Bologna po raz pierwszy w tym sezonie chciała odnieść dwa zwycięstwa z rzędu w Serie A, podejmując lidera tabeli – Inter Mediolan. Nerazzurri chcieli się zrehabilitować się po porażce w Lidze Mistrzów. W ubiegły weekend Bologna pokonała Lecce 2:1, odnosząc pierwsze zwycięstwo w sezonie tym samym nieznacznie oddalając się od strefy spadkowej. Nowy trener Raffaele Palladino nabiera rozpędu wraz z zespołem, który nie przegrał żadnego z jego dwóch ostatnich meczów. Jednak przed Rossoblu czekało w sobotę bardzo trudne zadanie. Do Bolonii przyjechał zły Inter, który we wtorek przegrał z Club Brugge 4:3 na San Siro, notując pierwszą w historii serię czterech kolejnych porażek w Lidze Mistrzów. Nerazzurri nie mają jednak czasu na rozpamiętywanie tej wpadki, gdyż po sześciu kolejkach czołowe trzy zespoły Serie A dzielą zaledwie dwa punkty, więc margines błędu jest niewielki. Potrzeba ligowych zwycięstw, bo konkurencja nie śpi.
Problemy mistrza w obronie
Inter w ostatnim czasie nie w swoim stylu traci niemal co mecz bardzo dużo bramek. Ofensywa w większości meczów funkcjonuje bardzo dobrze, lecz w defensywie ewidentnie na początku sezonu coś nie gra. Potwierdzeniem problemów była stracona bramka w 10. minucie. Piłkę stracił Luis Henrique, obrona nie doskoczyła, a to wszystko wykorzystał wychowanek Milanu – Tommaso Pobega. Bologna wyszła na prowadzenie, na które swoją grą w pierwszych minutach jak najbardziej zasługiwała. Gospodarze grali z życiem i pomysłem. Dodatkowo piłkarze Raffaele Palladino znakomicie byli zorganizowani w obronie. Nie pozwalali swoim przeciwnikom niemal na nic, co było niemałym zaskoczeniem. Mistrzowie Włoch nie wyglądali mocnych i pewnych siebie jak to miało miejsce w poprzedniej kampanii.
O problemach Interu niech świadczy fakt, że ich jedynym pomysłem na zagrożenie Łukaszowi Skorupskiemu były strzały z dystansu. Piłkarze Cristiana Chivu byli w swoich akacjach bardzo bezzębni i niemrawi. Mistrzowie Włoch nie byli w stanie przeforsować dobrze zorganizowanej obrony Bolognii. Działo się tak do 44. minuty. Wtedy go głosu doszedł Marcus Thuram. Francuski napastnik znakomitym strzałem głową wykorzystał dośrodkowanie Nicolo Barelli. Inter tym trafieniem w końcówce wrócił do żywych, wycisnął maksimum z pierwszej części spotkania. Bologna mogła mieć do siebie pretensje, że nie wykorzystała dobrze tworzonych przez siebie okazji. Ostatecznie za to marnowanie szans została pokarana.
Bologna osłabła i oddała pole gry
Gospodarze zdecydowanie oddali pole gry Interowi. Wyglądało to tak jakby wszystko co najlepsze z ich strony mogliśmy zobaczyć w pierwszej części spotkania. Bologna przestała atakować, cofnęła się pod swoje pole karne tak jakby remis im jak najbardziej pasował. A mistrzom Włoch taka postawa rywali się podobała. Z minuty na minutę przewaga podopiecznych Cristiana Chivu rosła i czuć było w powietrzu gola i kłopoty Łukasza Skorupskiego. Piłkarze Interu zrozumieli, że będąc w polu karnym rywala, obrońcy Rossoblu się gubią i niekoniecznie trzeba tylko strzelać z dystansu.
Szkoda z perspektywy gospodarzy, że stracili werwę i pomysł na granie przeciwko Interowi. Pierwsza część spotkania w ich wykonaniu poza straconym golem była niemal perfekcyjna. Obrona Interu się gubi, gdy tylko się ją naciśnie. To działało do przerwy, a Bologna z jakiegoś powodu przestała tak grać. Gracze Palldino tak jakby w szatni pogodzili się z tym, że już w tym meczu więcej nie osiągną, a mistrzowie Włoch dokonają kolejnej rimonty. W 69. minucie napór Nerrazzurich przyniósł efekt. Podanie Piotra Zielińskiego na gola zamienił Carlos Augusto.
Inter w 83. minucie za sprawą Ange-Yoana Bonny’ego ustalił wynik spotkania. Nerrazzuri kolejny raz odrobili straty w meczu. Szeroki skład robi swoje. To głównie dzięki temu mistrzowie Włoch odrobili stratę jednej bramki i przechylili szalę na swoją korzyść. Nie był to znakomity mecz drużyny Cristiana Chivu, lecz wystarczający na średniaka ligi jakim obecnie jest Bologna. Inter z wyjątkiem remisu z AS Romą wygrywa jak na razie wszystko w rozgrywkach Serie A.


