Belgia nie może liczyć na Lukaku. I co z tego, skoro i tak wygrywa?

Po tragicznym początku EURO w wykonaniu Belgów, podopieczni Domenico Tedesco w sobotnim starciu z Rumunią chcieli sięgnąć po pierwsze punkty. Przegrana 0:1 ze Słowacją w pierwszej kolejce Mistrzostw Europy stawiała jednak pod dużym znakiem zapytania formę zawodników z Beneluksu. Belgia pokazała jednak zupełnie inne oblicze i dobrze poradziła w sobie roli faworyta spotkania. Z kolei Rumuni nie powtórzyli już sukcesu podobnego do odniesionego kilka dni wcześniej wysokiego zwycięstwa nad Ukrainą.

Kto może strzelać dla Belgii?

Największą niewiadomą przed meczem z Rumunią była forma ofensywnych graczy Belgii. W pierwszym meczu to właśnie niemoc strzelecka była główną przyczyną porażki, a także obiektem krytyki i szyderstw. Eksperci i kibice podkreślali przede wszystkim przegrywanie bezpośrednich pojedynków, brak zaangażowania i formę Romelu Lukaku. To właśnie snajper AS Romy spektakularnie marnował kolejne akcje, mimo wielokrotnego stawania oko w oko z bramkarzem rywali.

REKLAMA
Źródło: TVP SPORT (@sport_tvppl) / X

Okazało się jednak, że być może Belg… lepiej asystuje niż strzela! Błyskawicznie po rozpoczęciu gry w drugim meczu mistrzostw to właśnie on wyłożył piłkę Tielemansowi. Piłkarz Aston Villi z pierwszej piłki uderzył futbolówkę po ziemi, strzelając gola zza pola karnego. Belgia po niespełna 90 sekundach meczu była więc już na prowadzeniu.

Źródło: TVP SPORT (@sport_tvppl) / X

Belgia potrzebuje Tielemansa

Na kolejne gole trzeba było poczekać do drugiej połowy. Gra Belgów nadal mogła się jednak podobać, a różnica w kulturze gry między nimi a Rumunami była bardzo widoczna. Akcje piłkarzy z Bałkanów były przerywane bardzo szybko. Ze względu na to w pierwszej połowie utrzymywali się oni przy piłce jedynie przez 32 proc. czasu gry. W pozostałych momentach to drużyna prowadząca starała się podwyższyć prowadzenie. Byłoby to możliwe przy nieco lepszej finalizacji okazji i odrobinie szczęścia – Belgia oddała 10 strzałów, z których 4 były celne. Takiego wyniku nie udałoby się jednak osiągnąć między innymi bez Tielemansa. Pomocnik nie tylko zdobył bramkę, lecz także był dyrygentem gry swojego zespołu. Napędzał akcje, grał bardzo dokładnie i podejmował dobre boiskowe decyzje.

Na pochwały zasługuje nie tylko on. Wielu belgijskich graczy grało naprawdę dobrze i wnosiło do gry coś od siebie. Lukebakio nie bał się wchodzić w pojedynki indywidualne, często dryblował i robił to na tyle dobrze, że mijał rywali lub wywalczał stałe fragmenty gry. Kevin de Bruyne był waleczny, odważny i nieoczywisty w swoich zagraniach. Dość często tracił piłkę, ale było to ryzyko możliwe do zaakceptowania patrząc na ogrom pozytywnego wpływu dzięki udanym zagraniom. Często kreował dobre okazje, ale w najważniejszych momentach brakowało odrobiny dokładności. Z kolei grający na lewej stronie Jérémy Doku korzystał ze swojej szybkości i nie można było odmówić mu zaangażowania. Ostatecznie jednak do podsumowania ich dobrej dyspozycji brakowało kolejnych bramek, o co należało postarać się w drugiej odsłonie meczu.

Rumunia nie miała nic do stracenia

Ekipa Edwarda Iordănescu miała świadomość, że wychodząc na drugie 45 minut meczu musi postarać się przynajmniej o wyrównanie. Wyłączna obrona własnej bramki nie miałaby sensu, ale Rumunom wcale nie trzeba było tego tłumaczyć. Jedna z dotychczasowych rewelacji turnieju pokazała, że nie zamierza bać się swoich przeciwników i też potrafi atakować. Kilkukrotnie w drugiej połowie mogło skończyć się to trafieniem do bramki strzeżonej przez Koena Casteelsa, bo przez cały mecz Rumunia strzelała na jego bramkę aż trzynastokrotnie. Mimo wykreowania xG na poziomie 0,93, zakończyli oni mecz bez zdobyczy bramkowej. Ich gra mogła się jednak podobać, bo duża determinacja mogła przynieść im bardziej korzystny wynik.

Bardziej ofensywne podejście mogło jednak opłacić się również Belgii. De Bruyne i spółka byli zmuszeni do gry obronnej i drżeli o wynik. Po odbiorze piłki dochodzili jednak do swoich szans, a wyższa obrona przeciwników stwarzała im przestrzeń do rajdów i podań prostopadłych. Do jednego z takich zagrań w 64. minucie dopadł Lukaku i – wręcz nie w swoim stylu – bardzo dobrze strzelił na bramkę. Radość napastnika przerwał jednak sędziujący ten mecz Szymon Marciniak, którego koledzy z zespołu VAR dopatrzyli się spalonego. Można tu mówić o ogromnym pechu Belga, którego gol nie został uznany dosłownie przez mikroskopijny ofsajd. Linię spalonego przekroczyło… kolano Lukaku, który zdaje się być niezdolny do przełamania niemocy strzeleckiej. Ten gol był już bowiem jego trzecim nieuznanym z tego samego powodu w drugim meczu EURO.

Źródło: Match of the Day (@BBCMOTD) / X

Belgia w końcu podwyższyła prowadzenie

Nieuznany gol Lukaku „odebrał asystę” Kevinowi de Bruyne, który zasłużył na wpisanie się do protokołu meczowego. Udało mu się to jednak w ostatnim kwadransie meczu, kiedy kapitan Belgów sam strzelił gola na 2:0. Piłkarz Manchesteru City uderzył obok nóg bramkarza Rumunii, który jeszcze ucierpiał podczas interwencji. Po chwili jednak podniósł się z murawy, a arbiter nie dopatrzył się przewinienia.

Źródło: TVP SPORT (@sport_tvppl) / X

Wynik 2:0 pozostał już niezmienny do końca meczu. Dzięki temu sytuacja w grupie E jest o tyle ciekawa, że przed ostatnią serią gier wszystkie cztery drużyny mają w niej po 3 punkty. O tym, które ekipy awansują z niej do 1/8 finału, zadecydują więc dopiero starcia Belgii z Ukrainą i Rumunii ze Słowacją. Oba zostaną rozegrane równolegle, 26 czerwca o 18:00.

Belgia 2:0 Rumunia (Youri Tielemans 2′, Kevin de Bruyne 80′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,221FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ