Do Sewilli na mecz z Realem Betis przyjechała rozpędzona, bramkostrzelna machina z Barcelony. Duma Katalonii stanęła przed szansą zostania dopiero drugim zespołem w historii rozgrywek z dziewięcioma zwycięstwami w pierwszych dziewięciu meczach sezonu. Zadanie na papierze nie należało jednak do najłatwiejszych. W środę Betis pokonał Porto 3:2 w emocjonującym meczu Ligi Mistrzów, odnosząc szóste zwycięstwo w ostatnich siedmiu spotkaniach o stawkę. Betis wyrównał swój najlepszy dorobek punktowy na tym etapie La Liga, nawiązując do sezonu 1934/35, który zakończył mistrzostwem. Wygrana z aktualnym liderem ligi mogłaby rozbudzić ambicje większe niż kolejny finisz w czołowej piątce.
Z kolei Barcelona w środku tygodnia odwróciła losy meczu i rozbiła Galatasaray 4:1 w europejskich rozgrywkach, odnosząc dziesiąte zwycięstwo w dziesięciu meczach we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie. Osiem z tych spotkań odbyło się w lidze, dzięki czemu Blaugrana po raz drugi w historii rozpoczęła kampanię La Liga od ośmiu wygranych. Zatem w Sewilli fani hiszpańskiej piłki mogli oglądać starcie ekip będących w kapitalnej formie.
Z Barceloną trzeba tak grać
Piłkarze Realu Betis wiedzieli, że gra z Barceloną w ostatnim czasie to ostra jazda bez trzymanki. Jednak ku ich zdziwieniu Duma Katalonii nie zaczęła spotkania z przesadnie dużą intensywnością. Gra wyglądała dobrze jak zwykle, lecz zawodnicy Manuela Pellegriniego bardzo dobrze sobie z nią radzili. Jednak co można zrobić, gdy gra się przeciwko takiemu magikowi jak Lamine Yamal? Mistrz Europy jest w kapitalnej formie, a jego trafienie z 10. minuty spotkania tylko to potwierdza. Barcelona wyszła na prowadzenie i zaczęła swoją zabawę. Co na to Real Betis?
Gospodarze próbowali grać swoją grę. Wiedzieli doskonale, że tak naprawdę jednym z najlepszych sposobów na ekipę Hansiego Flicka są długie podania za wysoko ustawioną linię obrony. Takie zagrania są bardzo niebezpieczne, a gdy do tego w akcję zaangażowanych jest kilku zawodników, może nie być co zbierać. Dodatkowo szans trzeba szukać w stałych fragmentach gry. Tak właśnie stało się w 27. minucie. Po rzucie rożnym i ponownym dośrodkowaniu Pablo Fornalsa piłkę głową do siatki skierował Valentín Gómez.
Barcelona nie nacieszyła się zbyt długo prowadzeniem. Real Betis wrócił do gry, sprawiając z minuty na minutę coraz więcej problemów. Blaugrana nie miała łatwego życia z dobrze zorganizowaną i niebezpieczną w wielu elementach maszyną Manuela Pellegriniego. Czuć było, że spotkały się drużyny z pomysłem, które posiadają klasowych zawodników. Pod koniec pierwszej połowy Barcelona na rzut rożny Realu Betis odpowiedziała rzutem rożnym. W 41. minucie dośrodkowanie Fermína Lópeza na gola zamienił Rodri. Piłkarze Hansiego Flicka schodzili na przerwę z prowadzeniem, lecz by je wywalczyć, musieli się jak na siebie w ostatnim czasie sporo napocić.
Emocje, gole i kontrowersje
Druga część spotkania zaczęła się równie mocno jak pierwsza. Wysokie tempo meczu cały czas się utrzymywało. Piłkarze nie zamierzali zwalniać i dążyli do tworzenia kolejnych groźnych akcji. Pierwsza do głosu doszła Barcelona. Znakomitą akcję Dumy Katalonii po podaniu Lamine Yamala w 52. minucie na gola zamienił Gabriel Jesus. Piłkarze Hansiego Flicka pierwszy raz w tej rywalizacji wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Jednak nie nacieszyli się nim zbyt długo. Minutę później znakomite podanie za linię obrony Giovaniego Lo Celso wykorzystał Abde Ezzalzouli.
Tuż po tej akcji doszło do przepychanki pomiędzy piłkarzami obu drużyn. Brał w niej udział między innymi Lamine Yamal, którego niesportowo potraktował Facundo Bernal. Urugwajski zawodnik uderzył Hiszpana głową i otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę, osłabiając swój zespół. Real Betis walczył, lecz Barcelona była tego dnia po raz kolejny za mocna. Gol kontaktowy, po którym doszło do takiej sytuacji, mógł dać gospodarzom nadzieję na odrobienie strat, ale gra w osłabieniu zdecydowanie utrudniła im zadanie. W 62. minucie było już 4:2 dla Barcelony, która grając w przewadze, pewnie zmierzała po kolejne zwycięstwo. Tym razem Dumie Katalonii ponowne dwubramkowe prowadzenie dał Eric García.
W 81. minucie wynik na 5:2 po podaniu Pau Cubarsíego ustalił Dani Olmo. Barcelona dowiozła kolejne przekonujące zwycięstwo okraszone dużą liczbą goli i sporą dramaturgią. Dziewięć ligowych spotkań i dziewięć zwycięstw. Real Betis będący w formie nie dał rady tak rozpędzonej drużynie. Nie mają się czego wstydzić podopieczni Manuela Pellegriniego. Zaprezentowali się godnie i momentami walczyli jak równy z równym. Może za tydzień w niedzielny wieczór Real Madryt da radę. Jak na razie nie ma mocnych na maszynę Hansiego Flicka. Oglądanie Dumy Katalonii w tym sezonie to jak na razie czysta przyjemność.


