Liderzy kadry, gdzie się schowaliście?

Po 3 minutach starcia przeciwko reprezentacji Czech przegrywaliśmy 0:2. Gorzej tego meczu rozpocząć nie można było, ale pojawiła się doskonała okazja, by sprawdzić, jak nasi kadrowicze potrafią zarządzać kryzysem. Niestety, negatywny wynik wcale nie był najgorszym, co działo się na murawie. Polacy wyglądali bardzo źle na tle ambitnych i pewnych siebie rywali. Czekaliśmy na liderów, którzy dadzą impuls do walki, ale… nie doczekaliśmy się.

Cały czas liczymy na Roberta Lewandowskiego

Ma to sens, bowiem Lewy uchodzi za jednego z najlepszych piłkarzy świata w ostatnich latach. Tylko że Robert zawsze był egzekutorem, a nie kreatorem gry. Mogliśmy w przeszłości narzekać, że zbyt często wraca do linii pomocy, tylko to również z czegoś wynikało. Napastnik Barcelony nie jest jednak typem gracza, który odbierze piłkę, przedrybluje 3 rywali i zakończy akcję. Na to liczyć nie powinniśmy.

REKLAMA

Przed meczem z Czechami widzieliśmy wiele komplementów względem polskich pomocników. Część dziennikarzy głosiła nawet tezy „kłopotów bogactwa” na skrzydłach. Okazało się jednak, że gdy trzeba poprowadzić atak i celnie dorzucić piłkę do Lewandowskiego, nie ma chętnych. Lewy jest odcięty od gry, a koledzy bezradnie rozkładają ręce. Nasi błyskotliwi zawodnicy, zamiast spróbować czegoś nieszablonowego, grają do najbliższego kolegi, a nierzadko wycofują futbolówkę do tyłu. Poczciwi Cvancara czy Jurasek — którzy występują jedynie w klubach z Pragi, potrafili zrobić różnicę, w przeciwieństwie do Polaków.

Po Mundialu w Katarze spodziewaliśmy się, że z kadrą pożegnają się Kamil Glik, Kamil Grosicki oraz Grzegorz Krychowiak. Ich czas w reprezentacji dobiega końca. Lepsi już nie będą, czas postawić na młodych, prawda? Tylko że taki Glik nawet nie grając regularnie w klubie, albo nie będąc w pełni zdrowia, potrafił wcielić się w rolę lidera defensywy. Nie oszukujmy się, Jan Bednarek może sprawdzać się jako element, ale nie szef linii obrony. Sebastian Szymański dobrze radzi sobie w spotkaniach, gdy cały Feyenoord gra dobrze. W reprezentacji za każdym razem wygląda jednak po prostu nijako.

Fernando Santos przekonał się na własnej skórze

O ile jeszcze niedawno mogliśmy zrzucać bierną postawę reprezentantów Polski na defensywną taktykę Czesława Michniewicza, o tyle przeciwko Czechom mieliśmy grać w piłkę, ale tego nie robiliśmy. Dziś możemy straszyć nazwiskami i nazwami klubów kadrowiczów, ale nie ich postawą na murawie. Jasne, to tylko początek pracy Portugalczyka. Musi sam zweryfikować, kto nadaje się na lidera i na kogo może liczyć. Na razie chętnych brakuje. Czesi pokonali nas nie lepszymi umiejętnościami czy techniką, a większą determinacją i zaangażowaniem. Możemy po raz kolejny przywoływać konkretnych piłkarzy i pisać — w klubie gra lepiej, bo ma lepszych kolegów. Parafrazując klasyka — w futbolu jest jeden, który gra na fortepianie i kilku, którzy noszą ten fortepian. My w kadrze mamy zbyt wielu takich, którzy chcieliby się przyglądać i czasem coś zagrać. W ten sposób trudno będzie stworzyć dzieło.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,220FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ