Ibrahimović: „Scudetto z Milanem dedykuję Raioli”

„To pierwszy tytuł, który zdobyłem bez Mino u mego boku”. Takimi słowami Zlatan Ibrahimović skomentował wygraną AC Milan we włoskiej Serie A. Rossoneri zwyciężyli ligę po raz pierwszy od 2011 roku. Dla Szweda dzisiejszy sukces miał szczególne znaczenie z kilku powodów.

REKLAMA

Wojownik z powołania

Zapewne wielu z was słyszało bądź czytało o genezie charakteru Ibry. Uparty młodzieniec z Malmö, pochodzący z biednej rodziny, który walczył o każdy skrawek swojego życia. Wojownicza natura wykształcona jeszcze za czasów dziecięcych, przetrwała u żywej legendy piłki nożnej po dziś dzień. To w znacznej mierze właśnie dlatego Ibrahimović w wieku 40 lat gra w takim klubie jak Milan, zamiast wylegiwać się na słonecznych plażach, sącząc drinki z palemką i cieszyć się sportową emeryturą. Wieczna potrzeba adrenaliny i zamiłowanie do rywalizacji o najwyższą stawkę zaprowadziły go na San Siro.

Ibra przybył do Mediolanu z misją. Odbudować w tej drużynie mentalność dawnego Milanu. Zwycięskiego Milanu, z którym sam świętował triumf w poprzedniej dekadzie. Miał być wzorem do naśladowania dla młodych. Motywatorem, który będzie zarażał kolegów z zespołu głodem sukcesu. Robił to zarówno na boisku jak i poza nim. Pozwalał wszystkim wokół na czerpanie z jego bezcennego doświadczenia i niezłomnego charakteru. Kolejne poważne urazy tylko go umacniały. Po wielomiesięcznych przerwach wracał i od razu strzelał gole (niektóre nawet z rozwiązanymi butami). Nie pragnął bardziej niczego od sukcesu wspaniałego, nowego oblicza Milanu. Jak obiecał, tak zrobił. „Czerwono-czarni” wrócili na szczyt włoskiej piłki i zgarnęli długo wyczekiwane Scudetto. Misja wykonana.

Ktoś więcej niż agent

Mino Raiola nie był zwykłym agentem. Dla piłkarzy z którymi współpracował, zawsze był kimś więcej. Opiekował się nimi, był z nimi szczery w każdym aspekcie, dawał z siebie 200%. Dla Haalanda był jak drugi ojciec. Na palcach jednej ręki można by policzyć rzeczy, których Raiola nie był w stanie załatwić dla swoich klientów. Dobro jego podopiecznych było niepodważalne.

Zlatan i Mino pracowali razem przez kilkanaście lat. Ciężko opisać relacje, które łączyły tę dwójkę. Włoch był dla Ibry najlepszym przyjacielem. Osobą, do której mógł zwrócić się w każdej potrzebie. Nie ważnie czy chodziło o kwestie czysto biznesowe, czy refleksyjne pytanie o sens egzystencji. Mino Raiola traktował to wszystko równie poważnie i Szwed bardzo to doceniał. Ich współpraca była zjawiskiem godnym ekranizacji filmowej. Potrafili znakomicie napędzać się wzajemnie. Jeden popychał drugiego do rozwoju i kolejnych sukcesów na ścieżce kariery. Nie mieli problemów, żeby z siebie żartować – podzielali humor pełen dystansu. Do tego ogromna liczba wspólnych podróży, odwiedzonych restauracji i niezliczone godziny pasjonujących rozmów. Taki właśnie był Mino. Stawał się twoim przyszywanym ojce, ulubionym wujkiem, najlepszym kumplem. Określenie „agent” schodziło na dalszy plan.

Dopóki starczy sił

Będę grać dalej, dopóki fizycznie będzie to możliwe. Moja decyzja zapadnie niedługo. miałam wiele problemów zdrowotnych, ale niebawem podejmę wybór.

Zlatan Ibrahimović w swojej ostatniej książce pt. „Adrenalina” nie ukrywał strachu przed wizją zakończenia kariery piłkarskiej. Według niego futbol jest jedyną aktywnością, której uprawianie zapewnia mu tak niezwykłe emocje. Co zaspokoi jego głód adrenaliny jeśli na dobre zrezygnuje z gry w piłkę? Wtedy nic już nie będzie takie samo. Bez Mino Raioli, życie Ibry również nie byłoby i nie będzie takie samo. Pisałem wcześniej, że jednym z najważniejszych czynników w karierze Szweda był jego upór, wola walki i głód zwyciężania. Drugim takim elementem był Raiola. Bez pomocy włosko-holenderskiego agenta, Zlatan zapewne nie osiągnąłby tak wielu sukcesów i nauczył się tak wielu rzeczy w poszczególnych dziedzinach branży. No i przede wszystkim nie zyskałby tak znakomitego i oddanego kompana na dobre i na złe.

Wspominałem również, że Ibrahimović to niesamowicie twardy gość. Mniej więcej tak twardy jak asfaltowe boiska w Malmö na których grywał w dzieciństwie. Wie, że nie można zatrzymywać się na tym co było. Trzeba kroczyć przed siebie z podniesioną głową. I jestem wręcz przekonany, że świeże mistrzostwo z Milanem tylko go umocni. Świadomość, że wręczył swojemu zmarłemu druhowi Mino najlepszy możliwy prezent jaki tylko mógł, zamknęła kolejny rozdział w jego przebogatym życiorysie. Najlepszy przyjaciel i agent w jednym został pożegnany godnie. Czas zatem obrać nowy cel. Liga Mistrzów z Milanem? Czemu nie. W życiu należy mierzyć wysoko. A już w szczególności, kiedy nazywasz się Zlatan „Ibra” Ibrahimović (i liczysz pieprzone 195 cm wzrostu).

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,651FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ