Borussia Dortmund dalej zwycięska. „Byki” Marco Rose odprawione

Borussia Dortmund „on fire”. 10/10 zwycięstw w 2023 roku klubu z Signal Iduna Park stało się faktem. Pierwsza pozycja w tabeli Bundesligi również — przynajmniej do meczu Bawarczyków. Przypomnijmy, że spotkania z RB Lipsk należą do jednych z najbardziej emocjonujących dla BVB, tuż po tych z Bayernem i Schalke, ze względu na szczególny brak sympatii kibiców. Dzisiaj nie doszukaliśmy się krwi rywali na rogach popularnych „byków”.

REKLAMA

Borussia Dortmund 2:1 RB Lipsk (21′ M. Reus, 39′ E. Can, 74′ E. Forsberg)

Ostatni mecz pomiędzy tymi drużynami miał miejsce jeszcze w 2022 roku. Wtedy RB Lipsk poskromił Borussens wynikiem 3:0, co bardzo pokrzyżowało ówczesne plany Dortmundczyków w lidze. Tego wieczoru mieliśmy zgoła inną sytuację.

BVB świeżo weszło w nowy rok i dalej pozostają niepokonani. Nie zmienił tego nawet Christopher Nkunku, który gra kolejny świetny sezon. Z początku wyglądał dzisiaj na murawie na wyluzowanego. Z łatwością dochodził do sytuacji w pierwszych minutach spotkaniach, ale upływający czas nie był po jego stronie. Podopieczni Edina Tezicia mieli bowiem lepsze „zrywy” ze środka pola i bardziej kąśliwe znienacka akcje. Już w 13. minucie piłkę do siatki Janisa Blaswicha wpakował Julian Brandt.

VAR jednak szybko anulował bramkę, ponieważ Niemiec pomagał sobie ręką w opanowaniu futbolówki po niepewnym pierwszym przyjęciu nogą (dostał długą piłkę od Jude’a Bellinghama ze środka pola). Sam strzał jednak mocny i niedający większych szans. Trochę szkoda, że anulowano tego gola, bo Brandt swoją postawą w ostatnich tygodniach zdecydowanie zasługuje na takie „nagrody”.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Kilka minut później Marco Reus również po długiej piłce doszedł do sytuacji w polu karnym, mijając bramkarza z Lipska, który sfaulował Niemca po drodze. Bez dłuższego zastanawiania sędzia wskazał na rzut karny, który wbrew zasadzie „faulowany nie strzela” wyegzekwował Reus. Co prawda bramkarz go wyczuł, ale strzał był na tylne pewny, silny i precyzyjny, że ten nie pozostawił rywalowi szans.

W akcji okolicy 39. minuty, kiedy to Brandt dośrodkowywał piłkę z prawego sektora, futbolówka w chaosie powędrowała za pole karne, gdzie już czekał przygotowany Emre Can. Niemiec zdaje się przeżywać w tym roku renesans formy i z meczu na mecz zamyka usta wszystkim swoim krytykom. W tym przypadku podwyższył prowadzenia na 2:0 (najprawdopodobniej po rykoszecie lub koźle).

Z drugiej strony barykady podopieczni Marco Rose nie mieli takiego szczęścia w wykończaniu akcji ofensywnych. Po 70. minucie zszedł z boiska między innymi Andre Silva. Forsberg, Nkunku czy Szoboszlai mieli na pozór ułatwione zadanie strzeleckie. Pomiędzy słupkami BVB wyjątkowo stał Alexander Meyer, a nie Gregor Kobel, który wypadł z gry na przedmeczowej rozgrzewce (problemy mięśniowe).

Drugorzędowy bramkarz nie jest w rytmie meczowym, a jednocześnie jest o dwie klasy niżej niż ww. Kobel. Widać było brak pewności w niektórych momentach. Przynajmniej raz popełnił błąd przy wyprowadzeniu, który mógł się skończyć bramką. Oczywiście w Lipsku Pter Gulacsi kontuzjowany jest od dłuższego czasu.

W końcu na kwadrans przed końcem Emil Forsberg przełamał niemoc strzelecką po asyście Davida Rauma — dobijając piłkę na wślizgu. Dla czarno-żółtych nie był to dobry moment, bo Lipsk napierał i w końcu zapakował gola. Co gorsza, byli w gazie i po tej bramce narracja na boisku się nie zmieniła. BVB musiało się bronić, cierpliwie czekając na swoje szanse w kontratakach — dało się wyczuć brak Adeyemiego.

Czerwony byki uwierzyły, że mogą jeszcze zmienić losy meczu. Marco Rose wprowadził wszystkie możliwe asy z ławki rezerwowych, ale nie dało to zamierzonych efektów. Borussia z 2022 dzisiaj najprawdopodobniej straciłaby punkty po straconej bramce w końcówce. Ta z 2023 jest mądrzejsza i to może być kluczowe dla ich losów w Bundeslidze. Chociaż w ostatnich minutach wariactwo w piątce BVB może wskazywać na więcej szczęścia.

REKLAMA

Arcytrudny test zdany, cytując amerykańskie powiedzenie: let ’em cook

Borussia Dortmund odprawiła dzisiaj wymagającego rywala w postaci RB Leipzig, którzy przecież przed tym meczem też był bardzo wsiąknięty w grę o odebranie mistrzowskiej patery z rąk Monachijczyków. Dortmundczycy nie mogą jednak odetchnąć ani na moment. Najbliższe tygodnie mogą zburzyć ich piękny obraz, który wypracowali sobie w tym roku.

Już za cztery dni rozegrają rewanż z Chelsea w Lidze Mistrzów, następnie czekają ich Revierderby (Derby Westfalii) z walczącym o utrzymanie Schalke. Przypomnijmy, że Ci po dwóch sromotnych porażkach na początku roku mieli passę czterech bezbramkowych remisów. Dość niewygodny rywal, który przez cztery mecze nie stracił bramki. Ostatnio jednak ich defensywę złamali w Stuttgartcie, ale Schalke wygrało 2:1 za sprawą lepszej ofensywy. Derby rządzą się swoimi prawami.

Następnie BVB czeka mecz w Kolonii. Później ligowy Der Klassiker z Bayernem Monachium (kto wie, czy nie najważniejszy mecz sezonu w kontekście walki o mistrzostwo), a potem mecz pucharowy — ponownie z Lipskiem, by kilka dni później zagrać z rewelacyjnym Unionem Berlin. Na razie piękny sen Borussens trwa w najlepsze.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,520FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ