Uzbekistan niemal pociągnął ekipę Kapuadiego na dno

Uzbekistan i Demokratyczna Republika Konga stworzyły prawdziwy piłkarski spektakl. Drużyny oparły się na koncepcji wyścigu z czasem. W roli goniącego wystąpili Kongijczycy, którzy długo starali się o uzyskanie korzystnego wyniku, dającego im awans do 1/16 finału.

Podczas gdy Uzbekistan miał tylko matematyczne szanse na awans do fazy pucharowej, to jego rywal rzeczywiście walczył o przepustkę do kolejnej rundy. Kongijczycy wyszarpali punkt z Portugalią i teraz zwycięstwo pozwoliłoby im zachować 3. miejsce, a potencjalny dorobek 4 punktów zapewniłby mu pozycję w topowej ósemce ekip z przedostatnich miejsc.

REKLAMA

Piękne trafienie Shomurodova dla Uzbekistanu

Demokratyczna Republika Konga zaczęła jednak mecz najgorzej, jak tylko mogła. Już po kilku sekundach straciła bramkę, ale uratował ją spalony. Na niedozwolonej pozycji znalazł się bowiem dobijający próbę Dostonbeka Khamdamova Eldor Shomurodov. Później nie potrafiła odnaleźć się w chaosie tworzonym przez żywo i agresywnie pressujących Uzbeków. W 10. minucie Shomurodov znów trafił – tym razem przepisowo. Zrobił to przepięknie, bo lobując z ostrego kąta Lionela Mpasiego-Nzaua.

Po najbardziej wymagającym fragmencie, gdy Białe Wilki operowały na niezwykle wysokiej intensywności, Kongijczycy zaczęli powoli krzepnąć. Zdołali nawet wyrównać w 17. minucie po ślicznym uderzeniu z dystansu Nathanaela Mbuku, lecz znów swoje do powiedzenia miał sędzia. Okazało się, że kiedy Mbuku początkował całą akcję, trafił ręką w twarz Sherzoda Nasrullaeva. Gol nie został więc uznany przez faul.

Mimo że obu stronom brakowało konkretów w postaci większej liczby uderzeń na bramkę, to widowisko mogło się podobać. O efektowność dbał na lewym skrzydle Brian Cipenga, który nieustannie kręcił rywalami i dawał kolegom największe nadzieje na wyrównanie. Z kolei intensywność oczywiście podkręcali piłkarze Uzbekistanu, którzy w fizyczności upatrywali swoich przewag.

Lamparty poszły po swoje

Odczucia po pierwszej połowie nazwalibyśmy podróżową shinkansenem. Nie inaczej prezentowało się to po przerwie. Rozkręconego tempa nie dało się już przyhamować, bo Demokratyczna Republika Konga walczyła o dalszy udział na mistrzostwach. To ona w dużej mierze miała inicjatywę. Zasuwający Uzbecy zostawiali coraz więcej miejsca, z którego ich rywale korzystali. Swobody w konstruowaniu akcji Kongijczycy nie potrafili jednak przełożyć na wyrównanie. Szanse mieli Yoane Wissa, czy Mbuku, ale skuteczność pozostawiała wiele do życzenia.

W końcu Uzbekistan zapłacił za swoją zaciętą postawę. Gdy rozpoczęła się 66. minuta meczu, Abdukodir Khusanov kopnął Wissę w polu karnym. Sędzia musiał podyktować jedenastkę, do której podszedł sam poszkodowany. Przed napastnikiem stali tylko bramkarz i ściana marzeń jego rodaków. Wytrzymał presję, strzelając po ziemi i trafiając tuż obok słupka.

Lamparty się nie zatrzymywały. Do mundialowego raju, jakim jest faza pucharowa, dzielił je dystans zaledwie jednej bramki. Na początku ostatniego kwadransa Meschack Elia zagrał prostopadle w głąb szesnastki przeciwnika. Do futbolówki dopadł Fiston Mayele, który z bliskiej odległości podciął ją miękko nad bramkarzem. Podopieczni Sebastiena Desabre’a dopięli więc swego. Białe Wilki szarpnęły jeszcze w końcówce, ale to Afrykanie dopisali kropkę nad ,,i”. Drugim trafieniem popisał się Wissa.

Uzbekistan więc nie pożegnał się z mundialem wygraną albo przynajmniej remisem, ale pozostawił na boisku serce. Ale co miał zrobić, gdy na przeciw niego znalezli się zdeterminowani Kongijczycy. Ci dzięki zainkasowaniu kompletu punktów zameldowali się w 1/16 finału, awansując z 3. miejsca w grupowej tabeli.

Demokratyczna Republika Konga – Uzbekistan 3:1 (Wissa 68′, 90′+1, Mayele 78′ – Shomurodov 10’)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ