Tytuł sugeruje, że tylko jeden piłkarz prowadzi reprezentację Kanady do historycznego awansu do fazy pucharowej. To nieprawda, ale Cyle Larin, dzięki ostatnio strzelonym golom, ma spośród kadrowiczów Jessego Marscha największy wpływ na wyniki zespołu. Trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno snajper FC Southampton mierzył się w reprezentacji z posuchą bramkową oraz trudną sytuacją klubową.
Aż do meczu z Bośnią i Hercegowiną trwała jego seria 14 kolejnych spotkań w narodowych barwach bez gola. Przełamał ją w fantastyczny sposób, ratując The Canucks remis. W następnej rywalizacji z Katarem też trafił do siatki. Choć bardziej zabłysnął w tym meczu jego kolega z ofensywy, czyli Jonatan David, który ustrzelił hat-tricka, to 31-latek rozwiązał worek z bramkami.
Trudno uwierzyć, że ostatniego gola przed mundialem strzelił 16 października 2024 roku z Panamą. Wykorzystał wtedy prostą sytuację, gdy po serwisie Alego Ahmeda znalazł się sam na sam z bramkarzem. Natomiast jego regularność strzelecka spadła właściwie już w 2022 roku. Licząc od mundialu w Katarze, gdzie nie trafił ani razu, w 34 meczach zdobył zaledwie 5 bramek. Wpływ na to miały na pewno turbulencje, jakie spotkały go w karierze klubowej.
Od belgijskiego rozczarowania do Larinissimo
Do Kataru leciał jako doświadczony zawodnik na europejskim gruncie, lecz po kiepskiej rundzie jesiennej w Club Brugge, gdyż zupełnie się w nim nie odnalazł. Do belgijskiego klubu trafił bowiem na początku sezonu 2022/2023 po wygaśnięciu jego kontraktu z Besiktasem, w którym właściwie porządnie zaistniał w Europie. Kraj ze stolicą w Brukseli mógł kojarzyć mu się dobrze z występów w Zulte Waregem. Grał w nim przez jeden sezon na wypożyczeniu, ale dał się dobrze zapamiętać, więc pewnie między innymi dlatego skusił działaczy zespołu z Brugii.
Miał zastąpić Basa Dosta – Holender był gwarantem kilku goli w sezonie. Po Larinie spodziewano się jeszcze więcej, ale napastnik nie spełnił oczekiwań. Na boisku podejmował złe decyzje, charakteryzował się wysoką nieskutecznością oraz prezentował się źle pod kątem fizycznym. Nie dziwne więc, że zimowy mundial w Katarze kompletnie mu nie wyszedł. Po mistrzostwach został wypożyczony do Hiszpanii. A konkretnie do Realu Valladolid.
W barwach Puceli snajper lepiej nastawił celownik i zaczął strzelać już od debiutu. W dwóch pierwszych występach jego bramki dały zespołowy wygrane z Valencią CF oraz Realem Sociedad – a nie grał w tych rywalizacjach od początku, bo w obu wszedł z ławki rezerwowych. Do końca zmagań ligowych zdobył jeszcze sześć goli. Choć nie zdołał ostatecznie uchronić nimi Blanquivioletas od spadku, to fani go pokochali. W Valladolid zapanowało Larinissimo.
Prawie rekordowy niewypał
Nie potrwało ono długo. Nie ze względu na obniżkę formy napastnika, a przez to, że w kolejne rozgrywki zaczął już w innych barwach. Dał jednak klubowi z regionu Kastylia i Leon porządnie zarobić. Ten najpierw wykupił go z Clubu Brugge za 1,5 miliona euro, a następnie sprzedał za 7,5 miliona do RCD Mallorca. Kwota mogła wzrosnąć nawet do 8,2 miliona, co sprawiłoby, że jego transfer stałby się rekordem Czerwonych. Nawet bez bonusów uplasował się na trzecim miejscu pod względem wysokości kwoty odstępnego.
Na Balearach skończył się dla niego okres miodowy z Hiszpanią. Ponownie dopadły go demony z Brugii, trener Javier Aguirre bowiem zwracał uwagę na nieprzygotowanie fizyczne piłkarza.
– Ostatnio widziałem Larina grającego w Lidze Narodów CONCACAF. Później pojechał na Jamajkę i nie trenował z piłką, tylko fizycznie. Myślę, że fizycznie nie wytrzyma 90 minut. Już mu o tym powiedziałem, ale odważę się też zakomunikować to publicznie. Szkoda, bo chłopak się stara. Spędził 30 dni, nic nie robiąc w swoim kraju i to widać. Mam nadzieję, że szybko dogoni pozostałych, inaczej trudniej będzie nam go przywrócić do właściwej formy – zdradził szkoleniowiec po spotkaniu 1. kolejki ligowej z Las Palmas, cytowany przez portal Canadian Soccer Daily.
Na pierwsze trafienie w La Liga w zespole Cynoberowych czekał aż do 16. serii gier. Frustrował niewykorzystywaniem takich sytuacji, jak z FC Barceloną, gdy powinien strzelić zwycięskiego gola. Przegrał wtedy pojedynek biegowy z Julesem Kounde, dając zepchnąć się do boku. Przez taki obrót spraw zbyt lekko kopnął na bramkę i golkiper nie miał problemu z obroną. Lepiej wiodło mu się w Pucharze Króla, w którym jego cztery bramki na różnych etapach zmagań pomogły sensacyjnie doprowadzić drużynę do finału. Kampanię 2023/2024 zakończył koniec końców z siedmioma trafieniami.
Transfer do Anglii dobrze mu zrobił
W trakcie kolejnego sezonu Larin pytany o tamten czas w swojej karierze, tak tłumaczył swoje problemy.
– Mieliśmy inny styl gry niż ten, do którego byłem przyzwyczajony. Nie graliśmy tak dużo piłką, częściej o nią walcząc. Przyjechałem z Valladolid, gdzie bardziej nastawialiśmy się na rozgrywanie jej i więcej się ją dośrodkowywało. Było ciężko, chociaż mieliśmy świetną passę pucharową. Teraz jesteśmy lepsi w lidze. Zmieniliśmy system. Nowy trener [Jagoba Arrasate] dodał mi pewności siebie – zdradził piłkarz.
No i w rozgrywkach 2024/2025 było odrobinę lepiej, co nie znaczy to, że spisywał się na miarę wydanych na niego pieniędzy. Liczbowo wyrównał rezultat siedmiu bramek, ale tym razem wszystkie strzelił w lidze hiszpańskiej.
Mimo to latem stało się jasne, że Kanadyjczyk odejdzie z RCD Mallorki. Według informacji portali Marca oraz Ser Deportivos Baleares nie czuł ani wsparcia fanów, ani klubu. Nie zdołał się zaadaptować do życia na Majorce. Co ciekawe, kwestię ewentualnego transferu jego agenci sondowali już od zimowego okienka. Niech o sytuacji snajpera świadczy przedstawiona przez ten pierwszy portal historia z marca 2025 roku. Kiedy ten dowiedział się, że po powrocie ze zgrupowania reprezentacji starcie z Valencią rozpocznie jako rezerwowy, postarał się o to, żeby w ogóle znaleźć się poza kadrą meczową.
31-latkowi na przenosinach musiało zależeć tym bardziej że zbliżał się ważny dla Kanady mundial, a w drużynie narodowej Jesse Marsch miał kilku innych potencjalnych kandydatów do powołania. Najpierw trafił więc do Feyenoordu Rotterdam, lecz holenderskich stadionów nie podbił – również przez kontuzje. Sytuacja na pół roku przed mistrzostwami zrobiła się dramatyczna. Wtedy pomocną dłoń wyciągnęło FC Southampton. Larin odżył w Championship. Strzelił osiem goli i przyczynił się do wprowadzenia Świętych do baraży do Premier League.
Odblokowany strzelecko i psychicznie Kanadyjczyk odnalazł swoje miejsce. Jeszcze przed rozpoczęciem zmagań w Ameryce Północnej Anglicy potwierdzili wykup Kanadyjczyka za 3 miliony euro. Dzięki temu mógł skupić się tylko na światowym czempionacie, co zaprocentowało. Już teraz mocno przyczynił się do bardzo prawdopodobnego, historycznego awansu z grupy B do fazy pucharowej. W tym momencie dla Larina oraz reszty The Canucks presja wyniku właściwie się skończyła i mogą oni tylko śrubować najlepszy wynik w historii występów Kanady na mistrzostwach.

