Przed meczem Francji z Irakiem zastanawialiśmy się raczej nad wysokością porażki tej drugiej drużyny niż realnymi szansami na sprawienie przez nią sensacji. Nie było to oparte na lekceważeniu, a na realnej ocenie potencjału kadrowego Les Bleus oraz Lwów Mezopotamii. Ostatecznie ci pierwsi w pewnym i spokojnym stylu wygrali 3:0.
Jeśli chodzi o kadry meczowe, to Francja dokonała w składzie tylko trzech zmian. Szansę na złapanie minut otrzymali Lucas Digne, Manu Kone oraz Bradley Barcola, który z poprzednim meczu z Senegalem zdobył bramkę. Również Irak zrobił trzy roszady. Między słupkami pojawił się Ahmed Basil, a w polu Ahmed Qasem oraz Zidane Iqbal. Zaznaczmy, że swoje drugie występy w pierwszej jedenastce na mundialu zaliczyli zawodnicy znani z Ekstraklasy, czyli Hussein Ali oraz Amir Al-Ammari.
Francja w trybie ekonomicznym
Nie powiemy, że spotkanie rozpoczęło się jakimiś fajerwerkami, bo ich zwyczajnie brakowało. Francja wyszła na boisko na niższym biegu. Założyła sobie, że przewagę zaznaczy przede wszystkim jakością techniczną. Miała na względzie, że mundial jeszcze trochę potrwa, więc nadmierne męczenie się i ryzykowanie ewentualnymi urazami uznała za nieopłacalny interes. Choć Irak był chętny do grania, początkowo zaczynał akcje rozegraniem piłki od obrony, to mógł prezentować odważniejszą postawę tylko dzięki niezbyt agresywnemu naciskowi rywala.
Wspomniana jakość faktycznie robiła różnicę. Les Bleus nie potrzebowali wiele, aby wykreować sobie obiecującą akcję. Przede wszystkim jednak, pomimo spokojnej postawy, szybko objęli prowadzenie. W 14. minucie Kylian Mbappe otrzymał podanie od Michaela Olise, złożył się do strzału i oddał sprzed pola karnego silne, ale proste uderzenie. Piłka przeleciała po rękach Basila zatrzepotała w siatce. Irakijczycy zostawili gwieździe Realu Madryt zbyt dużo miejsca, za co słono zapłacili.
Po trafieniu piłkarze Didiera Deschampsa zwiększyli obroty o co najmniej pół tempa. Zaczęli wyraźnie zaznaczać dominację. Przerwa na nawodnienie odrobinę zachwiała równowagą sił, ale po dwóch obiecujących akcjach przeciwnika Francuzi znów grali swoje. Złą informacją dla Lwów Mezopotamii było przymusowe zejście kapitana Aymena Husseina w 26. minucie. Napastnik doznał kontuzji i nie mógł kontynuować meczu. Bez lidera na boisku na pewno czuli się osłabieni, ale nadal zamierzali wykorzystywać każdą wolną przestrzeń zostawianą przez zespół z Europy. Dość powolnie rywalizacja dotoczyła się do końca pierwszej części.
Francja i Irak długo czekały na powrót do gry
Na dalsze emocje musieliśmy trochę poczekać, bo grać drużynom nie pozwoliły warunki pogodowe. To była pierwsza taka sytuacja na tegorocznym mundialu. Na wznowienie starcia czekaliśmy aż 2 godziny. Ciekawić mogło, jak zmieni się obraz gry, boisko bowiem po ulewie mocno nasiąknęło wodą.
Szybko dostaliśmy na to odpowiedź. Start ponownie był bardzo wolny. Francuzi zachowywali sporą rezerwę, pozwalali rozgrywać rywalowi i w ogóle dość ospale. Wystarczył jednak jeden błąd zespołu z Azji, aby się przebudzili, podwyższając prowadzenie. Zaid Tahseen podał do bramkarza, który zagapił się. Skorzystał z tego Ousmane Dembele. Przejął piłkę, a potem błyskawicznie odegrał ją do Mbappe. Napastnik ustrzelił dublet w łatwej sytuacji.
Les Bleus poczuli krew. Chwilę po trafieniu na 2:0 poprzeczkę obił Olise, uderzenie Dembele obronił Basil, a dobitka po próbie zawodnika PSG nie wyszła Adrienowi Rabiot. W 66. minucie Olise odnalazł asystenta przy drugiej bramce Mbappe w przestrzeni między bocznym i środkowym obrońcą. Ten swojej okazji nie zmarnował, pokonując golkipera strzałem na dalszy słupek.
Francja kontrolowała wydarzenia boiskowe, lecz Iran zdołał wypracować szansę na gola honorowego. Marko Farji posłał precyzyjną centrę do wbiegającego Alego Al-Hamadiego, który wślizgiem przeciął podanie, tylko że nie zdołał trafić w światło bramki. To była właściwie ostatnia akcja Lwów Mezopotamii, bo do końca meczu kolejnego trafienia szukali ich rywale. Ci nie znaleźli go, lecz i tak zgarnęli trzy punkty za zwycięstwo i bilet do fazy pucharowej.

