Maroko wyrzuca Hiszpanię z Mundialu po rzutach karnych!

Szok, sensacja? 120 minut nie wystarczyło rozgrywającej piłkę Hiszpanii. Reprezentacja Maroka bardzo mocno się postawiła. Bez kompleksów pokazała jak utrudnić życie rywalowi. Mieli swoje szanse w ofensywie. W defensywnie dzięki zorganizowanej pracy nie pozwalali na zbyt wiele, co skutkowało dogrywką, a następnie serią rzutów karnych, w których… położyli na deski rywali.

Oporne pierwsze 45 minut. Rozgrywająca Hiszpania, stawiające się Maroko

Na brak emocji i ilość zdobytych bramek na tym etapie turnieju nie możemy narzekać. W dotychczasowych 6 z 8 spotkań 1/8 finału padły aż 22 gole, co daje prawie 3,7 bramki na mecz. Co więcej, jedyną drużyną, która nie zdobyła choćby honorowego trafienia, została ekipa z Senegalu przeciwko Anglikom. Stąd wzięło się moje przerażenie, gdy po pierwszej połowie meczu Maroko – Hiszpania, czyli ekip dysponującym sporym potencjałem ofensywnym, przywitało mnie blade 0:0. No cóż, co zrobić?

Nie mogę jednak powiedzieć, że ktoś w tym zestawieniu grał na alibi, czy bał się konkretniej zaatakować. Stosunek posiadania piłki po pierwszej odsłonie meczu był rzecz jasna na korzyść Hiszpanów (procentowo 70 do 30 dla zespołu prowadzonego przez Luisa Enrique). Wymienili przez ten czas aż 383 podania, natomiast Marokańczycy „tylko” 172. Nie przekładały się one jednak proporcjonalnie na ilość wykreowanych sytuacji, bo tych było zwyczajnie mało. Jak słusznie zauważyli w pomeczowym studiu TVP Sport, większość z nich była wszerz boiska, a rzadziej dochodziło do skutecznych prostopadłych piłek, otwierających pole do wyjścia na prowadzenie.

Maroko od 1. minuty pokazało, że po raz kolejny na tym mundialu nie będą się bać swoich rywali. Dobrze bronili, do czego nas zresztą już zdążyli przyzwyczaić, bo w fazie grupowej jedynego straconego gola mieli za sprawą trafienia samobójczego. Zazwyczaj radzili sobie z wyjściem spod pressingu. Chociaż zdarzały się wyjątki, jak w 25. minucie, gdy po złym wyprowadzeniu piłki przez bramkarza, futbolówka padła łupem Gaviego, który obił poprzeczkę (sędzia i tak odgwizdał później spalonego).

Było dużo walki, fauli (tu w szczególności znowu Gavi zasługuje na „oklaski”), a także indywidualnych prób. To ostatnie zwłaszcza ze strony Marokańczyków, którzy w defensywie stawiali opór, a z przodu szukali swoich okazji, gdy tylko mogli. Czy to po stałym fragmencie gry, czy po kontrataku, ze skrzydła albo zwyczajnie jak Hiszpanie musieli przysłowiowo odpocząć od posiadania piłki. Nikt nie odkładał nogi.

Hiszpania się spieszyła, a Maroko?

W drugiej połowie Hiszpania musiała zacząć grać agresywniej i nieco bardziej się odsłonić, chcąc rozstrzygnąć losy awansu w regulaminowych 90. minutach. Paradoksalnie mogło to być na rękę ekipie Maroka, gdzie po prostu znowu chcieli sprawić niespodziankę (po tym, jak m.in. oni wcześniej wyrzucili z turnieju Belgię w grupie). Hiszpania mimo młodych zawodników poważnie myślała o walce o mistrzostwo świata. W Maroku raczej nie było takiej narracji mimo bycia jedną z rewelacji rozgrywek i swego rodzaju czarnym koniem. Ta presja, a z drugiej strony barykady jej brak, miał wpływ na boiskowe zachowania.

Tak jak można było zakładać — im dalej w las, tym robiło się bardziej gorąco. Kalkulacja trochę zeszła na boczny tor, dzięki czemu doczekaliśmy się groźniejszych okazji bramkowych z obu stron. Podejmowano coraz większe ryzyko, a Hiszpania momentami zaczęła grać nawet nerwowo, wiedząc, co jest na szali. W 85. minucie Hakimi popisał się dobrą wrzutką, co przy lepszym zachowaniu w polu karnym mogło skończyć się prowadzeniem. Trochę później, bo w doliczonym czasie gry, bramkarz Unai Simon był bliski wtopy. W jego polu karnym potrafiło się momentalnie zakotłować. Ale podopieczni trenera Enrique też mieli coś do zaoferowania w końcówce, bijąc m.in. niebezpieczne rzuty wolne. Nie pomogło to jednak na tyle, by rozstrzygnąć mecz w standardowym wymiarze czasowym.

Dogrywka: Maroko – Hiszpania

Szczerze czułem, że kolejne pół godziny gry nic nie da. A jeśli już miałaby przynieść rozstrzygnięcie, to dla… Marokańczyków. Hiszpańska tiki-taka, ponad tysiąc (!) podań. Po drugiej stronie marne 23% posiadania ich rywali. Suma sumarum — zjawiska niedające Hiszpanom wymarzonych efektów, ba! W dogrywce Maroko przypominało mi Japonię i to właśnie oni mieli większego nosa do strzeleckich okazji. Niemniej jednak zawsze było gdzieś jakieś „ale”, czegoś brakowało. Minimalne spalone, błędy w ostatniej fazie ataku, godna postawa Simona pomiędzy słupkami. 90? Za mało. 120? Za mało.

Seria jedenastek: Maroko – Hiszpania

Sabiri z Maroka skutecznie rozpoczął serię rzutów karnych. Po nim spudłował Sarabia, trafił w słupek (bramkarz i tak wyczuł intencje). Ziyech nie zawiódł, w środek, ale pewnie. Bono obronił następnie strzał Solera (stan 2:0 w rz. k. dla M.). Simon wybronił pierwszego karnego po niesfornym strzale Benouna. Wszystko na nic. Buesquets spudłował trzecią jedenastkę dla Hiszpanii, a Hakimi zakończył mecz.

REKLAMA
Marcel Łuczak
Marcel Łuczakhttps://mymistrzowie.pl/
Lubię pisać o sporcie, popkulturze, grach i filmach. Prywatnie kibic poznańskiego Lecha i Borussii Dortmund. Chciałbym kiedyś studiować MBA, ale na razie oglądam po nocach NBA. Głównie w brooklyńskim wydaniu (let's go Nets!).
PODOBNE
REKLAMA
101,778FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ