Jaka będzie wola bogów? Jagiellonia Białystok pierwszy rozdział europejskiej epopei rozpocznie w Pireusie

Jagiellonia Białystok dziś podejmie się sporego wyzwania, jakim jest zaskoczenie zespołu, który tajniki europejskiej piłki ma w małym palcu. Olympiakos Pireus to grecki gigant, który doskonale wie, jak rywalizuje się w Europie. Choć Białostoczanie zagrają pierwszy mecz w Lidze Europy na trudnym terenie, to nie są bez szans. Czerwono-biali bowiem w ostatnim czasie borykają się z własnymi problemami.

Wrzesień, Grecja, futbol – brzmi jak przepis na idealne wakacje, ale Białostoczanie muszą zachować koncentrację. Bo choć warunki mogą mieć all inclusive, a – jeśli wierzyć rankingowi współczynników – liga grecka od niedawna jest nieco gorsza od Ekstraklasy, to czeka ich ciężka przeprawa. Potomkowie greckich hoplitów są niezwykle zaprawieni w europejskich bojach. Na własnym podwórku od dziesiątek lat należą do czołówki. Skoro Jagiellonia ma już na starcie Ligi Europy zweryfikować swoje postępy w porównaniu do poprzedniego sezonu, trafiła na idealnego rywala.

Jagiellonia Białystok zmierzy się z oponentem klasy europejskiej

Żeby nie uświadczyć Olympiakosu na którymś ze stopniów podium greckiej ekstraklasy, trzeba cofnąć się o 36 lat – do sezonu 1989/1990. Łączna liczba 48 tytułów mistrza Grecji robi ogromne wrażenie. Drugi w tej statystyce Panathinaikos, zresztą odwieczny wróg czerwono-białych, ma 20 mistrzostw, czyli aż o 28 mniej. Nie dziwi więc fakt, że zespół z Pireusu nigdy nie spadł z najwyższego szczebla rozgrywek. Siłą rzeczy jest najpopularniejszy w kraju ze stolicą w Atenach. Bazę kibicowską posiada też za granicą. Świeżym przykładem jest fanklub Olympiakos Chiny, założony we wrześniu 2025 roku przez Fu Kanga Jianga, który chce, aby „coraz więcej Chińczyków poznało grecką piłkę nożną i pokochało tę drużynę”. Z kolei cztery lata wcześniej Olympiakos rozszerzył działalność sportową o otwarcie szkoły piłkarskiej w Nowym Jorku.

W rozgrywkach europejskich Legenda, bo drużyna posiada taki przydomek, rywalizuje nieprzerwanie od 2011 roku. Historia jego występów w Europie natomiast jest jeszcze bogatsza. Posiada znaczne doświadczenie, doskonale zna zasady gry rządzące międzynarodową piłką. Na skali mierzącej siłę klubów umieścilibyśmy go na pograniczu Ligi Mistrzów i Ligi Europy, choć w ostatnim czasie bardziej zadomowił się w tym drugim pucharze. W Lidze Konferencji znalazł się tylko raz – w kampanii 2023/2024 spadł do niej, zajmując 3. miejsce w grupie A spadkobiercy Pucharu UEFA i ją wygrał. Po drodze wyeliminował Fenerbahce, Aston Villę, by w finale pokonać po dogrywce Fiorentinę.

Turbulencje na ławce trenerskiej

Ten sezon jednak nie zaczął się dla czerwono-białych perfekcyjnie, a tym bardziej na miarę ambicji wymagającego właściciela Evangelosa Marinakisa. Grecki potentat zaczął zmagania od dwumeczu w 4. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Z NEC Nijmegen miał wkroczyć się na najbardziej prestiżowe salony po raz drugi z rzędu. Sztuka ta się mu nie udała. Remis w pierwszym, domowym meczu i porażka po dogrywce w drugim wyrzuciła go za burtę. Musiało mieć to swoje reperkusje.

Znany ze zmieniania szkoleniowców jak rękawiczki Marinakis przez kilka tygodni rozważał możliwości, jakie daje mu pozostawienie na ławce Jose Luisa Mendilibara. W tym czasie podopieczni szkoleniowca zdążyli rozegrać 5 meczów. Jeden zremisowali, pozostałe wygrali. Natomiast było widać rysy – stracony na własne życzenie gol z Volos dający rywalowi remis oraz niemal roztrwonienie 3 bramkowej przewagi z tą samą ekipą w Pucharze Grecji może nie świadczyły o tym, że formuła się wyczerpywała, ale na pewno nie pomogły Mendilibarowi. Autor triumfu w Lidze Konferencji został zwolniony.

Marinakis zdecydował, że klub musi obrać nową strategię. Dotychczasowy hiszpański szkoleniowiec jest wyznawcą pragmatycznego podejścia, bezpośredniego futbolu oraz filozofii opartej na masie wrzutek. Nie słynie też z najbardziej elastycznego myślenia – nie zmienia pewnych elementów w grze, tylko czeka, aż w końcu zaczną działać. Dlatego zastąpił go Imanol Alguacil, znany z trenowania Realu Sociedad. To za kadencji Baska biało-niebiescy zdobyli w 2020 roku Puchar Hiszpanii – pierwsze trofeum od lat 80. XX wieku. Olympiakos pod jego wodzą dalej będzie grać na wysokim poziomie intensywności, ale w większym stopniu ma nastawiać się na kontrolę wydarzeń boiskowych z piłką przy nodze. Zespół zamierza dążyć do ewolucji stylu.

Hamowany potencjał Greków

Bo Mendilibar przetransformował Legendę tak, że stała się ona stosunkowo wstrzemięźliwa. Spójrzmy na jej statystyki w poszczególnych sezonach greckiej Super League:

  • 2022/2023 – 70 goli strzelonych, 24 gole stracone, średnio 55,5% posiadania piłki, 401 celnych podań na mecz.
  • 2023/2024 – 78 goli strzelonych, 36 goli straconych, średnio 60,4% posiadania piłki, 405 celnych podań na mecz.
  • 2024/2025 – 58 goli strzelonych, 22 gole stracone, średnio 57,6% posiadania piłki, 343 celne podania na mecz.
  • 2025/2026 – 51 goli strzelonych, 17 goli straconych, średnio 60,4% posiadania piłki, 373 celne podania na mecz.

W pierwszym przytoczonym sezonie była prowadzona przez: pragmatycznych Carlosa Corberana i Jose Anigo oraz preferującego atrakcyjniejszą piłkę Michela. Twarzą Olympiakosu był Michel, ponieważ poprowadził zespół w największej liczbie meczów. Następne rozgrywki to również mieszanina koncepcji. Przed zatrudnieniem Mendilibara u steru znajdowali się Diego Martinez, a także Carlos Carvahal (i tymczasowo Sotiris Sylaidopoulos). Przez te sezony styl pozwalał kibicom na oglądanie wielu bramek przy jednoczesnym dominowaniu przeciwników z piłką przy nodze.

Gdy Mendilibar wdrożył swój koncept, statystyki zaczęły się zmieniać. Drużyna pod jego wodzą wciąż długo posiadała piłkę (to normalne, gdyż jako potentat to na niej spoczywa rola dominatora), lecz nieco zmniejszyła się jej potrzeba do grania piłką. Natomiast znacznie zmalała liczba zdobytych bramek, a stopniowo udało się także ograniczyć liczbę bramek traconych.

Po 2,5 roku przestało to wystarczać, stąd angaż Alguacila, który ma uwolnić potencjał Greków. Zwłaszcza, że teraz dysponuje kadrą zbudowaną docelowo na Ligę Mistrzów. Do takich postaci, jak preferujący rozgrywanie piłki po ziemi reprezentant Grecji Panagiotis Retsos, wiele widzący ofensywny pomocnik Chiquinho, czy przebojowy skrzydłowy Gelson Martins, dołączyli Gustavo Puerta, Remo Freuler, Leon Bailey lub Marcus Pedersen. Dwóch pierwszych znacznie podniosło jakość środka pola, Bailey to piłkarz do odbudowania, ale dysponujący sporymi umiejętnościami i doświadczeniem, Pedersen zaś razem z kadrą Norwegii szokował na niedawnym mundialu. Problemem jest zaś kontuzja Ayouba El Kaabi’ego – czołowego strzelca. W tej roli spróbują zastąpić go Armando Gonzalez i Roman Yaremchuk.

Olympiakos w okresie przejściowym – Jagiellonia Białystok powinna to wykorzystać

Z baskijskim trenerem na ławce Legenda zagrała do tej pory jeden mecz. Z innym uczestnikiem Ligi Europy OFI Kreta przegrała 0:1. Widoczna była już drobna różnica w jej grze. Częściej posiadała piłkę, starając się porządkować grę. Kreteńczycy jednak skutecznie zacieśniali szyki, przesuwali i szukali szans do kontrataków. Tak właśnie padł ich jedyny gol w starciu, kiedy wykorzystali wysokie ustawienie przeciwnika. Szybko przesunęli się w pole karne, po czym odnaleźli w nim Kenana Kodro, który ładnym strzałem pokonał Stefana Ortegę. Warto zwrócić uwagę, że Olympiakos został ukłuty jeszcze dwa razy, ale te trafienia nie zostały uznane przez spalone.

Być może to właśnie postawą OFI powinna zainspirować się Jagiellonia Białystok. Czerwono-biali nie są w tym momencie najbardziej poukładani, przez co łatwiej będzie ich zatrzymać, jeśli wyłączy się z gry kluczowe dla nich strefy oraz graczy. Jaga potrafi już funkcjonować w reaktywnej taktyce, co pokazała dwumeczem z Rangers FC, a także poprzednią kampanią w Lidze Konferencji. Posiada zawodników, którzy mogą skorzystać z przestrzeni – wbiegając w nią jak Kajetan Szmyt bądź dostrzegając wolne sektory jak Jesus Imaz. Kompaktowość i organizacja będą kluczem do osiągnięcia sensacyjnego wyniku w Pireusie.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img