Norris wkracza do gry, a Williams sięga dna! 4 wnioski po GP Holandii

Za nami ostatnie jak na razie GP Holandii. Po tym sezonie fani formuły 1 pożegnają się z tym torem i przynajmniej w najbliższych latach nie będzie na nim rywalizacji kierowców królowej motorsportu. Fatalnie ten „last dance” poszedł Maxowi Verstappenowi. Z kolei dumę ze swojej postawy mogą czuć chociażby Liam Lawson, Yuki Tsunoda i Fernando Alonso. Ten ostatni ewidentnie przeżywa drugą młodość, ciągnąc przy tym za uszy cały zespół Astona Martina. Za to w Mercedesie mają sobie do wyjaśnienia pewne kwestie. Działo się na torze Zandvoort i przyszedł czas na podsumowanie sobie pewnych spraw.

McLaren, a właściwie Lando Norris wraca do gry

Można już śmiało powiedzieć, że Lando Norris wkracza do gry o podium w końcowej klasyfikacji mistrzostw świata. Brytyjczyk w ostatnich wyścigach znajduje się w kapitalnej formie. Dodatkowo sam McLaren trafił z poprawkami, które działały już dobrze przed przerwą wakacyjną. Obecny mistrz świata wygrał drugi wyścig z rzędu i do trzeciego Lewisa Hamiltona, jak i drugiego George Russella traci 24 punkty. Jest to jak najbardziej strata do odrobienia. Tym bardziej jeśli popatrzymy na obecną formę obu kierowców oraz zespołów dla których jeżdżą.

Martwiąca przy tych wszystkich pochwałach dla Norrisa jest obecna forma jego zespołowego kolegi. Oscar Piastri ewidentnie nie potrafi odnaleźć w bieżącej kampanii swojej najlepszej wersji. Jeszcze całkiem niedawno był do ostatniego wyścigu sezonu w walce o tytuł mistrzowski. Dziś jest kilka pozycji niżej od Norris niemal w każdym wyścigu. Wpadł w dołek, z którego nie zanosi by miał się wygrzebać.

W Mercedesie sobie nie pomagają

W Mercedesie tą zamianą pozycji pomiędzy Georgem Russellem a Kimim Antonellim pokazali, że nie wierzą za bardzo w jednego ze swoich kierowców. Mało tego, Brytyjczyk tym swoim posłuszeństwem postawił się w pewnym sensie sam w roli kierowcy numer dwa. A nie powinno się odbywać to w taki, a nie inny sposób. Z drugiej strony sam 28-latek sobie na taką sytuację zapracował. Gdy już się wydaje, że może w końcu wygrać wyścig i być po prostu lepszym od swojego zespołowego kolegi, to przytrafia mu się jakieś nieszczęście. Antonelli jest w tym sezonie o wiele stabilniejszym zawodnikiem i pewnie zmierza po tytuł mistrza świata. Przy takim punktowaniu i dobrej jeździe nie ma zbytnio kto młodemu Włochowi zagrozić.

Nowe/stare twarze dobrze się pokazały

Isacc Hadjar nie mógł pojechać w ten weekend z powodu urazu kości nadgarstka. Kontuzji miał doznać na… treningu bokserskim. Nabawił się urazu, uderzając w wypełniony piaskiem worek treningowy w trakcie ćwiczeń na siłowni. Team Red Bulla zasilił zatem Liam Lawson, a team Racing Bulls – Yuki Tsunoda. Dla obu była to ogromna szansa, z której trzeba otwarcie powiedzieć, że skorzystali.

Ten pierwszy przejechał cały weekend, jeżdżąc konkurencyjnym tempem. Z kolei drugi pokazał, że jest nietuzinkowym kierowcą i potrafi z marszu jechać dobrze w nowej i nieznanej dla niego dotychczas specyfikacji samochodów. Japończyk pokazał przede wszystkim sobie, że swoją jazdą stać go na bycie ciągle w Formule 1. Kto wie, co przyniesie przyszłość. Pozwolę sobie zaryzykować tezę, że nie był to ostatni start Yukiego Tsunody w królowej motorsportu.

Postawa Williamsa jest żałosna

Williamsy wyglądają z wyścigu na wyścig coraz gorzej. Nie ma w tym zespole w ostatnim czasie niczego, czego można by się chwycić i próbować na tym budować coś nowego, a przede wszystkim chociaż lepszego. Jedyną dobrą wiadomością jaka dotarła od tego zespołu jest przedłużenie kontraktów ze swoimi obecnymi kierowcami. Zarówno Carlos Sainz, jak i Alexander Albon wierzą w długofalowy projekt tej stajni. Obaj twierdzą, że taki fatalny i przejściowy sezon również jest potrzebny. Niech podsumowaniem ich formy będzie fakt, że w wyścigu postanowili się rozbić między sobą. Do tego ich tempo było gorsze nawet od Cadillaca. Nie mówiąc już o Astonie, który za sprawą Fernando Alonso zaczyna odbijać się od dna.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img