowi, a Klimala wybiegł w pierwszym składzie na mecz z Aberdeen. Niestety – wyróżnił się głównie zmarnowaną „setką”.

Szkocka prasa sugeruje, że napastnik latem może zostać oddany na wypożyczenie, ale nie wykluczone, że dostanie kolejną szansę. Dostał ich już sporo i raczej nie potrafił do siebie przekonać. To niezwykle intrygująca sytuacja, bowiem zazwyczaj słyszeliśmy, że zagraniczni trenerzy nie lubią Polaków i skreślają ich po gorszym występie. W Celticu cierpliwość do Klimali jest aż nad wyraz duża. Czy Patryk pokazał w Ekstraklasie coś, co sugerowałoby, że pewnego dnia zostanie topowym snajperem? Czy w którymś ze spotkań „The Bhoys” zachwycił? Z przykrością stwierdzam, że nie.

Patryk Klimala mając 22 lata uzbierał 8 trafień w Ekstraklasie oraz 3 w szkockiej Premiership.

Szału nie ma, ale Patryk Klimala wciąż może zaskoczyć. Miał swoje przebłyski, chociażby w barwach młodzieżówki. Dziś stoi na rozstaju i ma dwie drogi rozwoju. Perspektywy na zaistnienie w poważnej piłce są wciąż realne, ale musi zacząć wykorzystywać otrzymywane możliwości. Jeśli się nie uda – no cóż, w wielu klubach przyjmą go z otwartymi ramionami. W obu podstawowym warunkiem jest jednak strzelanie bramek, a z tym ostatnio nie jest różowo. Czas zacząć spłacać kredyt zaufania.

Fot. Glasgow Live

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
101,854FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ