Wygrana Lecha Poznań z duńskim Aarhus GF była świetnym wejściem w eliminacje do Ligi Mistrzów. Zwycięstwo 4:1 dało spokój przed rewanżem i spory zapas, który nie powinien przez Lechitów zostać roztrwoniony. W grze Poznaniaków od początku było widać trochę inne podejście niż sezon temu, gdy na starcia z Crveną zvezdą czy KRC Genk wychodzili z młodzieńczą fantazją. Lech wyciągnął wnioski, o czym na konferencji wspominał Niels Frederiksen.
Szkoleniowiec polskiego zespołu na pytanie, czy bardziej pragmatyczne podejście połączone z grą długim podaniem było faktycznym planem meczowym, czy to wyszło „w praniu”:
Chcieliśmy grać nieco prościej od początku, postawić na nieco prostsze rozwiązania. Rozmawialiśmy z zawodnikami, żeby wejść w ten mecz w ten sposób i się rozkręcić, a później nieco zmienić sposób naszego grania. Może trochę za dużo czekaliśmy, jeśli chodzi o zmianę i przeskok na ten nieco inny sposób grania. Aczkolwiek te piłki za plecy pozostawały naszym planem cały czas i miałem takie wrażenie na samym początku meczu, że udało nam się zepchnąć gospodarzy do obrony.
Aarhus GF próbowało się postawić, lecz Lech Poznań pokazał jakość
Widać było, że to funkcjonuje. Aarhus GF na początku meczu chciało narzucić swoją wysoką intensywność, zaś Lech czekał. Cofnął się trochę głębiej, dał się wyszaleć Duńczykom, a później z zimną krwią wykorzystał swój moment. Najpierw Mikael Ishak huknął lewą nogą pod poprzeczkę, a następnie – właśnie po długiej piłce za plecy defensorów – Luis Palma wywalczył czerwoną kartkę. Grający w osłabieniu rywal szybko został ugodzony po raz drugi. Dwójkowa akcja Antoniego Kozubala i Patrika Walemarka na małej przestrzeni była pokazem techniki. Na tę jakość zwracał uwagę trener podczas swojego podsumowania meczu:
Oczywiście, że jeżeli rozpoczynasz dwumecz od zwycięstwa 4:1 w pierwszym meczu, to jest to dobra okoliczność. Jest to dobry punkt wyjściowy w kontekście rewanżu, ale w dalszym ciągu mamy robotę do wykonania za tydzień. Będziemy musieli dokończyć, to co dzisiaj zaczęliśmy. Patrzyłem na ten mecz pozytywnie. Mam takie wrażenie, że zdobyliśmy bramkę w takim momencie, w którym byliśmy nieco cofnięci. Tutaj jednak wyszła nasza jakość przy tym golu na 1:0. W dalszych fragmentach przy grze w przewadze nieźle kontrolowaliśmy to, co się działo na boisku. Jako trener zawsze bym sobie życzył, aby było jeszcze lepiej. Żeby jeszcze efektywniej kontrolować to, co się dzieje. Patrzymy jednak na wynik końcowy i widzimy, że jest on z naszej perspektywy top.
Frederiksen o początku drugiej połowy: Straciliśmy koncentrację
Lech Poznań nie wystrzegł się jednak momentów, gdy dał się zepchnąć do obrony. Na początku drugiej połowy w szykach defensywnych wkradł się chaos, a każda piłka zagrana w okolice jego pola karnego śmierdziała golem. Taki zresztą też padł, mimo że Kolejorz grał przecież jednego więcej. Niels Frederiksen winę zrzuca na brak koncentracji:
Wtedy faktycznie rywal mógł nam zagrozić najmocniej. Strzelił gola. Absolutnie nie mogłem być zadowolony z tego, co widzę, bo mam wrażenie, że wyszliśmy z szatni na drugą połowę nieco pozbawieni należytej koncentracji. Brakowało nam pełnego skupienia na tym, co się dzieje na boisku. Stąd – nie ukrywam – moja irytacja. Nie było żadnego powodu, żeby w ten sposób wchodzić w tą drugą połowę. Moje poczucie było takie, że straciliśmy koncentrację, a tego na tym poziomie nie powinniśmy robić.
Teraz Aarhus GF przyjedzie do Poznania w następny wtorek. Między tymi meczami Lech zagra jeszcze inauguracyjny mecz PKO BP Ekstraklasy z Cracovią przed własną publicznością. Ze względu na bardzo korzystny wynik nie zanosi się na to, aby spotkanie z Pasami zostało przełożone.



