Australia nie wytrzymała tempa narzuconego przez USA

Kolejny gospodarz również nie zawiódł. Australia nie zdołała postawić się USA, przez co przegrała 0:2. Choć w składzie Amerykanów zabrakło Christiana Pulisica, na boisku nie było to aż tak widoczne. Kolejny dobry mecz w ich wykonaniu pozwolił zapewnić im awans do 1/16 finału mundialu oraz zapracować na miano czarnego konia turnieju.

Wyjściowe składy mogły lekko zaskoczyć. W jedenastce Amerykanów zabrakło Christiana Pulisica, który w poprzednim meczu z Paragwajem doznał urazu mięśniowego. Tym samym ich ofensywa utraciła trochę ze swojej siły rażenia. Podobnie prezentowało się w zestawieniu Kangurów. Z ławki rywalizację zaczęli strzelcy bramek w starciu z Turcją, czyli Nestory Irankunda oraz Connor Metcalfe.

REKLAMA

Zasieki Australii nie przestraszyły USA

Stany Zjednoczone zaczęły bardzo nerwowo, bo już w 1. minucie po stracie Alexa Freemana szansę miał Mohamed Toure. Napastnik spróbował szczęścia z dość ostrego kąta, więc jego strzał musiałby być wyjątkowo silny i precyzyjny, aby pokonać bramkarza. Dołóżmy też do tej sytuacji chwilę, gdy mocno przyciśnięty został Chris Richards. Wyprowadzenie piłki gospodarzy turnieju nie prezentowało się najpewniej. Agresywna Australia, nie bojąca się wywierania presji w wyższych sektorach boiska, chciała z tego skorzystać.

Szybko jednak piłkarze trenera Mauricio Pochettino zaczęli brać się w garść. Obiecująco grali prawą stroną, gdzie odpowiedzialność za kreację brał na siebie Weston McKennie. Cios wyprowadzili natomiast lewą flanką. Folarin Balogun urwał się Alessandro Circatiemu i otrzymał podanie. Przyspieszył jak pociąg pospieszny, dotarł do linii końcowej z dograł płasko w głąb pola karnego. Wstrzelenie przeciął… Cameron Burgess, który wpakował piłkę do własnej bramki.

Australijczycy mogli błyskawicznie odpowiedzieć minutę później. Kombinację pod szesnastką Amerykanów zamknął Mathew Leckie ładnym uderzeniem zewnętrzną częścią stopy. Uroda to jedno, ale celność to inna sprawa – tej drugiej zabrakło. Ogólnie natomiast podopieczni Tonego Popovicia nie radzili sobie z intensywnością rywala. Prędko tracili piłkę, więc nie było mowy o tworzeniu regularnego zagrożęnia. Częściej musieli za nią biegać, broniąc się przed kolejnymi atakami pozycyjnymi swobodnie poczynających sobie Jankesów.

A ci tuż przed przerwą ułatwili sobie sprawę jeszcze bardziej, podwyższając wynik. Do wybitej po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłki dopadł Sergino Dest, który huknął w stronę bramki Patricka Beacha. Jeden z defensorów zablokował uderzenie, ale dobić strzał zdołał Freeman. Sędzia odgwizdał początkowo spalonego, ale VAR potwierdził, że trafienie padło przepisowo. Strata Pulisica okazała się nie być tak bolesna i do przerwy gospodarze z łatwością radzili sobie z Kangurami.

Kangury sprawiły kłopoty w końcówce

Po przerwie trener Popović zdecydował się na wprowadzenie największych nieobecnych w składzie jego drużyny. Na boisku zameldowali się więc Metcalfe oraz Irankunda. Ponadto zmienił Burgessa na Jasona Gerię, aby trochę uspokoić sytuację w defensywie. Korekty jednak na początku niewiele dały. Amerykanie nie forsowali tempa i kulturą gry kontrolowali tempo spotkania. W odpowiednich momentach próbowali przyspieszać, jak w 52. minucie, gdy świetną szansę zmarnował Balogun. Napastnik znów uciekł defensywie, ale próbując złożyć się do strzału, dał dogonić się Circatiemu

Coś drgnęło w postawie Australii po 60. minucie. Okazji na gola kontaktowego po zbyt mocnym uderzeniu nie wykorzystał Cristian Volpato, wprowadzony za prawdopodobnie kontuzjowanego Leckie’ego (schodził w towarzystwie fizjoterapeutów). Sprawnie akcję napędził Irankunda, wbiegając za plecy obrońców. Chwilę później sprzed pola karnego strzelił zbyt lekko Metcalfe. Tą sytuację udało się stworzyć po wysokim odbiorze. Kangury powoli nabierały wiatru w żagle i intensywnością zaczynali dorównywać rywalom.

W ostatnim kwadransie ekipa ze strefy azjatyckiej jeszcze bardziej podkręciła obroty. Coraz więcej czasu gra toczyła się na połowie USA. Ponownie w szeregi Jankesów wkradła się nerwowość, przez co ci oddali nieco pola rywalom. Momentami w ich polu karnym robiło się gorąco. Emocje były na tyle spore, że po jednym z fauli doszło do sprzeczki między piłkarzami obu stron. W rezultacie sędzia pokazał aż trzy żółte kartki naraz. Ukarani zostali Harry Souttar, Jacob Italiano oraz Balogun. Poza tą sytuacją Amerykanie wytrzymali presję, zachowali czyste konto i zameldowali się w fazie pucharowej.

USA — Australia 2:0 (Circati 11′ [sam.], Freeman 44′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ