Aston Villa po raz czwarty z rzędu pokonała Manchester City przed własną publicznością. Drużyna Unaia Emery’ego wygrała 2:1 po dwóch bramkach Nicolasa Jacksona, kończąc serię siedmiu ligowych zwycięstw zespołu Enzo Mareski. Goście przez większość spotkania przeważali, ale znakomicie dysponowany Zion Suzuki wielokrotnie ratował gospodarzy, a senegalski napastnik bezlitośnie wykorzystał błędy defensywy rywali. Jeszcze kilka tygodni temu Aston Villa znajdowała się w dolnej części tabeli i miała poważne problemy ze zdobywaniem bramek. Teraz wygrała sześć z ostatnich siedmiu spotkań, a na rozkładzie ma kolejnego z głównych kandydatów do mistrzostwa Anglii.
Aston Villa znów zatrzymała Manchester City. Jackson wykorzystał błędy rywali
Manchester City przyjechał do Birmingham z kompletem siedmiu ligowych zwycięstw. Enzo Maresca znakomicie rozpoczął pracę na Etihad Stadium, a jego drużyna miała okazję ustanowić klubowy rekord ośmiu wygranych na początku rozgrywek. Gospodarze znajdowali się w zupełnie innym położeniu. Aston Villa rozpoczęła sezon od czterech spotkań bez zwycięstwa, zdobywając zaledwie jeden punkt, a w połowie września przegrała jeszcze z Nottingham Forest. Później zespół Emery’ego wyraźnie przyspieszył, pokonując między innymi Tottenham, Newcastle United i Fenerbahçe. Mimo poprawy wyników sobotnie starcie zapowiadało się na wyjątkowo wymagający sprawdzian, szczególnie że rywalem był lider Premier League.
Już w szóstej minucie Nicolas Jackson wykorzystał fatalne przyjęcie piłki przez Marca Guéhiego. John McGinn błyskawicznie podał do Senegalczyka, który poradził sobie z Elliotem Andersonem i mocnym uderzeniem pokonał Gianluigiego Donnarummę. Manchester City odpowiedział zdecydowaną przewagą w posiadaniu piłki, a Zion Suzuki kilkukrotnie musiał ratować gospodarzy przed stratą bramki. Japończyk obronił między innymi uderzenia Ilimana Ndiaye i Rayana Cherkiego, natomiast po kolejnej próbie Senegalczyka piłka odbiła się od słupka. Goście coraz częściej przedostawali się w pole karne Aston Villi, ale brakowało im skuteczności. W pierwszej połowie zanotowali aż 29 kontaktów z piłką w szesnastce przeciwnika, najwięcej spośród wszystkich zespołów Premier League w tym sezonie.
Po przerwie Maresca zdecydował się na dwie zmiany, wprowadzając Rico Lewisa i Phila Fodena za Guéhiego oraz Cherkiego. Już w 52. minucie Erling Haaland wykorzystał dośrodkowanie Ndiaye i strzałem głową doprowadził do wyrównania. Chwilę później Suzuki popisał się kolejną znakomitą interwencją, przenosząc na poprzeczkę uderzenie Joško Gvardiola. Manchester City coraz mocniej naciskał, ale w 60. minucie ponownie dał się zaskoczyć. Jackson najpierw wypuścił prawą stroną Ibrahima Mbaye, a następnie wbiegł w pole karne i wykorzystał jego dośrodkowanie. Donnarumma powinien zatrzymać strzał oddany niemal wprost w niego, jednak piłka prześlizgnęła się pod rękami włoskiego bramkarza. W końcówce Haaland był jeszcze bliski zdobycia drugiego gola, ale piłkę zmierzającą do siatki wybił Ian Maatsen.
Nicolas Jackson świetnie odnalazł się w Aston Villi. Emery znów miał rację?
Senegalczyk od początku sezonu pokazuje, że przeprowadzka do Birmingham była dla niego dobrym wyborem. Jeszcze podczas pobytu w Chelsea regularnie krytykowano go za nieskuteczność, chociaż potrafił dochodzić do wielu dogodnych sytuacji i znakomicie wykorzystywał wolne przestrzenie. W Aston Villi jego największe atuty są zdecydowanie lepiej eksponowane. Emery nie wymaga od swojego napastnika wyłącznie gry tyłem do bramki i utrzymywania piłki pod presją obrońców. Jackson ma przede wszystkim atakować przestrzeń za linią defensywną, uczestniczyć w szybkich kontratakach i zmuszać przeciwników do podejmowania decyzji w pełnym biegu. W sobotę dwukrotnie wykorzystał problemy rywali, ale przy drugim golu pokazał również umiejętność rozegrania akcji i natychmiastowego zajęcia pozycji w polu karnym.
Dla 25-latka był to już szósty gol w ostatnich sześciu spotkaniach. Emery zna Jacksona jeszcze z czasów wspólnej pracy w Villarreal i potrafi wykorzystać jego charakterystykę. Duże znaczenie ma również sposób budowania drużyny po letnich odejściach kilku ważnych zawodników. Aston Villa straciła część piłkarzy, którzy przez poprzednie sezony stanowili o jej sile, ale sprowadziła następców pasujących do założeń taktycznych szkoleniowca. Jackson w ciągu kilku tygodni stał się podstawowym napastnikiem zespołu i zawodnikiem decydującym o wynikach spotkań. Jego skuteczność pozwala gospodarzom zdobywać punkty również w meczach, w których przez długie fragmenty muszą oddawać inicjatywę przeciwnikom.
Suzuki ratował Aston Villę, Donnarumma zawiódł
W sobotnim spotkaniu wyraźnie widoczna była różnica między występami obu bramkarzy. Zion Suzuki zaliczył kilka interwencji, bez których Aston Villa prawdopodobnie nie zdobyłaby trzech punktów. Reprezentant Japonii imponował nie tylko refleksem, ale również spokojem przy rozgrywaniu piłki. Pod presją zawodników Manchesteru City potrafił znajdować odpowiednio ustawionych partnerów, a jego długie podania pomagały gospodarzom omijać pressing przeciwnika. Matty Cash po meczu przyznał nawet, że umiejętności Suzukiego w grze nogami momentami przypominają mu zachowania środkowego pomocnika.
Donnarumma miał zdecydowanie mniej okazji do wykazania się umiejętnościami, a mimo to dwukrotnie wyciągał piłkę z siatki. Przy pierwszym trafieniu Jacksona trudno obarczać go główną odpowiedzialnością, choć Włoch mógł spróbować lepiej skrócić kąt. Znacznie gorzej zachował się przy drugim golu, kiedy nie zdołał zatrzymać uderzenia, które powinno zakończyć się stosunkowo prostą interwencją. Według Opta był to już trzeci błąd Donnarummy prowadzący bezpośrednio do straty bramki w Premier League od momentu jego transferu do Manchesteru City. W tym samym okresie więcej takich pomyłek wśród bramkarzy popełnili jedynie Bart Verbruggen i Robin Roefs.
Matty Cash przygotował się na Doku. Kamara zdominował środek pola
Na pochwały zasługuje również organizacja gry Aston Villi bez piłki. Boubacar Kamara po raz kolejny pokazał, dlaczego Emery tak bardzo ceni jego obecność w środku pola. Francuz dobrze przewidywał kierunki podań, asekurował bocznych obrońców i utrudniał rywalom rozgrywanie piłki między liniami. Gospodarze nie próbowali za wszelką cenę prowadzić wyrównanej walki o posiadanie futbolówki. Bronili stosunkowo blisko siebie, a po odbiorze szukali możliwości szybkiego uruchomienia Jacksona. Takie podejście pozwalało ograniczać przestrzeń przed własnym polem karnym, choć przy dużej liczbie ofensywnych zawodników Manchesteru City nie zawsze udawało się uniknąć groźnych sytuacji.
Duże znaczenie miała postawa Matty’ego Casha, który przez większość spotkania rywalizował z Jérémiem Doku. Reprezentant Polski starał się podchodzić blisko Belga jeszcze przed jego przyjęciem piłki, żeby uniemożliwić mu rozpędzenie się i rozpoczęcie dryblingu. Cash po meczu przyznał, że analizował wcześniej nagrania z występów skrzydłowego Manchesteru City i uznał agresywne skracanie dystansu za najlepszy sposób na ograniczenie jego możliwości. Doku potrafił stworzyć zagrożenie, ale nie zdominował swojego rywala tak, jak w wielu wcześniejszych spotkaniach. Polak musiał zachowywać koncentrację niemal przez całe spotkanie, ponieważ nawet pojedynczy błąd w ustawieniu mógł pozwolić Belgowi na przedostanie się w pole karne.
Znacznie więcej zastrzeżeń można mieć do defensywy Manchesteru City. Marc Guéhi popełnił błąd przy pierwszej bramce, a Maresca zmienił go już w przerwie, tłumacząc później, że obawiał się konsekwencji ewentualnej drugiej żółtej kartki. Manchester City miał 64 procent posiadania piłki, oddał piętnaście strzałów i według modelu xG stworzył sytuacje warte około 1,56 gola. Aston Villa zakończyła mecz z ośmioma uderzeniami i współczynnikiem 0,62 xG, ale dwukrotnie wykorzystała błędy przeciwników. Maresca po spotkaniu zwrócił uwagę przede wszystkim na nieskuteczność swoich zawodników, przekonując, że goście stworzyli wystarczająco dużo okazji, aby wygrać. Statystyki potwierdzają przewagę City, jednak przy obu straconych bramkach zawiedli piłkarze odpowiedzialni za zabezpieczenie własnego pola karnego.
Cztery zwycięstwa Aston Villi z Manchesterem City. Seria jak przed kilkudziesięcioma laty
Aston Villa wygrała czwarte kolejne domowe spotkanie z Manchesterem City. Seria rozpoczęła się 6 grudnia 2023 roku, kiedy po trafieniu Leona Baileya gospodarze pokonali drużynę Pepa Guardioli 1:0. Rok później zwyciężyli 2:1, a w październiku 2025 roku ponownie wygrali 1:0. Sobotni dublet Jacksona pozwolił przedłużyć tę passę, która jest najlepszą w rywalizacji obu klubów na Villa Park od czasów serii pięciu domowych zwycięstw Aston Villi w latach 1960–1975. Jeszcze kilka lat temu Manchester City regularnie wygrywał z zespołem z Birmingham, a teraz przegrał na jego stadionie po raz czwarty z rzędu.
Wynik oznacza również koniec znakomitego początku sezonu w wykonaniu zespołu Enzo Mareski. Manchester City stracił pierwsze punkty i nie wykorzystał okazji do ustanowienia klubowego rekordu ośmiu kolejnych zwycięstw na początku rozgrywek. Aston Villa awansowała natomiast na szóste miejsce, potwierdzając wyraźną poprawę formy po słabym wrześniu. Emery potrzebował kilku spotkań, żeby poukładać zespół po letniej przebudowie, ale zwycięstwa nad wymagającymi przeciwnikami pokazują, że jego drużyna ponownie potrafi rywalizować z ligową czołówką. Sobotni mecz był szczególnie cenny, ponieważ gospodarze pokonali lidera Premier League mimo wyraźnie mniejszego posiadania piłki i mniejszej liczby stworzonych sytuacji. Zadecydowały skuteczność Jacksona, znakomity występ Suzukiego oraz błędy, których Manchester City nie potrafił już naprawić.


