Nowa Bukowa podbita! Pierwsza domowa porażka GKS-u Katowice w 2026

Czy starcie GKS-u Katowice z Pogonią Szczecin można nazwać hitem 11. kolejki PKO BP Ekstraklasy? Jak najbardziej. Katowiczanie zdobyli jak dotąd najwięcej bramek w tym sezonie, a Szczecinianie stracili ich najmniej. Ich sytuacja w tabeli była niemal identyczna – po 18 punktów na koncie, z niewielkim wskazaniem na Pogoń, przez lepszy bilans bramkowy. Zwycięstwo co prawda nikomu nie dałoby awansu na podium, ale umocnienie się na miejscu gwarantującym grę w europejskich pucharach wygląda przekonująco. Mimo dobrej formy i zbliżonego poziomu minimalnym faworytem była GieKSa. Po raz ostatni w meczu o stawkę u siebie przegrała… w listopadzie 2025 roku!

Męczycho przez wielkie „M”

Jako pierwsi w tym meczu mieli coś do powiedzenia kibice. To oni, dzięki swojej odprawie, odłożyli mecz w czasie o kilka minut. Kiedy na Nowej Bukowej się wywietrzyło, piłkarze ruszyli do gry. Dość zachowawczo, choć nieznacznie przeważała Pogoń. Jednakże to zespół z Katowic miał pierwszą groźną okazję. W 7. minucie trudny strzał oddał Borja Galán, ale interwencja Valentina Cojocaru zasługuje na duże pochwały. Podopieczni Rafała Góraka wyraźnie się rozkręcili. Inicjatywa była po ich stronie i nie omieszkali atakować bramki Pogoni. W 14. minucie Cojocaru miał kolejny test, tym razem po woleju Kacpra Łukasiaka. I Rumun również go zdał. Po około 20 minutach grania z GKS-u uszło nieco powietrze i nie atakował tak intensywnie.

Zwolniła także Pogoń. Na boisku zrobiły się piłkarskie szachy, i to takie z dużym naciskiem na zachowawczość. Trudno się oglądało to spotkanie, a zwłaszcza grę ekipy z Pomorza Zachodniego. GKS wyglądał nieco lepiej, podkreślmy – nieco. Po obu stronach i tak nie było konkretów. W 30. minucie mogło być groźnie, gdyby Jordi Sánchez lepiej przyjął piłkę po długim podaniu. Niemniej pomysł był dobry – podanie na dobieg, przeszywające obronę. Miał być to hitowy mecz, starcie warte obejrzenia, ale ono wyraźnie zawodziło. Chcieliśmy krwistego steka, a dostaliśmy danie do bólu wegańskie. No nic, pozostało nam czekać do końca przerwy…

Złota bramka – ozłocona dzięki defensywie

I rzeczywiście, po przerwie był impuls. Pogoń była bardzo bliska zdobycia bramki w 47. minucie. Obrońcy GKS-u źle wybili piłkę ze swojego pola karnego. Na tyle źle, że szansę z woleja miał Darko Czurlinow. Macedończyk ładnie uderzył, ale nie na tyle, żeby trafić do siatki. Po nim poprawił Paul Mukairu, lecz Portowcy długo nie nacieszyli się prowadzeniem – Nigeryjczyk był na spalonym. Ale na ich szczęście to nie tylko się nie zemściło, ale Jordi Sánchez wreszcie się odblokował. W 51. minucie kapitalne, z idealnym timingiem podanie posłał Attila Szalai. Hiszpan tym razem dobrze przyjął piłkę, miał przed sobą tylko bramkarza i zanotował już 9. trafienie w tym sezonie. W tej sytuacji na większe pochwały zasługuje chyba podający, bo bez tego zagrania gola by raczej nie było!

Po tych dwóch bramkach (jednej prawidłowej) Pogoń udowadniała, że miano najlepszej defensywy Ekstraklasy nie wzięło się znikąd. Oczywiście nie mówiąc tylko o liczbach w tabeli. Szczecinianie prezentowali się bardzo dobrze w tyłach, wyglądali na świetnie zorganizowanych i gospodarze nie mieli za wiele argumentów na boisku. A jeśli już Gieksa dochodziła do głosu, to między słupkami czujność zachowywał Cojocaru. Nie można odmówić gospodarzom zaangażowania. Sporo się kręcili w pobliżu pola karnego. Ale to, co robili, było po prostu za mało na Pogoń. Szczecinianie atakowali, ale tylko z doskoku. Grali, jakby zależało im przede wszystkim na obronie korzystnego wyniku.

GKS nie przestawał napierać. Nie tracił wiary w to, że negatywny wynik jeszcze da się odkręcić. Tylko że ciągle czegoś im brakowało. Przede wszystkim dokładności i nieprzewidywalności – byli dla Pogoni zbyt czytelni. W ostatnich minutach Pogoń wzmocniła zmianami defensywę, a Gieksa dała zastrzyk świeżości ofensywie. W doliczonym czasie gry Ilja Szkurin był centymetry od wyrównania. Portowcy dowieźli prowadzenie do końca i trzeba przyznać, że nie do końca jest to efekt nieudolności Katowiczan. 3 punkty to bardziej owoc dojrzałej i poukładanej gry w obronie. Przyjezdni nie ulegli presji, jaką wywierał przeciwnik i skutecznie obronił prowadzenie. Zapewne nie był to najlepszy mecz w wykonaniu Pogoni, ale z pewnością mądrze rozegrany. W tabeli bez zmian – poza tym, że Pogoń odskoczyła dzisiejszym rywalom.

GKS Katowice – Pogoń Szczecin 0:1 (Sánchez 51′)

Jan Pietrzak
Jan Pietrzak
Zakochany w sporcie od małego, stety niestety bez wzajemności. Ta miłość trwa od Euro 2012, jak za dzieciaka panowało w Polsce prawdziwe święto. Masochista z Ziemi Lubuskiej, który zamiast „wielkim futbolem”, bardziej ekscytuje się Ekstraklasą, i jeszcze za nią jeździ po kraju. Dla Mistrzów Polski tworzę od kwietnia 2023.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →