Wojciech Szczęsny długo czekał na pierwsze minuty w obecnym sezonie Barcelony i trudno uznać, żeby skorzystał z nieoczekiwanej szansy. Polak pojawił się na boisku w przerwie wygranego 7:2 spotkania z Racingiem Santander, a po niespełna 20 minutach popełnił poważny błąd przy drugim golu beniaminka. Hiszpańskie media nie zostawiły tej sytuacji bez komentarza. Znacznie spokojniej podszedł do niej Hansi Flick, który przy okazji rozwiał wątpliwości dotyczące hierarchii bramkarzy w swojej drużynie.
Szczęsnego nie było początkowo w planach na ten wieczór. Od pierwszej minuty zgodnie z oczekiwaniami bronił Joan García, ale tuż przed przerwą poślizgnął się poza boiskiem i poczuł dolegliwości w nodze. Barcelona prowadziła wówczas 4:1, a Flick nie zamierzał ryzykować zdrowiem swojego podstawowego bramkarza. Na drugą połowę wyszedł więc Szczęsny. Był to dla niego pierwszy oficjalny występ w sezonie. Przez kilkanaście minut niewiele wskazywało na to, że właśnie Polak znajdzie się później w centrum pomeczowych komentarzy. W 65. minucie dostał jednak piłkę w pobliżu własnej bramki i zamiast pozbyć się jej pod naciskiem Yassira Zabiriego, próbował utrzymać ją przy nodze. Napastnik Racingu wykorzystał zawahanie, odebrał Szczęsnemu futbolówkę i skierował ją do pustej bramki.
Szczęsny zrobił babola, Flick bez nerwowych reakcji
Barcelona nadal prowadziła 4:2 i chwilę później odpowiedziała kolejnym golem, dlatego wpadka nie miała większego znaczenia dla wyniku. Przy bardziej wyrównanym spotkaniu podobna decyzja mogłaby jednak kosztować znacznie więcej. Trudno też tłumaczyć ją koniecznością podjęcia dużego ryzyka – sytuacja zaczęła się od dość zwyczajnego rozegrania piłki pod własną bramką. Hiszpańskie media właśnie na tym skupiły się najbardziej. „Mundo Deportivo” uznało zachowanie Polaka za niepotrzebnie ryzykowne i określiło jego występ jako lekkomyślny. „La Vanguardia” poszła jeszcze dalej. Szczęsny dostał 3/10, zdecydowanie najniższą ocenę spośród zawodników Barcelony, a jego błąd określono jako absurdalny i niepasujący do bramkarza o takim doświadczeniu.
Nie wszędzie ton był aż tak ostry, ale praktycznie wszystkie relacje zwracały uwagę na ten sam problem – Szczęsny sam stworzył Racingowi sytuację, która wcześniej właściwie nie istniała. Dla 36-latka nie był to wymarzony sposób na rozpoczęcie sezonu, szczególnie że latem do Barcelony trafił Dominik Livaković i można było zastanawiać się, jak po tym transferze będzie wyglądała pozycja Polaka. Końcówka meczu przyniosła jednak również znacznie lepszy moment. Zabiri ponownie znalazł się w dobrej sytuacji, tym razem Szczęsny wygrał pojedynek i zatrzymał jego uderzenie. Kilka sekund później Barcelona wyprowadziła kontratak, po którym Lamine Yamal ustalił wynik na 7:2. Jedna udana interwencja nie wymazała wcześniejszej pomyłki, ale sprawiła przynajmniej, że występ Polaka nie skończył się wyłącznie jednym fatalnym obrazkiem.
Bardziej wyrozumiałe od prasowych ocen okazały się słowa Hansiego Flicka
Niemiec nie zamierzał publicznie rozliczać Szczęsnego z wpadki.
– Wszyscy popełniamy błędy. Kiedy myli się bramkarz, zazwyczaj kończy się to golem – stwierdził szkoleniowiec Barcelony.
Flick dodał, że następnym razem Polak powinien zachować się lepiej, po czym powiedział coś znacznie istotniejszego w kontekście kolejnych tygodni. Nazwał Szczęsnego wprost „naszym drugim bramkarzem”. To dość ważna i zarazem zaskakująca deklaracja po letnim transferze Livakovicia. Chorwat ma spore doświadczenie międzynarodowe i po jego przyjściu można było zakładać, że to właśnie on stanie się pierwszym zmiennikiem Joana Garcíi. Tymczasem w pierwszej sytuacji wymagającej zastąpienia podstawowego bramkarza Flick sięgnął po Szczęsnego, a następnie publicznie potwierdził jego miejsce w hierarchii.
Na razie wszystko wskazuje na to, że uraz Garcíi nie jest poważny. Hiszpan ma przejść dodatkowe badania, a w Barcelonie liczą, że będzie dostępny już na sobotni mecz z Sevillą. Gdyby jednak potrzebował odpoczynku, po słowach Flicka nie powinno już być większych wątpliwości, kto ma pierwszeństwo do zajęcia jego miejsca. Szczęsny wrócił więc do bramki Barcelony w sposób daleki od idealnego. Dostał szansę niespodziewanie, zaliczył jedną wstydliwą pomyłkę i zebrał za nią sporo krytyki. Jednocześnie po tym samym spotkaniu dowiedział się czegoś dla siebie znacznie ważniejszego. Mimo obecności Livakovicia nadal pozostaje pierwszym wyborem Flicka, gdy z boiska musi zejść Joan García. Pytanie na jak długo i czy słowa Flicka są realną oceną sytuacji, czy jedynie kurtuazją z szacunku do polskiego weterana.



