REKLAMA

Niezatapialny, ale dziurawy okręt – jak Real Madryt traci bramki?

Real Madryt pozostaje liderem LaLiga z kompletem zwycięstw co jest świetną wiadomością dla wszystkich fanów Los Blancos. W utrzymaniu serii nie przeszkodziła nawet kontuzja Karima Benzemy, który uważany był nie tyle za lidera ofensywy, co za jej nieodłączny element. Życie w Madrycie istnieje bez Francuza, co dobrze rokuje na resztę sezonu. Żeby jednak nie wpaść w hurraoptymizm, należy zwrócić uwagę na pewien drobny mankament, którego nie było w grze Realu Madryt od dawna. Chodzi oczywiście o defensywę i zachowywanie czystego konta w meczach ligowych. Czy też raczej o nieumiejętność do jego zachowania.

Zacznijmy od przypomnienia wszystkich straconych bramek przez Real Madryt w dotychczasowych spotkaniach ligowych

vs Almeria – 6 minuta. Podanie za plecy wysoko ustawionych obrońców, wykorzystanie szybkości Ramazaniego.

vs Celta Vigo – 23 minuta. Rzut karny wykorzystany przez Iago Aspasa, po tym jak Eder Militao zagrał ręką.

vs Espanyol – 43 minuta. Joselu otrzymał szansę na natychmiastową rehabilitację. Pierwszy strzał obronił Courtois, ale piłka następnie odbiła się od pleców Militao i trafiła z powrotem do Joselu.

vs Betis – 17 minuta. Daleki wyrzut z autu w pole karne. Borja Iglesias zgrywa piłkę do Canalesa, a ten umieszcza ją w siatce pomiędzy nogami Courtois.

vs Mallorca – 35 minuta. Rzut wolny z boku boiska, dośrodkowanie na daleki słupek. Obrona Realu gubi krycie, a Vedat Muriqi zdobywa bramkę po uderzeniu głową.

vs Atletico Madryt – 83 minuta. Rzut rożny w końcówce meczu. Piłka posłana w pole karne mija większość zawodników, w tym także bramkarza, po czym odbija się od barku Mario Hermoso i trafia do bramki.

Problemem nie jest ilość traconych bramek. Ostatecznie żadna z nich nie doprowadziła do utraty punktów. Nawet pomimo tego, że dwukrotnie to rywal pierwszy zdobywał bramkę (Almeria i Mallorca), a 3 razy były to gole wyrównujące wynik spotkania (Celta, Espanyol, Betis). Przy tym warto zaznaczyć, że tylko gol stracony z Atletico miał miejsce w drugiej połowie meczu.

Jakie są podobieństwa?

Szukając wspólnych mianowników dla traconych bramek, można znaleźć kilka aspektów. Jednym z nich jest niestety Eder Militao, co jednak ciężko całkowicie nazwać jego winą. W meczu z Celtą jego intencją nie było zagranie piłki ręką, a kontakt nastąpił po uderzeniu głową przez Paciencie. Faktem jest jednak, że Militao zwiększał obrys ciała ułożeniem ręki i karny został podyktowany jak najbardziej słusznie. W meczu z Espanyolem natomiast próbował on zapobiec oddaniu strzału przez Joselu, a po obronie Courtois’a, na jego nieszczęście, piłka odbiła się od jego pleców. Jeżeli można się tu do czegoś przyczepić, to do reakcji po strzale zawodnika Espanyolu. Militao nie był gotowy do następnej interwencji. W obu przypadkach były to drobne błędy samego zawodnika, ale także niekorzystne z jego perspektywy obroty wydarzeń.

Bramka stracona z Almerią jest inna od reszty. Pada ona w efekcie wysoko ustawionej obrony, kiedy przeciwnik decyduje się na zagrywanie długich piłek na szybkiego napastnika. Tak ustawiona linia defensywy niesie ze sobą ryzyko związane z takim stylem gry rywali. Real wówczas jako drużyna albo zlekceważył zawodników Almerii, albo przecenił własne możliwości. Dodatkowo po zagraniu obrońcy Królewskich byli chyba przekonani o pozycji spalonej rywala, przez co nie gonili go z pełnym zaangażowaniem. Warto zauważyć jednak, że przez resztę spotkania Real nie pozwolił już na powtórzenie tego schematu, wyciągając odpowiednie wnioski.

Real Madryt ma poważną słabość

Teraz przechodzimy do najważniejszego mianownika, którym są stałe fragmenty gry. Real stracił bramki po rzucie wolnym, rzucie rożnym, a także po rozegraniu rzutu z autu.

Przy okazji bramki Realu Betis po rozegraniu wyrzutu z autu obrońcy Los Blancos są bierni w polu karnym, dodatkowo zostawiają Canalesa bez krycia blisko własnej bramki. Doskok do rywala następuje za późno. W meczu z Mallorką istnieje inny problem. Muriqi słynie z dobrej gry w powietrzu, natomiast przy stałym fragmencie gry są przy nim Mendy i Kroos. Francuz i Niemiec nie są ani najwyższymi zawodnikami, ani nie radzą sobie najlepiej w obronie górnych piłek. Do tego łatwo gubią krycie, przez co gracz Mallorki ma ułatwione zadanie. Gol stracony z Atletico po rzucie rożnym to natomiast chyba kwestia dezorientacji i rozluźnienia. Zawodnicy Realu sądzili, że piłkę złapie bądź wybije Courtois, a ten utknął w tłumie piłkarzy i minął się z nią. Do tego można dodać kolejny raz, że w polu karnym znajdował się zawodnik bez krycia.

W dzisiejszej piłce nożnej coraz więcej klubów decyduje się na zatrudnianie osób odpowiedzialnych tylko i wyłącznie za stałe fragmenty gry. Specjaliści od tego elementu gry potrafią zrobić różnicę, tak jak to jest, chociażby, w przypadku Arsenalu i Nicolasa Jovera. W Realu Madryt nie ma jednak takiej osoby. Za stałe fragmenty gry odpowiada Davide Ancelotti, syn i jednocześnie asystent Carlo Ancelottiego. Tak samo było zresztą za czasów przygody Włocha z Evertonem. To Davide odpowiada zarówno za ofensywne, jak i defensywne stałe fragmenty.

Real Madryt także przy stałych fragmentach gry polega na indywidualnościach. Przynosi to korzyści, kiedy chodzi o uderzenia z rzutów wolnych, ale w pozostałych momentach już nie działa. W ataku często przypomina to zagrywanie w pole karne “na aferę”. W obronie natomiast są problemy z kryciem i przypisywaniem zawodników do konkretnych rywali. Wygląda to tak, jakby Real nie miał planu na rozgrywanie i bronienie stałych fragmentów.

Mankament, to jeszcze nie problem

Real Madryt zazwyczaj nie dominuje nad rywalami jeżeli chodzi o warunki fizyczne. Obrońcy Los Blancos nie należą do najwyższych, przez co obrona górnych piłek nie należy do najłatwiejszych. Odpowiedzią na to miał być Antonio Rudiger, ale nie jest on zazwyczaj częścią wyjściowej jedenastki. Poza tym sama jego obecność na boisku nie wiele zmienia. Potrzeba też odpowiedniego przygotowania pod danego przeciwnika, aby eliminować zagrożenie tworzone przez niego przy okazji stałych fragmentów gry. To oczywiście na ten moment nie jest jeszcze aspekt gry, przez który należy bić w Madrycie na alarm. Warto jednak zawczasu zweryfikować, co nie funkcjonuje tak, jak należy i zareagować, zanim odbije się to na wyniku jakiegoś meczu.

REKLAMA
Michał Jeleń
Michał Jeleńhttps://mymistrzowie.pl/
Piłka nożna na pierwszym miejscu. Fan Realu Madryt. Najczęściej piszę o lidze hiszpańskiej, ale staram się nie zamykać tylko na nią.
REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

94,337FaniLubię
10,697ObserwującyObserwuj
539ObserwującyObserwuj
REKLAMA