GKS Katowice pokazał się w tym tygodniu bardzo dobrze, wygrywając w rewanżu 3:1 ze słowacką Žiliną. Kibice GieKSy mieli dziś uzasadnione nadzieje na to, że ich klub obroni swój rekord meczów bez porażki na domowym boisku. Podopieczni Rafała Góraka w 2026 roku nie ulegli jeszcze ani razu przy Nowej Bukowej. Nadzieje były nawet mimo tego, że ligowy początek sezonu nie należał do udanych. W przeciwieństwie do Radomiaka, który wszedł w Ekstraklasę od zwycięstwa nad Wieczystą. Jak stwierdził trener, Tomasz Kaczmarek, Zieloni muszą poprawić grę piłką oraz intensywność, aby wynik mógł usatysfakcjonować ich drużynę.
Jednostronny mecz, a i tak remis
Ostatni z niedzielnych meczy rozpoczął się dość wyrównanie, mimo intensywnego tempa gry ze strony obu drużyn. Pierwszymi do ataku okazali się gospodarze, którzy już w 7. minucie przypuścili atak. Ilja Szkurin po dośrodkowaniu strzelił na bramkę Radomiaka, lecz został on obroniony przez Filipa Majchrowicza. Napastnik w 9. minucie podjął się drugiej próby, jednak piłka minęła bramkę. Zespół GieKSy nie zdemotywował się jednak i kilka minut później mogliśmy oglądać Emana Markovića próbującego swoich sił, jednakże bramkarz gości dzięki swojemu dobremu ustawieniu ponownie ochronił wynik. Dokładnie tak jak w 15. minucie, kiedy to w doskonałym stylu dynamicznie zatrzymał piłkę Erika Jirki.
GieKSa przejawiała również bardzo dużo swobody w grze, z łatwością przychodziło im kreowanie akcji. Świetnie funkcjonujące skrzydła, Katowiczanie dobrze atakowali lewą i prawą flanką. Radomiak z kolei miał do powiedzenia bardzo mało, w pierwszym kwadransie ani razu nie zagrozili rywalom. Po tym czasie mecz mocno jednostronny. Ofensywa Zielonych pozostawiała wiele do życzenia, gdyż nawet po przecięciu piłki, napastnicy szybko ulegali defensywie GKS-u. Po około 25 minutach ekipa Kaczmarka próbowała wreszcie stworzyć sytuację w polu karnym, lecz ich starania nie przynosiły wymarzonych efektów. Brazylijski napastnik Luquinhas pobudził kibiców z województwa mazowieckiego, celując dwukrotnie na bramkę, lecz spudłował. Tak samo jak w 28. minucie, kiedy Jan Grzesik po odebraniu podania prostopadłego wyszedł sam na sam z Gabrielem Kobylakiem, ale bramkarz wyszedł ze starcia triumfując.
Radomiak z zaskoczenia, ale GKS znalazł odpowiedź
Niespodziewanie jednak, pod koniec pierwszej połowy piłka z outu Grzesika znalazła się w polu karnym zespołu z Górnego Śląska. Na ratunek rzucił się Pau Resta, jednakże wbił on piłkę wprost pod nogi Ibrahimy Camary. Gwinejczyk wykorzystał prezent od obrońcy i mocnym strzałem otworzył wynik meczu w 37. Minucie. GieKSa kontynuowała swój agresywny sposób gry do samego końca pierwszej części spotkania, lecz nie przyniosło to zakładanych przez Rafała Góraka efektów. Radomiak rozkręcał się z każdą minutą, a tuż przed przerwą Grzesik mógł jeszcze podwoić prowadzenie, lecz minimalnie spudłował.
Drugą połowę rozpoczął zespół z Górnego Śląska, próbując odrobić straty z pierwszej połowy, gubił ich jednak brak celności w licznych dośrodkowaniach. Goście nie pozostawali jednak dłużni, koncentrując się na wyprowadzaniu piłki ze swojego pola karnego. Przez pierwszy kwadrans GKS Katowice bez przerwy próbował szukać okazji, jednak remis przyszedł niespodziewanie dla obu drużyn. Arkadiusz Jędrych przedłużający głową dośrodkowanie może pochwalić się ironiczną asystą dla Abdoula Tapsoby, któremu piłka, odbijając się od ręki, wpadła do jego bramki, wyrównując wynik spotkania. Burkińczyk miał tu jednak sporo pecha. Po tym trafieniu, GKS Katowice złapał swój rytm, nie spuszczał z tonu i szybko objął prowadzenie. W 66. Minucie Szkurin z gracją w polu karnym niespodziewanie dla przeciwników odebrał piłkę. Białorusin wykorzystując lukę między obrońcami, dał przewagę swoim poprzez strzał z półobrotu.
Pierwsze punkty Katowiczan w tym sezonie
Ostatnie dwadzieścia minut podstawowego czasu gry podkręciło jedynie intensywność gry po obu stronach boiska. Zieloni zdecydowanie próbowali odwrócić przebieg gry, skupiając się na ofensywie, lecz nie przynosiło to zamierzonych skutków. Podopieczni Rafała Góraka nie pozostawali im dłużni, próbując szukać okazji między strzałami oddawanymi w kierunku bramki, lecz ani z jednej, ani z drugiej strony nie przekładało się to na zmianę wyniku. Brutalność na boisku skutkowała aż 7 minutami doliczonego czasu gry, który nie ostudził zapału zawodników. To poskutkowało powiększeniem prowadzenia GKS-u, dzięki bramce Bartosza Nowaka w 93. minucie spotkania. Efektownie, z ostrego kąta, tuż pod poprzeczką odarła przyjezdnych z jakichkolwiek złudzeń.
Intensywny początek GKS-u narzucił szybkie tempo całemu spotkaniu na Nowej Bukowej. Radomiak, mimo prób utrzymania wyniku pękł pod presją gospodarzy, pozwalając na dwa konsekwentne gole ze strony rywala. Katowiczanie, choć długo mieli problemy z przełożeniem dobrej gry na bramki, dopięli swego dopiero po przerwie. Dużo bardziej zasługiwali na zwycięstwo. Częściej atakowali, byli przy piłce, a i ich akcje były znacznie groźniejsze. Radomiak z kolei miał tylko momenty, a to z reguły jest za mało na 3 punkty.
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:1 (Tapsoba 58′ (sam.), Szkurin 66′, Nowak 90’+3 – Camara 37′)
Autorka tekstu: Emilia Armanowska



