Jednoręki Bono dał awans Maroku

Może bramek za dużo nie padło, ale starcie Holandii z Marokiem stało na wysokim poziomie. To była rywalizacja pełna walki o kontrolę. Ta przechodziła z rąk do rąk. Kapitalnie się to oglądało, ale w końcu prowadzenie objęli Oranje. Jednak Lwy Atlasu nie poddały się, co mogło cieszyć, bo w ten sposób udało się im dołożyć jeszcze więcej pikanterii temu starciu.

Kolejne spotkanie 1/16 finału nie zakończyło się bowiem po 90 minutach. Holendrzy już witali się z gąską, ale w samej końcówce ich przeciwnicy dopięli swego, doprowadzając do dość nudnej dogrywki. A potem nastąpiły rzuty karne – te zrewanżowały nam monotonię sprzed 30 minut z nawiązką. To był idealny scenariusz dla tego starcia, które od samego początku charakteryzowało się zaciętością.

REKLAMA

Holandia i Maroko siłowały się

Obie ekipy uwielbiają posiadać piłkę, toteż nieustannie toczyła się walka o dominację w środku pola. Przez to w pierwszych minutach mecz był lekko chaotyczny, a w atakach jednych i drugich brakowało płynności. Za to tempo, przez bezpośrednią grę, nie zwalniało. Więcej cierpliwości w rozegraniu pokazywali Holendrzy, ale mieli problem z minięciem pierwszej linii nacisku i zakotwiczeniem wyżej. Podobnie prezentowało się to w przypadku szybciej szukających długich zagrań Marokańczyków. Plan Ronalda Koemana z ustawieniem z trójką defensorów i wahadłowymi przeciwko nim działał. Ogólnie zaś poczynania stron rywalizacji rozbijały się o dokładność.

Niewiele potrafili zaoferować od siebie ofensywni gracze Oranje. W najciekawszej sytuacji znalazł się Crysencio Summerville, który w 16. minucie urwał się obrońcom. Skrzydłowy mógł uderzać, ale zdecydował się podać do Briana Brobbeya, ale przewidział do Issa Diop. Co prawda w tej akcji odgwizdano spalonego, ale gdyby padł gol, VAR sprawdzałby słuszność tej decyzji.

Potem nastąpił moment Lwów Atlasu. W 20. minucie strzał po centrze Achrafa Hakimiego z rzutu rożnego oddał Neil El Aynaoui, ale Bert Verbruggen stał na posterunku. Podobnie dobrą interwencją bramkarz popisał się minutę później po bombie Hakimiego. To właśnie po stronie piłkarza Paris Saint-Germain biło serce drużyny. Ani Brahim Diaz, ani Bilal El Khannouss, ani też Ismael Saibari nie byli w stanie wywierać takiego wpływu jak on.

Przerwa na nawodnienie sprawiła, że szala przechyliła się nieco w stronę coraz swobodniej operujących piłką Oranje. Z konkretów jednak, to zdołali oni jedynie w 44. minucie oddać jeden groźny strzał z dystansu za sprawą Micky’ego van de Vena. W międzyczasie odrobinę z rytmu wybił ich uraz Jana Paula van Hecke, który po upadku w kontakcie z Noussairem Mazraouim rozciął głowę. Wyrazem przebudzenia Maroka były szanse Azzedine Ounahiego oraz Saibarego – ten minął się z piłką po dośrodkowaniu… a jakże, Hakimiego.

Awans odebrany w samej końcówce

Druga połowa przyniosła zmianę proporcji. Holendrzy zdecydowali się ustawić trochę defensywniej, oddać inicjatywę i czekać na kontry oraz błyskawiczne wypady. Dzięki temu Maroko częściej mogło kombinować w ataku pozycyjnym nad rozerwaniem szyków europejskiego rywala.

Starania były intensywne. Podczas gdy piłkarze trenera Koemana robili mało szumu pod bramką Bono, tak Verbruggen musiał się trochę napocić i nastresować. A to Hakimi uderzył w poprzeczkę, a to się urwał defensorom, lecz został powstrzymany w ostatniej chwili przez van de Vena. Z dystansu próbował swojego szczęścia El Khannouss, blisko trafienia samobójczego był także Dumfries po kolejnej centrze Hakimiego, ale bramkarz ciałem wybronił drużynę z opresji.

Sytuacja Oranje robiła się trudna, więc w 71. minucie na boisku zameldował Wout Weghorst. To on odegrał ważną rolę chwilę później. Dokładnie po minucie od jego wejścia długie podanie na niego posłał bramkarz. Rosły napastnik nie miał kłopotu z wygraniem pojedynku główkowego i zgrał piłkę do Summervilla. Ten napędził atak. W ostatniej chwili, już upadając, uruchomił podążającego za nim Cody’ego Gakpo, który wpakował futbolówkę do bramki. To ważna chwila dla zawodnika Liverpoolu, jeszcze niedawno przeżywającego stratę syna.

Marokańczycy postawili wszystko na jedną kartę. Dokonali zmian i szukali bramki wyrównującej. Jednak poza zablokowanym uderzeniem Anassa Salaha-Eddine’a nie potrafili sobie nic wykreować. Holenderska defensywa pozostawała niewzruszona. Zespół Koemana już witał się z awansem, ale wtedy nastąpiła 90. min. Dosłownie w chwili, kiedy wybiła, Chemsdine Talbi posłał wrzutkę rozpaczy. Virgil van Dijk powinien był ją przeciąć, ale przepuścił piłkę, przez co pokonać golkipera strzałem głową mógł Diop, tym samym doprowadzając do remisu i dogrywki.

REKLAMA

Dogrywka na pół gwizdka

Niestety często dogrywki hitowych starć zwalniają, bo żadna z drużyn nie chce głupio stracić wyniku dającego nadzieję na wygraną w rzutach karnych. Tak było i tym razem. Mecz zwolnił, stał się spokojny, a wręcz leniwy. „Przede wszystkim bezpieczeństwo” – te słowa przejęły obie ekipy za maksymę. Jedyne przyspieszenie tempa przyszło w 97. minucie, kiedy Saibari znalazł w szesnastce Soufiane’a Rahimiego, który położył Teuna Koopmeinersa, ale z pojedynku z Verbruggenem wyszeł jako przegrany.

Przez całą dogrywkę Maroko głównie klepało piłkę po obwodzie i za pozwoleniem Holendrów nabijało jej posiadanie. Nie ryzykowało bardziej wymyślnymi zagraniami. Gdy następowała groźba straty, to natychmiast atak był zatrzymywany. Zwyczajnie musiało dojść do serii rzutów karnych, bo wynik nie miał z czego się zmienić (poza szansą Rahimiego).

Konkurs jedenastek lepiej zaczął się dla Oranje, bo na trafienie Koopmeinersa nie zdołał odpowiedzieć El Aynaoui, który uderzył w poprzeczkę. Druga seria jednak przyniosła wyrównanie po trafienu w słupek przez Justina Kluiverta oraz szczęśliwego gola Rahimiego  – Verbruggen bowiem już miał piłkę w rękach, ale ta mu z nich wypadła i wbił ją do bramki.

Następnie nie zawiedli zarówno Weghorst, jak i Talbi. Więcej pecha mieli Jurrien Timber oraz Hakimi. Ta dwójka chybiła. Piąty rzut karny Holendrów, wykonywany przez Summervilla, obronił efektownie jedną ręką Bono. Saibari stanął więc przed szansą na wprowadzenie swojej reprezentacji do kolejnej fazy turnieju. Piłkarz PSV nie zawiódł. Kibicom z kraju ze stolicą w Amsterdamie pozostało tylko jedno – pomyśleć co by było, gdyby Koeman mógł wystawić do konkursu Tima Krula.

Holandia – Maroko 1:1 (Gakpo 72′ – Diop 90′+1), k. 2:3

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ