Na tą rywalizację zacieraliśmy sobie ręce. Z jednej strony mieliśmy głodną sukcesów Brazylię, która źle weszła w mundial, ale po korektach taktycznych Carlo Ancelottiego zaczęła prezentować się lepiej. Z drugiej strony byli ambitni, wysoko mierzący Japończycy – ci swoimi występami z Holandią, Tunezją i Szwecją pokazali, że trzeba rozpatrywać ich w kategorii czarnego konia. Złożyło się to na fantastyczny pojedynek, pełen zwrotów akcji.
No bo po pierwszej połowie w wielu głowach musiała dźwięczeć myśl, że to już nie są ci sami Canarinhos, tylko jacyś inni, podrobieni, i że futbol na najwyższym reprezentacyjnym poziomie im odjechał. Japonia brutalnie ich weryfikowała. Po przerwie zaś przebudzili się w spektakularny sposób – zupełnie jak robił to Real Madryt za Ancelottiego.
Japonia zaszachowała Viniego i spółkę
Piłkarze z Kraju Wiśni jednak nie stłamsili rywali w taki sposób, jak dokonały tego Lwy Atlasu. Na boisko wyszli ze sporym respektem i nastawieniem dość zachowawczym. Nacisk zaczynali od linii środkowej, oddając inicjatywę Brazylijczykom. Pierwsze minuty jasno zobrazowały nam, że będziemy oglądać taktyczne szachy, w których zespół z Azji spróbuje znaleźć swoje szanse po szybkich wyjściach, a podopieczni trenera Ancelottiego postarają się o złapanie defensorów na momencie dekoncentracji i wtedy posłanie przeszywającego podania.
Rzecz w tym, że Japonia wzorowo się organizowała. Bez piłki zachowywała taką szczelność, że Canarinhos nie potrafili rozgrywać akcji inaczej niż po obwodzie. Jedyne zagrożenie tworzyła po nielicznych błędach i stratach Azjatów, co nie znaczy, że w fazach przejściowych miała przewagę. Przeciwnie, zawodnicy Hajime Moriyasu po stracie futbolówki błyskawicznie odbudowywali strukturę. Wyłączyli też z gry całą ofensywę Brazylijczyków. Rayan był niewidoczny, Vinicius podwajany, a Matheus Cunha nie mógł znaleźć sobie miejsca.
Jeden odważniejszy moment wystarczył Japończykom, żeby otworzyć wynik. W 29. minucie podeszli wyżej oraz agresywnej w pressingu. W efekcie Kaishu Sano przechwycił podanie Danilo, po czym zezłomował biegnącego w ślimaczym tempie Casemiro, by finalnie uderzyć po ziemi z dystansu tak, że piłki nie sięgnął Alisson.
Brazylia totalnie odmieniona
Gdy już padło pełno słów krytyki pod adresem Canarinhos, to czas na jej… pochwałę. Druga połowa to totalnie inna bajka, ale po kolei. Zaczęło się od roszady w składzie. Za Lucasa Paquetę wszedł Endrick, co zwiększyło ilość pracy japońskiej defensywie, która musiała radzić sobie teraz z dwójką napastników. Potem azjatycka ekipa została wgnieciona we własne pole karne.
Remedium na swoje problemy Brazylijczycy znaleźli we wrzutkach. Te świetnie im wychodziły. Groźnie uderzali Bruno Guimaraes oraz Casemiro. Strzał szczupakiem tego drugiego obronił ofiarnie głową Takehiro Tomiyasu. Chwilę później mający swój wkład w stratę bramki pomocnik zrehabilitował winę z pierwszej części gry, jego kolejnej główki bowiem nie zatrzymał już nikt i na tablicy wyników pojawił się remis. A po szarży Viniciusa powinno być 2:1. Skrzydłowy zatańczył w rytm samby z Tomiyasu, zakładając mu siatkę, oraz z Sano, ale jego strzał wylądował zaledwie na słupku.
Japonia próbowała odpowiadać pressingiem, a także wypadami, ale była jakby zamroczona. Jedynie w 64. min niespodziewanym strzałem z nietypowej pozycji spróbował zaskoczyć Alissona Ayase Ueda. Bramkarz nie złapał piłki w koszyczek, lecz obronił uderzenie. Właściwy balans piłkarze trenera Moriyasu odzyskali po przerwie na nawodnienie. Zreorganizowali się, ponownie będąc twardym orzechem do zgryzienia w ataku pozycyjnym. Zaangażowanie w defensywę odbiło się na liczbie strzałów – tych po szansie Uedy było okrągłe zero.
Wszystko wskazywało na to, że dojdzie do dogrywki. Brazylia naciskała, ale jej przeciwnik się opierał. Jednak w ostatniej minucie doliczonego czasu gry sprawy w swoje ręce wzięli Guimaraes oraz Gabriel Martinelli. Ten pierwszy wypatrzył w polu karnym swojego kolegę, który miał wokół siebie sporo miejsca. Zawodnik Arsenalu swobodnie ułożył się do strzału, po czym wyprowadził Canarinhos na prowadzenie po trafieniu do bramki w słupek.

